Zielonogórski aneks.

Nie wiem dlaczego ale muszę poskładać jeszcze troszkę literek i dopowiedzieć te kilka słów o Zielonej Górze.

Złapała mnie i trzyma . Jak kobieta . Zielona ? Co ja gadam ?! Co ja gadam ?!

         Czy u Pana kupię bilety ? – zwróciłem się w te słowa do mężczyzny siedzącego na lewo od wejścia . Siedział w pozie znamionującej oczekiwanie na takie właśnie pytania . Tak mi się przynajmniej zdawało .Zdawało do chwili w której usłyszałem – my nie sprzedajemy biletów – wstęp jest wolny .  Świetnie – pomyślałem i zaraz w myślach pogratulowałem włodarzom tego miasta pomysłu by w letni czas nie męczyć turystów kupowaniem biletów zwłaszcza tych, którzy jak ja wdrapali się do zielonogórskiej Palmiarni po sporej ilości schodów i to od południowego stoku .Stoku najbardziej nasłonecznionego . Nasłonecznionego pełnią lipcowego słonecznego żaru . Udawać się do palmiarni w lipcowy gorący czas , do palmiarni, która eksponuje tropikalny świat jest sporym wyzwaniem . Wyzwaniem było też podjęcie decyzji aby mimo napisu „ winda uszkodzona „ udać się schodami w górę aby zacząć zwiedzanie palmiarni . Przyznam szczerze , że schody dały mi w kość na tyle bym nie zastanawiał się na faktem iż znajduję się w obiekcie , który zwiedza się od góry . Na tyle także , że nie zdziwiłem się widząc pod sobą pomieszczenia restauracyjne ! Brnąłem dalej i dalej aż nie skończyły się schody i nie wszedłem jak się okazało na ostatnie piętro.

Łapiąc oddech starałem się dostrzec pozytyw w tym iż mogę oglądać panoramę miasta oraz morze otaczających je lasów w którym gdzieś tam – het , het , het , za siódmą zieleni falą niczym wyspa tkwi moja ukochana wieś .

Oglądając miłe dla oka widoki łapałem oddech , otarłem pot z czoła i pomału zdawałem sobie sprawę z tego gdzie jestem . Palmiarnia jak się okazało miała bardzo mało wspólnego z tym do czego przyzwyczaiła nas na przykład PALMIARNIA w Poznaniu . Zielonogórska palmiarnia była połączeniem restauracji , kawiarni , sali konferencyjnej i szkła . Wszystko zaś w wymiarze na tyle dużym , że nie zaryzykowałem jedzenia w niej posiłku . Skusiłem się na lody – dla ochłody – oraz kawy espresso , którą o dziwo podano z wodą ! Tyle dobrego . Jedząc lody mogłem obserwować – i nie byłem w tek obserwacji wyjątkiem – pannę ( tak przynajmniej sądzę ) , która była ubrana w tak obcisłe spodnie iż oczekiwałem wybuchu z każdym jej gestem kierowanym w stronę ojca . Może wujka ? Może kolegi ojca ? Może kolegi ojca lub wujka ? Nie wiem . Nie czekając aż resztki materii z jej spodni poranią moje ciało ( co przy wybuchu było by możliwe ) zapłaciłem rachunek i czym prędzej uciekłem  .

Zielonogórską palmiarnię miałem zaliczoną . Starczy .


  

Z rozkoszą udałem się napołożony opodal parking gdzie wiernie czekała moja furmanka i już po chwilijechałem w magiczne miejsce . Wspominałem o nim już i dodam tylko , że jechałemtam ponownie kierowany uczuciem niedosytu , że poprzednim razem nie miałem aparatu. Teraz miałem . Zaparkowałem samochód i już po chwili znalazłem się w innymświecie . Świecie gdzie z metalu potrafiono robić cuda , gdzie starano się bywszystko miało sens i właściwe miejsce oraz przeznaczenie .

  

Takie to jest moje składanieliterek z zielonogórski aneks .

Za kilka dni pojawię się tamponownie . Nie zrobiłem zdjęcia cudownych drzwi ! MUSZĘ !!!

  

Muzeum

           

 

Kłopot na parkingu . Z wjazdem na parking . Wszystko robię dobrze a szlaban jak zaczarowany ciągle tkwi w pozycji poziomej . Ech Ci Niemcy ! Gdybym był germanofobem

pewnie sądził bym , że to na złość polskim turystom . Nie jestem, nim . Podobnie jak nie jestem germanofilem . Jestem natomiast „ filem „ wszystkiego co jest godne naśladowania.

Obym takim pozostał .

Chwila namysłu , wycofałem samochód i już po kilkunastu metrach pojawił się następny wjazd na parking . Mniej oporny . Tym razem parkuję bez przeszkód .

            Zanim pojawiłem się w tym miejscu przegrałem bitwę z pogodą . Miało być ładnie , miałem szaleć na rowerze , przemierzać nieznane rowerowe ścieżki , popływać łodzią

motorową . Deszcz zacumował łodzie i nas . Na szczęście po niecałej godzinie wpadł Paul z pomysłem bym pojechał zobaczyć muzeum . Dlaczego by nie ? – pomyślałem i już po piętnastu minutach jechałem samochodem ciekaw tego co mnie czeka .

            Czekało !

Sto tysięcy litrów wody w jednym miejscu . Kilkaset ryb różnego gatunku , kilka sal poświęconych przyrodzie , lasom , ptakom …wszystkiemu co związane jest z otoczeniem jezior i ich mieszkańców . Muzeum . Niby nic a jednak pełne zaskoczenie . Tłumy !

Całe rodziny . Bacie , dziadkowie , mama , tata i dziecko a czasami z nimi pies . Pies w muzeum ! Hmmm – ciekaw jestem do którego muzeum w naszym kraju można wchodzić z psem ?  Wszyscy chodzą i podziwiają . Wszystko zaprezentowane jest tak by wzbudzić ciekawość zwiedzających a zwłaszcza dzieci . Czy dziecko , takie pełne energii , kilkuletnie może zachowywać się przez dłuższy czas spokojnie i ustać w jednym miejscu ? Otóż może !

Wówczas gdy zachęci się go do patrzenia na coś ciekawego przez otwór mały jak dziurka od klucza . Ciekawość ! Najciekawsze , że takie „ dziurki „ zainstalowane są w miejscach gdzie dzieci mogą się poczuć zmęczone zwiedzaniem . Niemcy . Ściana wielka na kilka pięter , ze szkła a za nią setki ryb jednego gatunku . Wielka ławica a to wszystko podświetlone tak jakby człowiek oglądał ryby z dna morza lub nurkując i patrząc w górę mógł zaobserwować blask promieni słonecznych załamujący się w wodzie . Pięknie .

Cisza , głosy przyciszone , setki zaciekawionych oczu , powolne ruchy i usta dzieciaków rozchylone w geście zdziwienia , zaciekawiania .

            Całość kończy coś co przypomina wielki kosz balonu w którym stojąc i czując jak buja się  z lekka niczym zawieszony w powietrzu  można patrząc w dół podziwiać okolicę prezentowaną na wielkich zdjęciach .

            Plauen See . Jezioro wokół którego biegnie bardzo ciekawie położona ścieżka rowerowa . Łącznie 46 kilometrów . Objechałem około trzydzieści  . Cześć jeziora przemierzyłem wycieczkowym stateczkiem . Przez cały czas jadąc na rowerze , obserwując wodę w jeziorze z pokładu statku nie dostrzegłem ani jednego worka foliowego , puszki po piwie , butelki plastikowej po wodzie mineralnej lub innym napoju . Dostrzegłem natomiast wielu rowerzystów , którzy podobnie jak ja przemierzali rowerowe szlaki a każdy z nich obdarzał mnie w chwili gdy się mijaliśmy wesołym „ halo „ oraz miłym uśmiechem . Po którymś tam kolejnym „ halo „ nabrałem świetnego niemieckiego akcentu . Byłem nawet z tego dumny . Halo , halo , halo i uśmiech ! Ha !

            Budujmy muzea ! Budujmy je koniecznie ! Uczmy dzieciaki miłości do przyrody i szacunku do niej a doczekamy się tego iż z czasem wszyscy zaczniemy się szanować . Jak Niemcy . Na zakończenie dodam , że muzeum znajduje się w mieście Waren , które jest stolicą powiatu Muritz z muzeum nazywa się jak to w Niemczech bywa „ Muritzeum „ .

Meklemburgia to niemiecki land bardzo podobny do naszych Mazur . Na naszych Mazurach

nie znajdziemy takiego muzeum . Szkoda .

 

 

ps. Przepraszam za nieudolknie rozmieszczone zdjęcia .

 

Bajanka o chlebie .

Głos I . – Ja to lubię chleb taki jak u babci na wsi był . Miękki , ciepły od słońca , grubo pokrojony , pachnący, a uprzednio zawinięty w biały lniany ręcznik i koniecznie na chlebku masełko takie rozpływające się w ustach no i tylko własnej roboty ! Mniam !

 

Głos II. – Tak ? Nigdy ! Musi być ciepły taki prosto z pieca ,a nie tam „ od słońca „ ha , ha , ha ! Od słońca ! Ha , ha , ha ! Z masłem ! Ale wymyślił ! Słyszycie go ?! Ze SMALCEM musi być i z solą i pieprzem ! Kurde !

 

Głos III –   No ze smalcem ! Patrzcie głupka ! Oczywiście , że z masłem ! Z masłem i z solą !

 

Głos II do III – Sam jesteś głupek !Co Ty wiesz o chlebie ?!

 

Głos IV –   Cicho bądźcie ! Ja Wam powiem ! Chleb to musi być tak : cieniutko pokrojony już suchy , tak żeby się łamał w zębach i do popicia musi być zwykła woda i czytać jeszcze do tego trzeba książkę pod kołdrą !

 

Wszyscy – Ha , ha , ha ! Suchy ! Cienki i pod kołdrą z wodą ! Ha ,ha , ha ! Ale wymyślił ! Wariat ! Ha , ha , ha !

 

Głos V –    Co Wy wiecie o chlebie ! Nic ! Chleb to musi być razowy ! To po pierwsze !     Po drugie to ze smalcem musi być i solą i pieprzem ale i z ogórkiem ! Co Wy                     wiecie o chlebie ! Nic ! Ja , ja ….

 

Głos VI –    Jaja to są na rynku ! Chleb to musi być taki jak z dzieciństwa ! Ze śmietaną i z cukrem tak żeby cukier chrzęścił w zębach ,a śmietanka zmiękczała chleb i                       najlepiej żeby jeszcze ściekała po brodzie !

 

Głos IV – Ściekało ?! Śmietanką ?! Taki mądry ! Taki bogol ! Ze śmietanką ! No coś           takiego! Jak z dzieciństwa to musi być z musztardą i z cukrem !

 

Wszyscy – Ha ! Ha ! Ha ! Co za wariat ! Z musztardą i cukrem !

 

Głos III – Nie tak do końca wariat ! Oczywiście z musztardą może być ,ale bez cukru !       Facet ! Co Ty wygadujesz ?! Pewnie , że z musztardą jest smaczny ,ale tylko                     sarepska ta prawdziwa i bez cukru ! No i do popicia woda !

 

Głos VII –     Następny z tą wodą ! Chyba zaraz się posikam ! Co Wy z tą wodą macie !   Głupki ! Chleb to musi być świeży i z masłem ale i z serem białym . Pod warunkiem         jednak, że masło własnej roboty – gomółka , ser też własnej roboty i taki                             rozpływający się  w ustach . Do tego sól , pieprz czarny z młynka i ….

 

Wszyscy ! – Sam się zaraz rozpłyniesz ! Młynek do pieprzu , pieprz czarny ….ha ! ha ! ha!

 

Głos III –     No można dopuścić chleb z czarnymi powidłami własnej roboty i cukrem .     Tak , to można ….tak …..

 

Wszyscy ! – Sam jesteś czarny ! Chleb z powidłami ! Czarny ! Czarny ! Czarny !

 

Głos I – Powiem tak …

 

Wszyscy –   Jak ? Na wspak ?

 

Głos I – nie zrażony – Chleb może być jaki będzie ale koniecznie pomidor świeży z           ogrodu , wiejskiego takiego , o zapachu i smaku malinowym ten pomidor i z                         cebulką z ogrodu ,pokrojoną w drobniuteńką kostkę , posolone to wszystko ,                   popieprzone i z MAJONEZEM !

 

Wszyscy – cisza . Aprobująca chyba .

 

Wszyscy – jeden przez drugiego : a jeszcze z masłem i świeżym ogórkiem zielonym i z   solą , ,a jeszcze z masłem i szczypiorkiem a jeszcze z masłem i cieniutko                       pokrojoną rzodkiewką i posolone a jeszcze ….

 

Ja –      Hmmm ,jasne to wszystko jest bardzo smaczne ,ale mi ostatnio smakują             bułki .Wyobraźcie sobie śniadanie , dobra herbata , pomidory , biały ser , jajko na               miękko, a na deser , BUŁKA ! Bułka z masłem i miodem takim prawdziwym i                       spływającym po brodzie i ….

 

Wszyscy –  łapać go ! Łapać go i za drzwi z nim ! Bułka ! Głupek ! Łapać go !!!! …………

 

Perła Zachodu – Zielona Góra górą !!!

        Poniżej Wrocław taki jaki jest . Z poniemiecką historią i wielkością która sprawiała , że przed wojną był w piątce  największych niemieckich miast . Na owe czasy europejska metropolia  z przepychem , bogactwem , wielkimi osiągnięciami naukowymi i luminarzami nauki . Przyszedł czas wojny i Wrocław został poraniony do granic możliwości . Przyszedł czas komunistycznej Polski i mimo „ odbudowy „ miasto cierpiało nadal . Wyrywano z niego kamienie , cegły by budować gdzie indziej … .Starczy .

            Powyżej Szczecin . Też z poniemiecką historią i miejscem narodzin dwóch caryc które

 z tego miasta wyruszyły by tworzyć historię Europy . Miasto z unikatowym planem zabudowy , portowe choć od morza oddalone sto kilometrów . Miasto podobnie jak Wrocław potraktowane przez wojnę a i po wojnie „ odbudowa „ … Starczy .

            Po między nimi zaś , po środku niemal –  miasto , które gdy byłem w nim po raz pierwszy potraktowało mnie brutalnie swoją szarością , biedą i pobytem w hotelu , w pokoju wieloosobowym gdzie nocą podpici sportowcy próbowali uwodzić enerdowskie sportsmenki pilnowane przez trenerów , z których jak później pokazała historia co drugi był agentem Stasi a pozostali znali się najlepiej na dopingu hormonalnym . Wówczas , owego wieczoru nim udałem się spać wyszedłem na ulice by poszukać lepszego miejsca niż hotelowe wnętrza . Nie znalazłem takiego . To znaczy … znalazłem …ławki na deptaku – zajęte . Wróciłem do hotelu a tam stół , krzesła , wódka Żytnia , sok Dodoni , papierosy Caro . Nim zasnąłem powiedziałem sobie – nigdy więcej !

Nigdy nie mów nigdy ! – powiedziała do mnie mocno i stanowczo Zielona Góra gdy zaparkowałem samochód na podziemnym parkingu . Wróciłeś ! – dodała po chwili .

            Niby wróciłem – to fakt ale z drugiej strony byłem w zupełnie innym miejscu ! Wiatr historii wywiał ludzi w dresach z napisem DDR na plecach , centrum zamieniło się w jeden wielki deptak a „ mój „ hotel odnalazłem z trudem . Koszmar zamienił się w coś ładnego .

 

 

 

            Odwiedziłem Zieloną Górę w czasie chyba dla niej najlepszym bo w święto winobrania . W lato , w ciepło , w blask słońca odbijający się oknach ocalałych przedwojennych domów , które teraz z pieczołowitością są odnawiane i zamieniają się jak to miasto w perełki . W zgiełk jarmarku staroci w smak wielkich pajd chleba smarowanych smalcem i okraszanych ogórkami , w zapach grzanego wina , stukot kowalskiego młotka , który na małych podkowach wybijał prowadzony wprawną ręką kowala literki z imionami zakochanych  czy też w nutach piosenk Dżemu , które na gitarze wygrywał uliczny grajek z głosem z lekka zbliżonym do głosu Ryśka Rydla . Pięć złotych .

 

 

            Odwiedziłem i od tego czasu odwiedzam kilka razy w roku w tym oczywiście  w czas wspomnianego święta . Warto . Warto dla kilku rzeczy .

Warto dla samego święta . Warto dlatego by zobaczyć jak kiedyś miasto prowincjonalne w Niemczech ale ważne bo „ winne „ i satelitarne w stosunku do Berlina , cudnie położone teraz ciągle jest prowincjonalne ale w najlepszym tego słowa znaczeniu . Zielona Góra nie goni nikogo , żadnego innego miasta , nikomu nie musi nic udowadniać . Nie musi bo jest klasą samą dla siebie . Uliczki , spokój , cisza , luz i pewność siebie . Nowe centrum handlowe w dawnych budynkach przemysłowych a za jego parkingiem na bocznej uliczce piękne stare domy i fabryka , dawna fabryka taka z cegły czerwonej postawiona z równymi fugami a teraz zamieniona w salon meblowy – pomysł rewelacyjny !

 Zielona Góra .To jest miasto wieczne . Warto tu zajrzeć także dlatego by odwiedzić

„ Restaurację Winnica „ . Ba ! Nawet należy ! Ceny jak na jakość podanego jedzenia – przystępne . Kucharz – pracuje na oczach gości i przyznać muszę , że robi to z wdziękiem . Bardzo miła obsługa . Gdy trafiłem tam tydzień lub dwa temu z Księciem i Leonem a kelner podszedł do naszego stolika ustawionego w restauracyjnym ogródku i spojrzawszy na Leona zaproponował – przyniosę miskę z wodą dla pieska – Leon popatrzał na niego z wdzięcznością a ja mogłem jedynie stwierdzić , że to już Europa i niejednemu podobnemu miejscu w Polsce życzę takiego podejścia do gości .

„ Winnica „ to według mnie jeden z lepszych adresów w kraju . Ma w sobie coś co spotkać można niezwykle rzadko . Tylko kilka miejsc w Polsce działa na mnie podobnie – na przykład „ Starka „ ale to już zupełnie inna historia . Mogę chyba zaryzykować stwierdzenie , że Winnica ma polski klimat , atmosferę jakiej mogą jej pozazdrościć inne polskie restauracje z cenami o niebo większymi i nadętym do granic możliwości ego ich właścicieli . Tak już jest gdyż TEGO się nie kupi . TO trzeba mieć . Winnica jest miła , przyjazna , cicha , skromna i czuje się , że jest po to by nas gościć .

 

 

 

Warto odwiedzić Zieloną Górę by dyskretnie popatrzeć na kobiety KONIECZNIE !!! Dziwne …tu naprawdę wielu ludzi nosi się , bywa , jest osobami z KLASĄ ! Mają dystyngowane ruchy i nie śpieszą się a co jak co ale brak pośpiechu przydaje kobiecie najwięcej elegancji .

Zielona Góra wyrasta na prawdziwą stolicę regionu podobnie jak Ziemia Lubuska na prawdziwie szczęśliwy zakątek w naszym kraju . Kiedyś próbowałem na własny użytek nazywać Ziemię Lubuską – polską Kalifornią , Toskanią , Prowansją . To był błąd . Błądziłem. Ziemia Lubuska – wszystko !

Niedługo tegoroczne święto winobrania . Będę tam z Leonem i z Księciem , zajrzę do Winnicy, rozsiądę się przy stoliku zmienię się na czas pobytu w tym miejscu w łasucha a potem pójdę na spacer uliczkami i kupię coś ze staroci na jarmarku , zrobię milion zdjęć a w bocznych uliczkach posłucham odgłosów własnych kroków . Kupię też kilka butelek wina miejscowych wytwórców …KONIECZNIE …w ten sposób racząc się dobrym winem pomogę wrócić temu miastu na należne mu miejsce – skromnie bo skromnie ale cudnie lśniącej blaskiem perły . Perły zachodu .

PS.

Pozdrówcie ode mnie Zieloną Górę jeśli będziecie wcześniej niż ja . KONIECZNIE !

 

Zaklęte kamienie .

  

 

Na polach , w lesie spotkałem kolejny kamień . Kamień magiczny, kamień zaklęty . Postałem przy nim , zapytałem co chce mi powiedzieć ale nie doczekałem się odpowiedzi .

 Troszkę zazdroszczę Grekom , którzy w swej kulturze chyba nieco ludycznej mają tradycję malowania kamieni . Dostrzegają w kamieniach ludzkie rysy i za pomocą kilku kolorów podkreślają je , uwidoczniają tak by inni mogli dostrzec to co dostrzegli odkrywcy pierwiastka ludzkiego . Podobno to sztuka ginąca ale jeszcze kilka lat temu jadąc samochodem po wąskiej górskiej drodze między Iqumenicą a Larsisą na skalnym urwisku dostrzegłem podkreśloną kolorami twarz człowieka wykutą w skale .

Na polach , w lesie spotkałem kamień i nie doczekawszy się odpowiedzi na moje pytanie zacząłem myśleć na temat przemijania . Wszak wszyscy my i wszystko wokół nas jest naznaczone piętnem przemijania , jesteśmy jakimś cyklem powstawania i ginięcia , narodzin i śmierci . Nieustanna próba poprawiania gatunku ? Oby kiedyś ktoś nie stracił cierpliwości w tym poprawianiu jak kiedyś za czasów Noego .

Lao Cze – „ utopię Waszą utopię „.

            Tak sobie pomyślałem , że być może …skoro ludzie stawiają pomniki i nie jest to coś co wymyślili a coś co powielili podpatrując wcześniej w przyrodzie …Grecy chcą nam to przekazać ?

            Patrzmy na kamienie . One mówią . O czym ? Nie wiem ! Wiem jedno i to jest pewne.

Przyroda sama stawia pomniki … dlaczego ???

Pytanie .

 

Tak mnie naszło …

 

 

 

Męczy mnie zgiełk plaży . Denerwuje mnie wulgarność ludzi , picie piwa na pomoście . Nie nadaję się na to by godzinami korzystać z słonecznych promieni.

Lubię natomiast popływać w czystej wodzie , poczytać w cieniu drzewa , popatrzeć w oczy Leona i takie tam .

Tak sobie właśnie leżałem , czytałem , odpoczywałem gdy zobaczyłem Fina .

Przypomniały mi się moje młode lata . Szalałem wówczas na tej łódce od rana do wieczora …ech czasy … .

 

Bajanka na jedną chmurkę .

 

Na pola się wybrałem i w lasy ale idąc drogą zawładnął mną świat .Świat zapachów , widoków , polnej drogi pod stopami  i niebem wielkim jak nigdzie indziej .

Pomyślałem sobie , że stanę , usiądę i dalej nie pójdę . Bo i po co ?

Miedza szeroka na dwa metry wysłana trawą zieloną jak oczy M. kusiła . Kusiła by spocząć ale i nie obiecując nic więcej . To takie kobiece …pomyślałem .

Przysiadłem na miedzy kilkanaście metrów od drogi . Cicho , spokojnie o ile za ciszę można uznać dźwięki jakie wydają tysiące świerszczy , kilkadziesiąt much i MILIARDY komarów , że o ptaszkach wszelkiego gatunku nie wspomnę .

            Tak sobie leżysz Sysie na miedzy bo Cię skusiła zielenią niewinną i dumny z siebie jesteś po na pola wyszedłeś i w lasy a teraz w myślach literki układasz by je zapamiętać by później nimi czarować . Ech Sys – ty masz dobrze !

            Popatrz na mnie proszę . Niby wielka a mnie nie ma , Niby tak daleka a kropelkami deszczu mogę być bliska jak nikt …no chyba , że jak kobieta co żali się Tobie łzami na Twych policzkach . Chmura …wiesz jak bym chciała by ktoś powiedział do mnie i o mnie chmurka ! Wiesz jak marzę o tym by samoloty przestały mnie łaskotać i by ludzie spoglądali na mnie częściej ? Gdy ten niepoprawny wiatr zawieje zniknę i kto o mnie będzie pamiętał ?

Oj Sysie nie chciałbyś być chmurką . Zapewniam ! – zakończyła swoją przemowę  chmura a ja z nosem zadartym w jej kierunku i kapeluszem zsuniętym z głowy by ją lepiej widzieć zastanawiałem się …jak to możliwe ? Dlaczego Chmura do mnie przemawia ?

            Nie bardzo wiedziałem co i jak powiedzieć . Wszak sama rozmowa z chmurą i to bez świadków nie jest chyba czymś niezwykłym . Niezwykłe było to , że Ona mnie znała !

            Niewinny ! Przestań się tak dziwić ! Odpływam teraz a Ty zastanów się nad sobą , nad światem , nad wszystkim ! Acha ….raz ….dwa …..trzy ….śpisz …śpisz .

            Obudziłem się a gdy otworzyłem oczy niebo było bezchmurne i błękitne . Niemożliwe ! – pomyślałem . Przecież była ! Szybko sięgnąłem po aparat i zajrzałem w katalog zrobionych zdjęć – była !

            Oto ona .

 

ps.

Bajanka jest formą literkowania , której jestem autorem i wynalazcą . 

Bajanka to niewinny czarodziejski wymysł .