Serce na torach .

      Piętrowe wagony sunęły wolno po torach przemierzając drogę z Zakopanego do Poznania . Za ich oknami szalała zima i panowała ciemność a my wracaliśmy z zimowiska , które każde z nas spędziło gdzie indziej – Ty w Bukowinie a ja w Kościelisku . Znaliśmy się z miasta , z widzenia ale tej zimy byliśmy osobno .

Teraz połączył nas pociąg powrotny .

Patrzyłaś na mnie i Andrzeja z zaciekawieniem , odrzucając co jakiś czas swe długie rude włosy do tyłu , uśmiechając się najpiękniej na świecie a Twoje niebieskie oczy doprowadzały mnie do szaleństwa .

Andrzej widząc Twoje zainteresowanie naszymi osobami – przyznam byliśmy dość hałaśliwi ale i jak sądzę dość oryginalni – uprzedził mnie i postanowił bardziej się ” uwidocznić ” . Za rok miał zdawać do szkoły aktorskiej i bardzo solidnie się do tego przygotowywał . Teraz więc użył posiadanych od urodzenia i nabytych umiejętności by zwrócić na siebie Twoją uwagę . Jego interpretacja Gałczyńskiego o Leśniczówce Pranie zrobiła na Tobie wrażenie ! Musiałem natychmiast kontratakować ! Nie mogłem pozwolić by zyskał przewagę. Zdjąłem but i nogą odzianą w skarpetkę zacząłem kręcić korbką otwierającą wagonowe okno jednocześnie recytując wiersz ….mój wiersz , wiersz biały i wiersz wygłaszany a vista czyli improwizowany . Jego słowa brzmiały jakoś tak :

– zaraz wiatr zawieje przez okno uchylone obłąkańczym tańcem mej bosej stopy

– zaraz Twe płomienne włosy zafalują na wietrze a ja spłoszony Twoją obawą

– zaraz zacznę ja na powrót zamykać .

– zaraz , teraz proszę zechciej mi wybaczyć i popatrz w moje oczy dłużej …jeszcze…jeszcze…jeszcze…jeszcze ….jeszcze .

 

         Potem ktoś chwycił za gitarę i zaczął się śpiew .

 

„ Czerwone róże są a kolorowe bzy , cukier ma słodki smak lecz słodsza jesteś TY ….”

 

         Mniej więcej od Wrocławia do Poznania jak złoczyńcy korzystając z wagonowych ciemności obdarowaliśmy się czułościami i równie czułymi słowami … .

 

 

 

 

 

 

         Nie znałem Cię . Wracałem z Tych i w Katowicach wsiadłem do pociągu , który miał mnie zawieźć do domu . Zauważyłem Cię na peronie . Wyglądałaś na zagubioną , zalęknioną i szukającą wsparcia .

Wsiadłem do wagonu , przedziału a po chwili zjawiłaś się Ty . Siadłaś obok mnie a gdy pociąg ruszył po poru minutach zasnęłaś . Po kilku następnych Twoja głowa spoczęła na moim ramieniu . Po godzinie miałem Twe włosy na policzku , na ustach , czułem Twój cudowny zapach a wszyscy w przedziale patrzyli na nas jak na parę . Stacja docelowa , wysiedliśmy z wagonu , poszliśmy w jedną , tę samą stronę … .

 

 

 

 

 

         Godzina była późna . Dworzec wielkiego miasta . Ty wyjeżdżałaś ja zostawałem . Odprowadziłem Cię . Do dziś pamiętam Twe oczy, uśmiech i włosy jasne jak len . Miałem czekać , miałaś wrócić . Nie doczekałem się . Zostałaś w innym kraju na zawsze .

 

Bywa .

 

 

Reklamy

Cieszyńskie zauroczenie .

 

Byłem w tym mieście kilka razy . Zawsze wówczas nocowałem w Dworku Cieszyńskim gdzie schody na piętro skrzypią jak w domu , gdzie okna prawdziwie dworkowe takie z zamierzchłych czasów bo małe i broniące dostępu z zewnątrz , gdzie kucharz czy kucharka – tego już nie wiem – jak ma dzień to potrafi wznieść się na wyżyny a kelner – ten , który mnie obsługuje – a po trochu taki majordomus ma spojrzenie łobuzerskie by nie rzec bezczelne ale to taka bezczelność sympatyczna . W sumie Dworek jest miejscem niezwykle przyjemnym choć z lekka zepsutym przez popularność . Tak czy siak jeśli kolejny raz zawitam w Cieszynie …poproszę o ” swój „ pokój nr 7 . Mam do niego słabość .

 

   

 

Cieszyn jest miastem wielokulturowym , granicznym . Jego cudowną zaletą jest to , że dzieli się sobą z Czechami . Właśnie tam można poczuć coś co charakteryzuje tylko miasto . Czasami odnoszę wrażenie , że taki właśnie chciałby być Kraków . Spokojny , zrównoważony ale ciągle „ Dulski „ a Cieszyn jest …jest … jest …

         Siadam na rynku pod parasolem , zamawiam swojego ulubionego drinka i po chwili jego smak jak zawsze zniewala mnie , uspokaja i wprowadza w stan cudnej jakby zawieszonej w próżni świadomości . Przymykam z lekka oczy – tak nie do końca – i widzę jak rynkiem śmiga na swoim rowerze Pani z „ postrzyżyn „ a za nią jej mąż na swoim motorze marki „ Leurent & Clement „ – na co pozwoliła mu rada nadzorcza – i jeszcze jak  goni za nimi brat męża czyli szwagier , który z lekka głuchy więc bardzo głośno chce dopowiedzieć do końca historię o Jezusiczku .

 

 

 

 

Idę uliczką , która jak wszystkie niemal w Cieszynie wiodą – pod albo z górki – i napotykam szyld – Antyki . Tym razem nie mam szczęścia i nie znajduję nic dla siebie . Nie ! Nie tak ! Powinienem napisać – spotkałem czarującego antykwariusza i choć nie znalazłem nic dla siebie to spędziłem w jego antykwariacie cudne trzydzieści blisko minut . Rozmowa z tym Panem sprawiła mi wielką przyjemność . Był nie do końca antykwariuszem …to znaczy był ale nie taki „ krakowski „ …” cieszyński „ był .

         Cieszyn to miasto ocalone . Ocalone od wojennej zawieruchy i od komunistycznego szaleństwa , to miasto cudnych kamienic i tajemnych wiodących do nich drzwi . Cieszyn to drzwi . Drzwi niesamowite mające prawie lub ponad sto lat … i mówią . Drzwi , które jeśli starczy odwagi można dotknąć i poczuć zaklętą w nich magię . Magię wielokrotnego otwierania i zamykania przez całe pokolenia mieszkańców kamienic  . Drzwi , które wiedzą tak wiele ! Drzwi , które tak wiele widziały ! Tajemne przemykania , niespieszne a dostojne wejścia , pośpieszne wyjścia … ba… może nawet ucieczki ? Cieszyńskie drzwi

 

 

 

Cieszyn to takie miejsce …gdzie Polska jest jednością z Czechami , to miejsce , gdzie słyszy się miękki i śpiewny akcent , Czesi mówią po polsku a Polacy znają słowa czeskie . Cieszyn to miasto , gdzie z portretu spojrzy dobrotliwie i po ojcowsku cesarz Franciszek Józef , a ludzie są życzliwi i mają ów cudny dystans do siebie i do wszystkiego …Oni mają CZAS !!!

         Cieszyn to także urocza i tajemnicza alejka zwana cieszyńską Wenecją gdzie szczególnie porą nocną a jeszcze z dodatkiem mgły światła lamp drgają tajemniczo a korki człowieka idącego samotnie w noc i we mgle nie straszą a ciekawią .

         Jeśli ktoś chce zobaczyć to wszystko poczuć osobiście , wypić doskonałą herbatę po czeskiej stronie niech jedzie do Cieszyna . Koniecznie ! Ostrzegam tylko , że to miasto jest wymagające i nie da się polubić byle komu . Jeśli odwiedzającemu  nie zabraknie odwagi , życzliwości do otaczającego świata  niech zawita w Cieszynie .

Ja za jakiś czas zrobię to ponownie .

 

 

 

Handel dworcowo – kaloszowy .

    Koniecznie na dworzec ! Nie oponowałem . Na dworcu bowiem a raczej w jego pomieszczeniach znaleźli miejsce dwaj handlarze rzeczami używanymi .

Uwielbiamy tam zaglądać , poszperać …a nóż …i udało się !

Stary stolik – antyk – miał kosztować 130 złotych i mogło a nawet powinno więcej . Potargowałem się by nikt ze sprzedających nie zorientował się co ma i kupiłem go za 80 złotych .

Już w drodze do domu wiedziałem gdzie powinno być jego miejsce ale miałem do pokonania groźnego przeciwnika – córkę – która uwielbia zawłaszczać moje starocie zwłaszcza gdy kupiłem je w dobrej cenie . Używa w takich przypadkach argumentu – no dobrze ! Twój ! ale za jakie pieniądze ???!!! Proszę , proszę , proszę a ja biedny Miś ustępuję . Tym razem mi się upiekło . Jej pokój na piętrze nie mieścił stolika ! Hura ! No ale jak się ma taki zestaw jak Ona .

 

 

Padał deszcz a my jechaliśmy do Małej Holandii jak nazywam na własny użytek pewną wieś gdzie prawie wszyscy jej mieszkańcy jeżdżą do Holandii i przywożą  stamtąd używane rzeczy . No … prawie wszyscy . Kilku zostało na miejscu i mają sklepy spożywcze i budki z jedzeniem by nakarmić kupujących .

Dawni rolnicy wydzierżawili ziemię i zarabiają na handlu za nic mając takich jak ja . Kasują nieprzytomnie sprzedając straszne nieraz kicze ale skoro są chętni . . .

Deszcz padał a my przemykaliśmy z budy do budy z hali do hali z stodoły do stodoły częstokroć po deskach spełniających rolę kładek .

         Jeden rzut oka i wiedziałem , że musi być mój . Spytałem o cenę . 10 złotych – padło w odpowiedzi z ust w których musiało jeszcze starczyć miejsca na papierosa i zapałkę . Mam Cię gościu ! Powiedziałem – 5 złotych , ujrzałem przewracające się gałki oczne , znudzenie na twarzy i to jak papieros zamienia miejsce w ustach z zapałką . Burknął aprobując moją cenę a ja wiedziałem , że za 5 złotych kupiłem właśnie piękny stary szklany wazon na kwiaty . Ech !

         Jak to dobrze , że ów rolnik zostawił hektary i zajął się handlem . Handlem w kaloszach .

Teraz stolik i wazon są razem a ja lubię przysiąść na poddaszu i popatrzeć na ten zestaw .

 

 

 

Będę !

Wreszcie kilka dni wolnego !!!

 

Będę :

– zbierał grzyby – już są ,

– długo spał – do dziesiątej ,

– drzemał w dzień – minimum godzinę ,

– myślał – patrząc na chmury i gwiazdy ,

– patrzył bezmyślnie – na stodołę pana Marcina wielką jak

         piramida ,

– zastanawiał się – nad tym czy raz jeszcze publikować

         poprawioną wersję moich wieśniaczych losów na blogu .

– zadowolony z siebie ,

– oglądał czeskie filmy z lat 80 – tylko w wersji oryginalnej !!!

– chodził w moich ulubionych kapeluszach i w miarę możliwości

          na bosaka,

– próbował zrobić zdjęcie , które mam w głowie od lat ,

– próbował zrobić inne zdjęcie na którego pomysł wpadłem

          niedawno ,

– sobą !!!

– z dala od samochodu ,

– na rowerze ,

– na polach,

– w lesie ,

– z Księciem rozmawiał w jego języku ( ech !!! ) ,

– z Leonem ,

– pichcił i kuchcił ,

– zanudzał bliskich ,

– grał w ping- ponga ,

– grał w bule,

– grał w siatkówkę ,

– wspominał bliskich , których już nie ma ,

– myślał o V , A z S . M , A

To pa !

Wracam w poniedziałek wieczorem gdy będę już bardzo daleko od tych wszystkich będę powyżej .

Idę do sadu .

  Deszcz , wiatr , błękit nieba i chmury ciemne i ciężkie jak ołów . Zmęczenie i pragnienie odpoczynku , dzień i noc , ciepło i zimno , ja i Ty , kot i pies , pola i lasy , ptaki nad łanami i te wysoko … uśmiech na twarzy i kropla spływająca z kącika oka na policzek , plany na przyszłość i pragnienie wspomnień .

 

Jest takie miejsce tajemne , zapomniane przez wszystkich a niezbyt odległe bo leżące ledwie kilkadziesiąt metrów za ostatnimi wiejskim zabudowaniami . Stary , zapomniany sad . Miejsce jak wszystkie moje miejsca magiczne i wyjątkowe .

 

Deszcz , wiatr , błękit nieba i chmury ciemne i ciężkie jak ołów . Zmęczenie i pragnienie odpoczynku , dzień i noc , ciepło i zimno , ja i Ty , kot i pies , pola i lasy , ptaki nad łanami i te wysoko … uśmiech na twarzy i kropla spływająca z kącika oka na policzek , plany na przyszłość i pragnienie wspomnień .

 

 

Idę do sadu .