NIE CZYTAĆ !!!

I tytuł tego wpisu nie jest bez znaczenia!

Jeśli:

1/. Jesteś osobą, która nie lubi przekleństw – nie czytaj!

2/. Jesteś osobą, która nie lubi głupich – nie czytaj!

3/. Jesteś osobą, która sądzi, że otaczają ją jedynie kulturalne osoby – nie czytaj!

Ale!

Jeśli:

1/. Masz ochotę – to czytaj !!!

Gdyż:

1/. Leci na nas – tzn w kierunku Ziemi – meteor wobec czego wszyscy zginiemy i to wszystko o czym piszę jest kompletnie bez znaczenia.

2/. Jakaś kobieta sypie solą (święconą !!!) po placu przed siedzibą prezydenta RP wobec czego wszystko o czym piszę traci jakikolwiek sens.

3/. Kaczyński ma się dobrze wobec czego niedługo zamkną wszystkie blogi, posypią nas solą i przypierdolą w to wszystko meteorytem.

*

To teraz o tym o czym chcę napisać.

*

Opowiadał mi kolega, którego córka uczy się w Liceum Plastycznym, że któregoś dnia usłyszał gdy Ona,  po powrocie ze szkoły,  oznajmiła komuś w rozmowie telefonicznej że dostała PIZDĘ z historii.

PIZDĘ !!! – rozumiesz? – zapytał i od razu było wiadomo, że to pytanie retoryczne.

Cenię sobie tego kolegę za kilka jego przymiotów w tym za poczucie humoru i za dystans do siebie i wielu innych osób oraz spraw.

Gdy więc odpowiedziałem: rozumiem! Zacząłem się spodziewać wypowiedzi w jego stylu. Nie pomyliłem się. Już po chwili usłyszałem:

Jaka nauka taka ocena !!!

Przyznam, że ta konstatacja była jedyną możliwą.

Zacząłem szperać w zakamarkach mojej pamięci szukając różnych PIZD i jedną znalazłem dość szybko, ale jej tu nie przytoczę bo Jarek zacznie sprzątać blogi od mojego.

Nie będzie mi tu jakaś baba latać z solą !!!

Po chwili przypomniałem sobie o drugiej PIŹDZIE , a raczej o jedenastu PIZDACH.

Byłem na meczu piłki nożnej naszej ekstraklasy. Żenujący spektakl. I nagle jakiś kibic, który pewnie podzielał zdanie co do mojej oceny gry piłkarzy, krzyknął z całej siły :

PRZESTAŃCIE GRAĆ JAK PIZDY !!!

*

I pewnie teraz, gdy czytacie te słowa zastanawiacie się dlaczego o tym wszystkim piszę. To normalne z Waszej strony. Osoby czytające moje wpisy charakteryzują się tym, że myślą.

Ale …. skoro się zastanawiacie to podpowiem.

Piszę o tym bo się cieszę.

Tak!!!

Cieszę!!!

Spokojnie !!!

Już wyjaśniam dlaczego.

Cieszę się, bo wiem, że są jeszcze inne osoby, które tak nie mówią. Osoby, które starają się mówić w języku polskim, zachowują składnię ważąc słowa, szanując rozmówcę, siebie samego. Nie znam proporcji. Nie wiem czy PIZDOWATYCH  jest więcej od nas czy jest ich mniej. Co to ma za znaczenie?

Wielokrotnie słyszałem, wielokrotnie czytałem o tym , że Gustaw Holoubek, był mistrzem celnej okraszonej przekleństwem wypowiedzi. Jestem jednak pewien, że nigdy oceniając kogokolwiek, w tym i siebie, nie użył słowa : PIZDA.

Są pewne granice.

Przynajmniej dla mnie.

Tą granicą jest rozsypana na placu sól.

*

PS.

Przypomniało mi się coś ….

Ale to innym razem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Zostaliśmy ostrzeżeni !

Tak się złożyło, że miałem okazję pomóc.

To miłe uczucie pomagać, a gdy jeszcze pomaga się osobie, którą się bardzo lubi i do której ma się szczególny stosunek i na dodatek robi się to z własnej i nieprzymuszonej woli, to taka pomoc niesie w sobie zwielokrotnioną dawkę przyjemności.

Choć … początek nie był łatwy.

Co to to nie, ale przecież nikt nie obiecywał, że łatwym będzie.

Chodziło o spotkanie. Umówiliśmy się „na mieście” .

Niby proste. Wiedziałem gdzie mam jechać, więc nie przewidywałem komplikacji z odnalezieniem A.

Nie przewidziałem jednego…

Już widzę jak się zaciekawiacie i jak zacieracie ręce myśląc:

  • a jednak zbłądził !!! Zbłądził głupek !!! Debil !!! Wiedział gdzie jedzie, ale nie przewidział, że nawigacja się wyłączy i zbłądził !!! Ha ! Ha! ha ! Posikam się zaraz ze śmiechu !!!

No to sikaj!

Nie przewidziałem, że A. mnie nie zobaczy gdyż szukając mojego samochodu wzrokiem będzie stała odwrócona tyłem to ulicy.

Nasza telefoniczna rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

Ja – jestem.

A. – gdzie?

Ja – no tu!

A. – tu?

Ja – tak, tu.

A. – nie widzę Cię !

Ja – jestem tu, przy słupie ogłoszeniowym.

A. Jakim słupie?

Ja – tym niedaleko którego stoisz.

A. – słupie ?

Ja – tak.

A. – nie widzę Cię!

Ja – odwróć się proszę.

A. Ok.

Zadanie jakie nas czekało to znalezienie odpowiedniego do rodzaju awarii samochodu serwisu samochodowego.

Pierwszy polecony nam serwis wprawił mnie w niezłe zdziwienie. Dawno nie byłem w warsztacie samochodowym, gdzie chodziło się po klepisku, było w nim ciemno, tłoczno i dziwnie, a papierosowy dym mieszał się z zapachem smarów, spalin i czego tam jeszcze. … . Miałem wrażenie, że śnię i nie jest to przyjemny sen.

Razem z A. poinformowaliśmy „szefa” o rodzaju awarii. Ten spojrzał na nas dziwnie … (dlaczego???)  po czym powiedział: „z tym” to tylko do X. Tylko X może Wam pomóc, ale …(tu zawiesił głos i mogę przysiąc, że zaciągnął się głęboko papierosem, wypuścił dym ustami) … ostrzegam Was! Nie zdziwcie się widząc X-sa! Nie wystraszcie się jego wyglądu!

O!

Spojrzeliśmy po sobie. A. na mnie, ja na A.

Nie bardzo pamiętam, ale drogę z serwisu do samochodu przeszliśmy raczej milcząc.

Cóż było robić! Awaria musiała zostać usunięta jak najszybciej. I nie chodziło tu tylko o kwestię jak najszybszego odzyskania środka transportu.

Tu w grę wchodziło coś znacznie bardziej istotnego i ważnego. A. darzyła swoje auto prawdziwą miłością i rozstanie z nim było dla niej niezwykle bolesne.

Rozumiałem to i dlatego byłem gotów na spotkanie z X.

Charles Laughton jako Quasimodo z filmu Dzwonnik z Notre Dame (rok produkcji 1939) był wyjątkowym przystojniakiem. Wyjątkowym! Mówię tobie! Super był!  – wmawiałem sam sobie, szykując się na spotkanie z jego wnukiem biorąc pod uwagę wszelkie możliwe złe mutacje genetyczne. Robiłem w myślach wszystko by nie dać się zaskoczyć wyglądem pana X.

A. siedziała obok na fotelu pasażera. Torebkę trzymała na kolanach ściskając jej raczki kurczowo. Wzrok A. skierowany był w niebyt przed nami, a jej usta były zaciśnięte.

Wiedziałem co czuła. Jej wyobraźnia pracowała na maksymalnych obrotach próbując stworzyć choć w zarysie portret pana X.

Łatwiej zmierzyć się z niebezpieczeństwem mając o nim jakieś pojęcie.

Trafienie do warsztatu pana X. nie było łatwe. W pewnym momencie zostaliśmy zablokowani przez ciężarówkę z toaletami Toi Toi na platformie, z której akurat wysiadał kierowca, rozglądając się nerwowo wokół.

Ja jednak byłem już gotów na wszystko!

Także na to by krzyknąć do A. : zamknij oczy!!!

Obyło się bez tego.

Już po chwili parkowaliśmy przed warsztatem pana X.

Miałem ochotę powiedzieć do A. : zostań w samochodzie. Jeśli nie wrócę za pięć minut uciekaj. Silnik zostawiam włączony. Wiem, że potrafisz. Na moim pogrzebie wspomnij, że nie wymiękłem.

Ale nie… . Nie znacie A!!! To Ona nie wymięka!!!

Szef? – padło pytanie będące odpowiedzią na moje pytanie zadane pracownikowi : gdzie możemy znaleźć szefa?

Szef jest z tyłu ! – padła odpowiedź na pytanie własne.

Nie wiem na czym to polega, ale zawsze każdy szef serwisu jest z tyłu albo na jeździe próbnej.

Swoje lata mam. Wiem więc gdzie znajduje się „tył” w serwisach samochodowych.

Już za chwilę mieliśmy stanąć oko w oko z panem X.

Zrobiłem wyjątek i wszedłem do „tyłu” pierwszy zasłaniając A. swoim ciałem.

Najpierw zobaczyłem „tył” a po chwili siedzącego w „tyle” pana X.

Tył sprawiał na mnie dość zaskakujące wrażenie.

Coś jak scenografia ” Strażników Galaktyki”

Wszędzie laptopy, tablety, komputery,  monitory, lutownice, kable, wiązki elektryczne, smartfony. Wszędzie!!!

Wydawało mi się, że wchodząc do „tyłu” depczę po elektronice! Niemal słyszałem chrzęst szkła pod stopami. Dobrze, że miałem buty.

W tym wszystkim, siedząc w tej całej elektronice z laptopem na kolanach, przed monitorem komputera i kilkoma tabletami na biurku(???) był pan X.

Nie miał blizn, garbu, miał: oczy, ręce, nogi … Normalny jakiś taki.

Miał za to papierosa w ustach, maskę spawacza uniesioną na czoło i pytający wzrok.

W myślach powiedziałem do A. : żyjemy !!!

*

I to by było na tyle. Chociaż nie do końca.

*

Na końcu było spotkanie z żoną pana X. Pani Y.

Przyznam, że to było coś. To spotkanie znaczy się.

Nie bardzo wiem jak to opisać … .

Może tak!

Wyobraźcie sobie, że wchodzicie do apteki i chcecie kupić aspirynę.

Zanik to jednak zrobicie musicie dowiedzieć się jaka będzie pogoda i że trzeba karmić psy po to, by ktoś inny mógł je zabrać.

*

I teraz mogę napisać spokojnie: i to by było na tyle.

*

ps.

Awaria usunięta.

 

 

 

 

 

APLIKUJĘ !

Aplikowanie w moim wieku do czegokolwiek to :

a/ wyraz desperacji

b/ przejaw głupoty

c/ liczenie na cud

Nie mniej robię to i czasami mam przy okazji niezłą zabawę. Bo oto, którego dnia stwierdziłem: a dlaczego miałbym nie zrobić sobie żartu i nie odpowiedzieć jakiemuś potencjalnemu pracodawcy tak jak mam na to ochotę nie bacząc, że treść mojego listu intencyjnego go zezłości i tym samym przekreśli moje szanse … .

Co ja tu piszę? Jakie szanse!

Jak to jakie? – mówię sam do siebie co mi się często zdarza – hipotetyczne, ale zawsze jakieś!

No dobrze – odpowiedziałem sam sobie i tym samym zamknąłem zaczynającą się dyskusję, która w razie rozwinięcia miałaby tyle sensu co składanie przeze mnie aplikacji.

Te wymagania pracodawców ….

Ale oto, nie dalej jak wczoraj, natknąłem się na ofertę pracy gdzie pracodawca określił takie oto swoje warunki pracy i oczekiwania co do ewentualnych kandydatów:

Wybranym kandydatom oferujemy:

  • zatrudnienie na podstawie umowy o pracę
  • niezbędne narzędzia: samochód służbowy 5 osobowy, z klimatyzacją; także do użytku prywatnego, smartfon Huawei P9 Lite, tablet Samsung Galaxy Tab S2
  • 3 tygodnie szkolenia wstępnego w pierwszym kwartale pracy
  • szkolenia kompetencyjne (minimum 1 rocznie)
  • możliwość rozwoju zawodowego w innych departamentach Spółki
  • wynagrodzenie podstawowe minimum xxxx PLN brutto + premia miesięczna i kwartalna
  • unikalny program gwarantujący podwyżkę wynagrodzenia podstawowego o x% kwartalnie przy realizacji celów sprzedażowych
  • pakiety: medyczny, sportowy, ubezpieczeniowy
  • konkursy motywacyjne


Nasze oczekiwania wobec kandydatów:

  • doświadczenie w pracy na stanowisku przedstawiciela handlowego – min. 1 rok
  • prawo jazdy kat. B oraz doświadczenie w prowadzeniu samochodu
  • bardzo dobra znajomość obsługi komputera
  • łatwość w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych
  • wykształcenie co najmniej średnie
  • wysoka motywacja i zaangażowanie w pracę
  • sumienność i odpowiedzialność

 

No pięknie !!!

Bez zaskoczenia, zdumienia, bez czegokolwiek nawet stwierdziłem, że spełniam wszystkie oczekiwania, więc dlaczego nie?

I tu chwila wspomnień.

Uśmiechnąłem się sam do siebie (lubię to … przynajmniej ktoś się do mnie uśmiecha!) poprawiłem pozycję w fotelu (nie widziałem powodu by siedzieć niewygodnie) i powiedziałem sam do siebie: zrób to !!!

No dobra!!! – odpowiedziałem sam do siebie – Zrobię !!!

No i napisałem do potencjalnego pracodawcy tak:

… Jestem niezwykle zainteresowany:

  1. Zatrudnieniem na podstawie umowy o pracę
  2. niezbędnymi narzędziami: samochodem służbowym 5 osobowym z klimatyzacją; także do użytku prywatnego, smartfon Huawei P9 Lite ( a może być PRO?), tablet Samsung Galaxy Tab S2 ( jaki procesor?).
  3. Trzytygodniowym szkoleniem wstępnym w pierwszym kwartale pracy
  4. Szkoleniem kompetencyjne (minimum 1 rocznie)
  5. Możliwością rozwoju zawodowego w innych departamentach Spółki
  6. Wynagrodzeniem podstawowym minimum xxxx PLN brutto + premia miesięczna i kwartalna
  7. Unikalnym programem gwarantującym podwyżkę wynagrodzenia podstawowego o x% kwartalnie przy realizacji celów sprzedażowych
  8. Parkietem: medycznym, sportowym, ubezpieczeniowym
  9. konkursy motywacyjne

Jestem człowiekiem pracowitym, zaangażowanym oraz posiadającym doświadczenie zawodowe, które – o czym jestem głęboko przekonany  – jest wystarczającym by sprostać oczekiwaniom poszukiwanego przez was profilu kandydata.

W związku z powyższym oferuję:

  1. Niesamowite doświadczenie w pracy na stanowisku przedstawiciela handlowego – min. 30 lat
  2. Prawo jazdy kat. B oraz doświadczenie w prowadzeniu samochodu od 40 lat i 3.000.000 przejechanych kilometrów w kilkunastu samochodach służbowych i to bez wypadku!
  3. bardzo dobra znajomość obsługi komputera
  4. Niesamowita łatwość w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych
  5. Wykształcenie co najmniej średnie, a nawet nieco wyższe bo wyższe
  6. Niesamowicie wysoką motywację i zaangażowanie w pracę
  7. Niespotykaną sumienność i odpowiedzialność.

Czego chcieć więcej?

Uwaga:

W przypadku akceptacji mojej kandydatury zachowuję sobie prawo do zastanowienia się czy jednak chcę lub odmowy bez zastanowienia.

*

Wiem, że to głupie! Ale jakże urocze!!!

Ubawiłem się naprawdę mocno.

*

Teraz z nieco innej dziedziny.

Wysłałem do pewnego wydawnictwa za ich zresztą zgodą (wcześniej zapytałem czy są w ogóle czymś takim zainteresowani) mój tekst.

W korespondencji jaka wywiązała się w związku z tym napisano do mnie, że:

„… rozmawiamy szczerze, więc informujemy, że : z kilkudziesięciu tekstów dotychczas wybraliśmy tylko jeden polski tytuł. Było to dwa lata temu i wciąż nad nim pracujemy. Mamy ograniczone moce przerobowe, dlatego szanse na wydanie nie są wielkie. Są bardzo niewielkie… .”

To było dla mnie od początku  oczywiste w związku z czym odpowiedziałem:

„Proszę się nie obawiać o moje samopoczucie.Mam spory  dystans do siebie i do tego co robię. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam skandynawskiego czy też zimowego nazwiska, oraz że nie napisałem kryminału. Odrzucenie mojej propozycji nie wpłynie na mój stan psychiczny :-)… ”

*

To by było tyle na temat aplikacji.

Do czegokolwiek .

*

Jak to było ….

Przekażmy sobie uśmiech?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Krótka historia międzynarodowa.

Przyjęło się uważać Norwegię za ojczyznę narciarstwa klasycznego. Niech i tak jest. Nie jestem historykiem  narciarstwa w tym także klasycznego, więc nie będę się na ten temat wypowiadać. Przyjmuję to za pewnik i już.

Jak przystało na ojczyznę tej dziedziny sportu, to właśnie Norweg Bjørn Dæhlie jest do dziś niekoronowanym królem tej dyscypliny.

Ale …

Już na drugim miejscu, tylko z minimalnie gorszym dorobkiem medalowym jest … Szwed Gunde Swan.

Rywalizacja narciarska między oboma krajami jest pewnie tak stara, że nikt nie pamięta jej początku. Można jedynie się domyślać, że  zaczęła się w chwili gdy pewien Szwed zobaczył jak Norweg wyskakuje z okna jego domu, szybko podciąga spodnie, przypina coś do nóg i ucieka. Zresztą co innego miał biedny Norweg zrobić. Niespodziewanie szybko zakończone polowanie na renifery i wcześniejszy powrót do domu Szweda sprowokowały całe to zamieszanie. Takie wcześniejsze powroty są z reguły bez sensu. Wówczas także.

Szweda tak wkurzyło to, że nie może dogonić Norwega, że szybko poszedł do domu, wziął siekierę i …

Poszedł do lasu – daleko nie miał – szukać materiału na narty.

Tak więc rywalizacja obu narodów ma nie tylko sportowy charakter. Norwegowie i Szwedzi mają sobie coś do wyjaśnienia.

Ponoć jest tak, ze gdy na zawodach np. mistrzostwach świata Norweg poczuje za plecami oddech Szweda natychmiast przyspiesza i cyk ….

Rekord świata gotów.

I teraz z mroźnych równin półwyspu skandynawskiego, owiewanych wiatrem i przysypanych czystym ekologicznym śniegiem przenosimy się do baru … .

Kilka godzin wcześniej skończył się mecz piłkarski Polska vs. Norwegia. Nasza reprezentacja przegrała o ile pamiętam 0:3.

Siedziałem w hotelowym barze wraz z kilkoma kolegami i paląc papierosy sączyłem drinki.

Obok nas, na barowym stołku siedział facet z Warszawy- nazwijmy go facet W-  który jak na kibica przystało upijał się z rozpaczy. Trzeba przyznać, że robił to zdecydowanie. Był sam. Palił i pił naprawdę ostro. Zauważyłem, że barman celowo opóźnia podanie kolejnego kieliszka. Facet był na granicy … .

I wówczas do baru weszli Norwegowie. Było ich kilkunastu. Widać było, że są „w trasie”, a bar w którym siedzimy jest kolejnym ich przystankiem. Byli głośni i weseli. Mieli powód.

Oczywiście nikt ich nie rozumiał. Kto zrozumie Norwega mówiącego po norwesku, ale …ich język przykuł uwagę faceta W. który powoli odwrócił się w ich stronę i długo im się przyglądał. Oczy wyszły mu niemal z orbit, a twarz poczerwieniała. Były to wyraźne oznaki próby zrozumienia tego co mówią goście. Obserwowałem jego zmieniającą się mimikę i niemal dusiłem się ze śmiechu.

Nagle facet W, wstał i zaczął iść w stronę Norwegów. W pierwszej chwili myślałem, że będzie bojka, ale … W. się uśmiechał i to bardzo życzliwie.

Podszedł do Norwegów i nagle powiedział: gratulacjone !!!

Norwegowie odpowiedzieli mu łamaną polszczyzną: cenkujemy badzo!

A facet W.  sadząc, że może spokojnie rozmawiać z gośćmi w ich języku postanowił kontynuować rozmowę.

Krople potu zrosiły mu czoło, twarz poczerwieniała jeszcze bardziej, oczy dawno już były poza wszelkimi orbitami …. Było widać, że W, szuka w pamięci norweskich słów, szuka, szuka i nagle …. na jego twarzy zobaczyłem niewypowiedzianą ulgę!!!

Facet W nabrał powietrza robiąc głęboki oddech i wyrzucił z siebie gromkim głosem:

Gunde Svan!!!!!!!!!

 

 

 

 

Mało spektakularny spektakl na kilka osób i trochę wódki, czyli bardzo krótka trzyaktówka.

Część pierwsza – Uwaga! – Treść może być bulwersująca. Nie czytają osoby wrażliwe na słownictwo złe, osoby które nie ukończyły 18 roku życia i osoby, które chcą ze sobą skończyć czytając takie rzeczy.

*

Przez park mały, taki mały, że nawet pareczkiem nie można go nazwać, ani tak o nim pomyśleć, idzie dwóch kibiców piłki nożnej. Jest przełom lutego i marca. Ciepło. Niby że już wiosna i wtedy …

On-1 : Kurwa jak fajnie, że już wiosna, lubię tę porę roku ciepło, miło …

Anioł – opiekun kibiców piłki nożnej – słysząc te słowa mówi sam do siebie: popierdoliło go czy co ???

On-2 : Że kurwa niby co?

On-1 : No wiesz … lubię wiosnę. Można kurwa flaszkę wieczorem na ławce w parku zrobić.

On-2 : No to kurwa rozumiem!

Anioł – opiekun kibiców piłki nożnej – słysząc te słowa mówi sam do siebie : moi chłopcy kochani !!!

Ja – koniec kurwa!

*

Część druga lub akt drugi. Jak kto chce.

Ławka nad brzegiem jeziora. Początek marca. Słońce, wiatr, fale, dzięcioły słychać, samolot, i przejeżdżający pociąg. Gdzieś niedaleko bobry się myją.

Ona-1 trzymając w dłoni szklaneczkę plastykową jednorazową tuż po tym jak wychyliła jej zawartość jednym haustem : bo wiesz …

Ona-2 wychylając jednym haustem zawartość szklaneczki plastykowej i obcierając usta dłonią: wiem kochana … wiem.

Ja – nie mam nic do powiedzenia.

*

Część trzecia lub akt trzeci. Jak kto woli.

Ławka nad brzegiem jeziora. Słychać ptaki latające i śmiech kaczek, co do których dzikości można mieć poważne zastrzeżenia. Jakaś puszka po piwie gnana wiatrem toczy się wesoło po leśnej drodze. Jakiś ptaszek pałaszuje kawałek folii, ktoś oddaje mocz za drzewami.

On-1: bez słowa wychyla zawartość małego kieliszka.

On-2: czyni to samo.

Ja – tylko patrzę .

*

Kurtyna !!!

 

 

 

A mnie jest żal … .

Tak zwyczajnie.

Żal.

I już na początku problem, gdyż zaraz każdy czytający te słowa, a będący polskiego pochodzenia, nim zacznie brnąć dalej w ten tekst powie sam do siebie: jemu jest żal? jemu jest żal?! Mnie to jest żal! Co on wie o żalu … .

I już mam przechlapane!

A jednak … .

Mnie jest żal specjalnie. Wyjątkowo i bardzo.

Bo ja nie umiem jak Petr Sabach.

To znaczy podobnie do Niego widzę świat, podobnie do Niego widzę bezsens tego co się wokół dzieje i podobnie jak On próbuję łapać łapczywie oddechem powietrze by móc żyć i móc dalej kochać ten bezsens i czerpać z niego radość.

Tylko, że  ja nie umiem tego opisać. I tego mi kurwa ŻAL!!!

Oczywiście, że zakląłem! Celowo! Mój blog, mój żal!

Jak ja kocham literki tego faceta. Oj jak bardzo!!!

Jestem zazdrosny.

Bardzo.

I zastanawiam się, dlaczego niektórzy ludzie mają ten szczególny, wyjątkowy dar od Boga, a inni nie. Dlaczego, dlaczego, dlaczego … .

Jest czego zazdrościć.

Mam Jego wszystkie książki wydane w polskim języku. I teraz postanowiłem. No co? postanowić sobie nie można?!

Postanowiłem od jutra przeczytać je wszystkie kolejny raz … nie wiem już który.

Tego mi trzeba!

Sabacha nie ma już między nami.

Ale ze mną jest.

Jest ze mną.

Czuję to.

I dlatego od jutra.

*

Eve … dziękuję. gdyby nie Ty … nie miałbym czego żałować 🙂

 

 

 

Na spacer pójdę z moim psem … psami.

I to jest najprostsze co mogę zrobić wychodząc z moimi psami na spacer. Powiedzieć to sobie w myślach: na spacer pójdę z moim psami.

Bo gdy tylko wypowiem na głos coś, co dotyczyć będzie spaceru,  np. : no chodźcie chłopaki – zaczyna się!

Od tej chwili mam już tylko pod górkę! Przechlapane, przerąbane, przepieprzone czy też prze…….. .

Ok.

Już w domu jest jazda. Pep. czeka przy mnie na to bym zapiął szelki na Leo. Gdy to zrobię, natychmiast ucieka do kuchni i zaczyna jeść. Krzyczę: Pep! Chodź do mnie! Na spacer idziemy! A on nic! On je jakby nic wcześniej nie jadł przez tydzień!

Drugi okrzyk nic nie daje podobnie jak trzeci. Dopiero gdy udam, że idę po niego odwraca łeb, patrzy na mnie i powoli zaczyna iść w moją stronę.

Ale tylko połowę drogi!!!

Własnie w połowie dystansu z kuchni do moich nóg staje i odwraca się w kierunku miski zastanawiając się czy nie wrócić do jedzenia i nie przekąsić jeszcze czegoś prze wyjściem na spacer.

Pep!!!!!!!!!!!! – ryczę, a on niechętnie idzie w moją stronę. W końcu podchodzi, zapinam mu szelki i wychodzimy.

I tak dzień w dzień od lat. Starczy pomyśleć o trzech. 3 x 365 x 3 = 3285 !!!

Ja tyle razy muszę krzyknąć: Pep! Debilu!!!

I przez te wszystkie lata, dzień w dzień, Leo Obserwuje to  Pepa zachowanie z dużym niesmakiem. Po minie widać, że też uważa Pepa za debila i psiego prostaka. Leo od szczeniaka miał w sobie coś z angielskiego arystokraty. Wdzięk, spojrzenie pełne dystansu, rezerwa w okazywaniu uczuć, to jak dumnie kroczył z podniesionym łbem i ogonem. Na Pepa patrzył zawsze z góry i z psią ironią wymalowaną na pysku. Pepo, jak na prostaka przystało miał arystokratę w psiej D. Jak mu coś nie pasowało to warczał.

I teraz pakuję psiaki do samochodu i jadę z nimi na miejsce spaceru. Oba to Parsony – Teriery i muszą godzinę dziennie mnie ciągnąć, szarpać mną, rozciągać, wyłamywać mi nadgarstki, wykręcać palce,  przywiązywać do drzewa, innych spacerujących … .

Jeśli tego nie zrobią to się nie wychodzą, nie wyszumią i mogą mieć zły psi humor !!!

A przecież wiesz, że ONE  nie mogą cierpieć!!!

Przecież wiesz, że to też dla Twojego dobra!!!

ONE są lekiem na twoje stresy, twój wybuchowy charakter, złość i wszystko to!!!

*

Jasne!!! Lekiem!!! Szczególnie gdy jeden wybierze drzewo po lewej stronie drogi, a drugi po prawej i oddalą się na całą długość smyczy!

A ja stoję z rozciągniętymi ramionami na środku tej pieprzonej drogi !!!

Jak taki strach na wróble!!!

A z na przeciwka jedzie akurat facet na rowerze!!! Znam gościa! Potrafi dziesięć razy bez przerwy jadąc objechać jezioro wokół z tą samą głupią zaciętą miną mówiącą: pędzę! pędzę! Ja kurwa pędzę!!! W oczach ma jakiś obłęd, szaleństwo,żądzę krwi … jak ostatni krzyżowiec goniący trzeci dzień po pustyni na swoim arabskim koniu ostatniego Saracena uciekającego na wielbłądzie wiedząc, że jego koń padnie z braku wody, a wielbłąd nie.

No i  pędzi i nie widząc linek smyczy tylko faceta, który stoi na środku drogi z rozciągniętymi na maksa ramionami i dwa psy sikające na drzewa po obu jej stronach. Patrzy na to tym swoim debilnym wzrokiem i wybiera drogę między mną a jednym z moich psów.

I

Nagle!

W jego oczach widać przerażenie!!!

Dostrzega linki smyczy!!!

Zaciska dłonie na hamulcach, wszystko piszczy, trzeszczy, rzuca nim i rowerem i w końcu …. .

Staje.

Udało mu się zatrzymać!

Patrzy na mnie tym swoim ………wzrokiem i chce coś powiedzieć nim piana zacznie mu kapać z ust na kolarską koszulkę ….. i wówczas moje pieski kochanieńkie podbiegają do jego nóg i robią : wrrrrrrryyyyyy wryyyyyyyy – spierdalaj stąd bo cię rozszarpiemy!!! – po psiemu.

No i on odjeżdża by gonić Saracena i pędzić dalej, wściekły, a ja jak przystało na gentlemana mówię : przepraszam (szeptem) do debila,  a do piesków – dobre pieski moje kochaniutkie, dobre! (na głos).

*

Spotkanie z wspomnianym Krzyżowcem to mały pikuś w stosunku do spotkania z głupkiem, który idzie z przeciwka także z psem tylko, że bez smyczy!!! On uważa bowiem, że: jego pies nie gryzie, pierwszy nigdy nie atakuje, jest dobrze ułożony i rozumie się z swoim panem-czyli głupcem bez słów.

Bo ja proszę pana – mówi tak co drugi z nich do mnie – panuję nad moim psem. Pies nie będzie panował nade mną!

Co Pan powie?! – pytam retorycznie i zaraz dodaję: a czy pan wie, że gdy pies bez smyczy podejdzie do moich, które akurat idą ze mną trzymane na smyczy prowokuje je do ataku? Czują się zagrożone jako sfora, do której zaliczają i mnie i mogą zaatakować!

Ale przecież są na smyczy – zauważa rozmówca. I co z tego!!! – odpowiadam podniesionym głosem – ale pana pies nie i gdy się zbliży do moich to będziemy mieli problem. Nie zbliży się – odpowiada głupek. To ja panu powiem co zrobię gdy jednak się zbliży – komunikuję, a oczy mojego rozmówcy robią się duże i okrągłe by po chwili zamienić się w wąskie szparki – znak narastającej złości.

Uwielbiam te chwile!!!

Już panu mówię – informuję wyciągając jednocześnie gaz pieprzowy z kieszeni – dostanie gazem po oczach! Pan natomiast będzie odpowiedzialny za atak!

Co za cham! – słyszę i się nie dziwię.

Co za burak! – słyszę i się nie dziwię.

No coś takiego! – słyszę i się nie dziwię.

Może i we mnie pan psiknie?! – pyta zaczepnie.

Jeśli wzrośnie poziom pańskiej agresji zrobię to z przyjemnością – oświadczam.

Chodź piesku! – woła pan i dodaje – chodź nie będziemy się zadawać z chamem i jego kundlami!!!

I wtedy Leo zaczyna ziewać, a Pep głucho warczy.

Leo zawsze ziewa w chwilach gdy stara się ukryć zażenowanie. Np. gdy puści bąka. Gdy tylko zauważy, że zaczynam czuć zapach jego bąka natychmiast siada i zaczyna ziewać z miną: ale spałem, nic nie wiem, jaki jestem zaspany. Albo gdy Pep na niego warczy – ziewa i ma minę: coś do mnie mówisz prostaczku???

*

Inny przypadek to osoba idąca z psem, który hasa po lesie od lewa do prawa płosząc wszystkie stworzenia i mając z tego wielką radość, a jednocześnie nie zauważając ani mnie, ani moich psów. tak jest zajęty gonieniem wszystkiego co nie ucieknie na drzewo, że świata nie widzi.

Zwykle w takiej sytuacji biorę moje psy na krótką smycz, zatrzymuję się i zaczynam rozmowę: dzień dobry – witam się na początek by osoba się zatrzymała – czy jest pani/panu wiadomym, że jesteśmy w lesie i pani/pana pies powinien być prowadzony na smyczy? Przecież w tej własnie chwili płoszy zwierzynę dla której las jest środowiskiem naturalnym, a my czyli pani/pan i nasze psy jesteśmy tu jedynie gośćmi.

I teraz:

Wzruszenie ramion i oddalenie się bez słowa – norma.

Co mi pan tu będzie … pilnuj pan swego – norma.

Do lasu nie można z pieskiem pójść bo zaraz się taki przyczepi! – norma.

Odwal się! – norma

Ma pan rację, nie pomyślałam/pomyślałem – bardzo rzadki wyjątek.

*

Najgorsze są STOJANKI.

Stojanka to kobieta, która idąc z naprzeciwka z psem na nasz widok staje jak słup soli i stoi. Jej pies szarpie, kładzie się, szarpie by dostać się do moich, szczeka, warczy itp.

A ona stoi! Stoi i patrzy! Jak żona tego na L. Wzrok tępy wpatrzony w niebyt, oczy lekko zamglone… . Jej pies dostaje szału, który udziela się moim.

A ona stoi!!!

Gdy ją mijam, wszystkie psy są na granicy szaleństwa. Jej przypomina psa na łańcuchu, który razem z budą chce pogonić księżyc i zaraz wyskoczy w górę, a moje idą już dobre kilka metrów na tylnych łapach przebierając przednimi w powietrzu próbując zakomunikować przeciwnikowi: no podejdź debilu! Podejdź tylko! – warcząc przy tym jak opętane.

A ona stoi i się patrzy! Jej mina wyraża kompletną pustkę!!!

Mijamy się. Jestem wykończony.

Trzymajcie przez kilka minut piętnastokilogramowe ciężary, które ciągną jak chcą i gdzie chcą, szarpiąc przy tym niemiłosiernie i wyjąc. I jakby tego było mało czujecie na sobie wzrok kobiety, która patrzy na was nic nie widząc.

Mijam ją, po dziesięciu metrach moje psy się uspokajają, ale ja jeszcze nie! Odwracam się, a ona stoi i patrzy za nami.

Zaczynam czuć ciarki na plecach …. chodźcie szybciej pieski – mówię i przyspieszam dając im przykład. Na wszelki wypadek co jakiś czas oglądam się , ale tylko na sekundę. Boję się, że gdy znów zacznę iść do przodu, ona nagle wyrośnie przede mną i moimi psami … stanie i zacnie patrzeć… .

*

Zdarzają się oczywiście spotkania przyjemne i miłe dla mnie i moich piesków. Z reguły są to spotkania typu: ale ładne pieski, też bym takich chciała, czy: a mogę pogłaskać pieski – pyta dziecko.

Czasem spotkam dziewczynę z psem, która wie co to znaczy mieć psa. My sobie wówczas rozmawiamy, a nasze psy lubią się od pierwszej chwili.

Zdarzają się panie, które pytają: a to są bliźniaki??? Po czym nie czekają na odpowiedź tylko same coś tam mówią próbując nawiązać kontakt.

*

I to tyle. Chyba wystarczy.

*

Co do Darwina … historia pisze ciąg dalszy nieubłaganie …