KONKURS – ZAGADKA

 

Konkurs – Zagadka .
Tradycyjnie – CO TO JEST
czyli
co przedstawia zdjęcie ?
Rozstrzygnięcie po moim powrocie 🙂
Zapraszam do udziału .
Wygra osoba , która pierwsza udzieli prawidłowej odpowiedzi .
Nagroda …
oczywiście , że będzie !

Tym oto akcentem kończę działalność na tym blogu aż do mojego powrotu .
Pozdrawiam serdecznie .
Pa, pa pa.

Reklamy

Czas by ….

 

… się uśmiechnąć .
To jest jakiś sposób by spróbować wyjść z depresji .
Przez ostatni rok przejechałem około 100 tys. kilometrów
licząc na to , że sam jeden pokonam pieprzony światowy kryzys.
Dałem radę …
częściowo .
Teraz już nie mam sił .
Nie mogę udawać w nieskończoność .
Na szczęście Książę ma na mnie zbawienny wpływ i wiara w to , że jestem mu potrzebny pomogła mi .
Pomogli mi też najbliżsi oraz przyjaciel .
Za tydzień …
podróż życia .
Teby , Luxor …
przy odrobinie szczęścia odbiję Cezarowi  i Pompejuszowi Kleopatrę
wszak według moich uroczych wiejskich sklepowych
jestem przystojny :-))))))))
Spokojnie !!!!!
Spokojnie !!!!!
Wszak się uśmiecham .
Pozdrawiam serdecznie .
Naj .
Bardzo .
Kłaniam się nisko .

Moja Hellada .

Drżenie pokładu pomału stawało się dla mnie czymś oczywistym. Nagły- jak na moje polskie bytowanie – południowy zmierzch jeszcze szybciej niż się pojawił, zamienił się w noc . Górny – odkryty pokład- powoli pustoszał . Malownicza grupa niemieckich motocyklistów zachowująca się naprawdę nadzwyczaj miło i przyzwoicie powoli zbierała się do odejścia zabierając ze sobą pannę , która słabo dawała sobie radę z rumem ,jaki owa grupa – co muszę przyznać – pochłaniała w ilościach , które mnie nie tylko zadziwiły ale i zmusiły do zastanowienia – dlaczego ja pijałem rum jedynie zimą, w górach , dodawany do  herbaty , w czasach studenckich z zimna i traktowałem ów napój jako rozgrzewający, na równi moje wnętrze jaki i dłonie . Owa panna charakteryzująca się ustami o wargach tak wielkich , że zadziwiła by Pamelę Anderson oraz Stevena Tylera jednocześnie , zwyczajnie padła próbując pokazać swoim towarzyszom – twardym niemieckim motocyklistom – , że jest im równa .

Cóż bywa .

Do odejścia szykowali się także inni . Para jak się mi zdawało angielskich turystów , Amerykanin , młody, z tych co jadą w świat w wieku dwudziestu kilku lat by go posmakować zanim ugrzęzną na stałe na Wall Street , zaopatrzony w aparat fotograficzny , kilka płyt z piosenkami Niela Younga oraz pewnością siebie pozwalającą mu bez oporu rozmawiać z każdym i prezentować mu swoje racje sprawiając przy tym wrażenie , że słucha .

Wstałem i na boso po rozedrganym pracą potężnych silników pokładzie , skierowałem się w stronę rufy . Dotarłem do poręczy , oparłem się o nią i spojrzałem w dół . Dolny pokład rufowy w dzień będący barowym „ ogródkiem„ teraz był sceną na której pośród stolików zasłanych butelkami, kieliszkami , pełnymi niemiłosiernie popielniczkami ,krzesłami które stały jak należy i leżały jak nie należy, tańczyła dziewczyna – która zapewne na czas wakacji została hipiską – w rytm muzyki jaką z swej gitary wydobywał prawdopodobnie jej chłopak . Wyglądali na szczęśliwych .

Noc zganiała wszystkich pod pokład . Po jakimś czasie zostałem sam . Przysiadłem na mojej karimacie , podciągnąłem kolana pod brodę ,objąłem je rękoma i zajrzałem w noc . Ja , Morze Śródziemne , Hellada , noc ciepła jak żadna dotąd , zmęczenie , ciągle rozedrgane we mnie weneckie emocje i pytanie – jawa czy sen ? W nieskończonej ludzkiej masie , w piekielnym zgiełku dzisiejszego świata , w gonitwie , w cierpieniu milionów , w wojnach ,klęskach żywiołowych – ja na pokładzie promu zmierzającego do ukochanej Hellady.

Czym zasłużyłem ?

Czułem , że zasypiam . Wstałem – nie chciałem tracić nawet jednej – małej jak kruszynka chleba zagubionej na pustyni – chwili z tej magicznej nocy , która pozwalała zajrzeć mi w siebie samego . Podszedłem do barierki i spojrzałem w dół . Ciemna otchłań morza z wyraźnym warkoczem białej piany płynącej od dziobu w dal aż do zatracenia .

Nie wiem jak długo tak stałem . W pewnej chwili spostrzegłem jak do burty podpłynął trirem ,a z jego pokładu spojrzał na mnie jakiś brodaty dziwnie ubrany – podobnie jak reszta jego towarzyszy – mężczyzna i zawołał –hej ! chodź do nas jeśli masz krzepkie dłonie , miecz i tarczę ! Potrzebujemy każdej pary rąk i każdego miecza, oraz włóczni ! Czeka nas spotkanie z jednookim cyklopem ! Nie mogę – odpowiedziałem gromkim głosem ale nie przejmuj się Odyseuszu – dodałem -dasz radę bez mego wsparcia , dasz radę na pewno a przyjdzie czas, że opiszą Twoje zwycięstwa na Twoją chwałę wieczną ! Na Zeusa!Kim jesteś – zapytał wołając – że wiesz takie rzeczy !!! Sys !!! – krzyknąłem w odpowiedzi . Bywaj Sysie i oby Twe proroctwo się spełniło !!!

Co się tak patrzysz ? – zapytał kolejny brodacz zażywający kąpieli w pokładowym basenie.

Nie widziałeś nagiego mężczyzny ? Nigdy nie byłeś w gimnazjonie ? Wiem , że mogę się podobać mężczyznom ale na Zeusa jestem teraz zajęty czym innym ! To niesamowite – dodał – ale gdy wszedłem do basenu woda się podniosła !!! Wskakuj do basenu ! Zabrzmiało to jak rozkaz więc wskoczyłem. Jakiś ty blady – skomentował mój widok w basenie brodacz .

Skąd jesteś , z jakiego polis ? Dobrze – nie odpowiadaj –powiedział widząc moje wahanie .

Popatrz ! Wskoczyłeś do basenu i woda się podniosła kolejny raz . Jestem pewien , że to ma związek z wagą twojego ciała bladocieslki człowieku . Wiesz … – chciał coś powiedzieć ale go uprzedziłem . Wiem Archimedesie – zacząłem – okryłeś swoje prawo i od tej chwili tak wielka ilość ludzi na całym świecie będzie się Twego prawa nauczać , że jej wielkość jest niewyobrażalna !

Przez pokład przetoczyła się beczka … z jej otwartej części spoglądała na mnie twarz kolejnego brodacza …znam Cię – krzyknąłem – jesteś Diogenes !!! Kim Ty jesteś ,że śmiesz się do mnie odzywać bez zaproszenia do rozmowy – barbarzyńca – krzyknął i zniknął gdyż beczka wpadła do morza .

Pokład dziwnie świecił . Nad wyłaniającymi się z morza górami , tuż nad ich grzbietami pojawiała się pomarańczowa poświata – ledwie widoczna . Wstałem . Nie czułem wibracji pokładu . Nie słyszałem pracy silników. Sól odparowująca nocą z powierzchni morza osiadła na pokładzie , barierkach , poręczach , wszystkim . Usiadłem na karimacie .

To niemożliwe – wyszeptałem .

Ledwie widoczna pomarańczowa poświata powiększała się z każdą chwilą . Wschód słońca.

Na metalowych stopniach pokładowych schodów zatupotały ludzkie kroki . Po chwili pokład zaroił się ludźmi z aparatami fotograficznymi.

Zwinąłem karimatę , śpiwór wcisnąłem do worka ,przeciągnąłem się i udałem się do kabiny …czas się wyspać pomyślałem .

Krakowskie kartki z kalendarza .

            Zimowisko w Tatrach . Kolejny wielogodzinny spacer w góry . W dłoni trzymałem metalową miskę do której wcześniej nalałem wodę z płynącego bokiem , przy szlaku potoku.

Och Panna stąpa po zbyt suchej ziemi i kurz osiada na Twych pięknych trzewikach ! Panna pozwoli , że będę zraszał przed nią ziemię ? – zapytałem a Ty odwróciłaś głowę w przeciwną stronę i patrzyłaś w stronę wąwozu Kraków .

Sanie , nocne sanie z dźwiękami janczarów posuwały się wolno w stronę krańca Chochołowskiej a ja biegłem przy tych w których siedziałaś z pochodnią w dłoni i zdyszany pytałem – czy wystarczająco jasno ma Panna ?

W bieli śniegu – nocnym niebem zamienionej w siny bezkres z szemraniem potoku , mrozem szczypiącym w policzki, nieskończonością gwiazd wśród których jak byłem o tym na śmierć przekonany była Twoja a przy niej tuż tuż moja , robiłem ślady moich stóp – stopa przy stopie byś miała swoją prywatną ścieżkę . Nie chciałaś . 

Miętusi . Na górze . Stałem sam w oddaleniu od grupy zapatrzony gdzieś w dal zanurzony w ów stan emocjonalny ,który nawiedza mnie od czasu do czasu a gdy już to zrobi gotów jestem  unieść się nad ziemię tylko siłą woli a po chwili rozkładając ramiona poszybować w przestrzeń .  Już miałem to zrobić gdy niespodziewanie pojawiła się mgła i zabrała mnie tylko dla siebie . Nie tylko . Poczułem czyjaś dłoń na swojej dłoni , spojrzałem … Ty . Twoje czarne , krucze włosy , Twoje czarne jak węgle oczy , Twoje usta z lekka sine od mrozu … Ty . Ufam tobie –powiedziałaś i poczułem smak Twych ust na Twoich .

Najsłodsze usta na świecie ,najsłodsza mgła na świecie .

                                                           *

Mamo – Sys . Tato – Sys . Sysie – Mama , Sysie – Tata . Mamo, Tato ! Sys ma ledwie trzy godziny do czasu gdy jego grupa wsiądzie do pociągu. Pragnę mu pokazać Kraków . Nasz Kraków Mamo ,Tato .

Twoja Mama ślicznie się uśmiechnęła a ja w tej samej chwili wiedziałem już po kim masz ten swój uroczy i nieco zagadkowy uśmiech i wdzięk .

Cóż kawalerze – odezwał się Twój Tata . Jak sądzę nie mam wyjścia . Witaj w naszym mieście . Witaj w naszym domu . A. pisała do nas o tym jak ją adorowałeś . Przyznać muszę , że masz fantazję Kawalerze .Zaczerwieniłem się a Ty zrobiłaś minę niewiniątka . Mama uśmiechnęła się i powiedziała – och Sysie !

Popatrz , popatrz ! – zawołałaś wskazując na dorożkę w której siedział Mistrz w swym kapeluszu – Mistrz ! Ukłoniłaś się jemu , ja za Tobą też a On odkłonił się nam tykając palcem ronda kapelusza .

Zobaczysz Sysie ! – Kiedyś będę występowała w Jego Piwnicy  !!!

Wcześniej był spacer Plantami z widokiem na świtała latarni przetkanymi płatkami śniegu i ciszą . Twoi rodzice tacy dyskretni szli przodem byśmy idąc z tyłu mogli trzymać się za ręce .

Rynek . Antykwariat . Przystanąłem pociągając Cię za dłoń .Popatrz – wskazałem na widokówkę za oknem . Ktoś kiedyś napisał do kogoś .Teraz słowa , uczucie ich , tęsknotę można kupić . Straszne . Twój Tata spojrzał na mnie dziwnie a Mama Twoja powiedziała – bywa .

                                                                       *

            Wiele lat Później zobaczyłem Cię w TV . Ty .

                                                                       *

Boję się Krakowa ilekroć w nim jestem . Boje się bo boję się Ciebie i moich o Tobie , przepraszam o nas wspomnień . Zwyczajnie .

                                                                       *

Sentymentalny jestem . Wczoraj . Nocnie już wczoraj wyszedłem na spacer . W Krakowie .

Nie bałem się . Zacząłem zaglądać ukradkiem w biel okien szukając Ciebie . Byłem gotów na spotkanie . W małej cichej uliczce nawet wyszeptałem Twoje imię .

Tyle .

Nie spotkałem Cię . To wina mgły . Gdyby nadeszła była byś i Ty .

A .

Bajanka o zapomnieniu .

            Zapomnieć !Zapomnieć jak najszybciej by móc zasnąć , przestać płakać , cierpieć , mieć nadzieję , spać spokojnie i długo , budzić się bez obaw , bez strachu , myśleć o przyszłości , czy może nawet tak zwyczajnie móc oddychać , jeść … być .

Zapomnienie . Największe niespełnione pragnienie . Coś nad czym nie ma kontroli bo rządzi się swoimi prawami i najczęściej pojawia się  w chwilach gdy akurat tak bardzo chcemy zapomnieć .

            Kiedyś w pewnej małej wsi zagubionej w lasach  nazbierało się w biednych zbłąkanych ludzkich duszach , sercach , myślach tyle pragnienia by zapomnieć , że aż bolało a ów ból był tak wielki , że czasami gdy noc letnią była a księżyc w pełni ją oświetlał ból ów słyszany był hen … hen … niósł się po polach i lasach .

Ciężko się wszystkim z tym żyło więc pewnego razu gdy już wszystkie sposoby na skuteczne zapomnienie okazały się złudą i kolejną sprawą o której chciano szybko zapomnieć najbardziej zbolali udali się na skraj wsi do starej wróżki i zielarki po poradę . Gdy jej wszystko opowiedzieli , gdy już poznała wszystkie sprawy o których chciano zapomnieć , odsunęła się od swoich rozmówców  i zapatrzyła się w ogień który buzował pod  piecem a jej oczy najpierw spowiła mgła wzruszenia i zrozumienia  ,która po chwili zamieniła się w deszcz … delikatny deszcz łez … .

Drzewa sadźcie – powiedziała – a pod każde sadzone schowajcie swe troski i zmartwienia .

Drzewa rosnąć będą a im wyższe się staną  tym wasze zapomnienie większe będzie – dodała na zakończenie .

Jak powiedziała tak zrobili .

            Dziwny to był widok . Ludzie wykopali doły pod drzewa w lesie , tworząc nimi aleję a gdy już gotowe były każdy klękał przy dole i zwracając się do niego szeptał coś niezrozumiale .

            Mijały lata, drzewa rosły a ludzie żyli wesoło bo z każdym dniem ubywało tego co tak bardzo chcieli zapomnieć .

Przyszedł czas gdy już tylko wesołość panowała we wsi , nie było refleksji , zastanowienia i wspomnienia . Wszystkim wydawało się, ze oto nadszedł czas ich krainy wiecznej szczęśliwości . Pewnego jednak dnia gdy zasadzone wiele lat wcześniej drzewa były już tak wielkie , że większe być nie mogły ludzie przestali się poznawać , nikt nie wiedział kim jest a choć we wsi domów było sporo to nikt nie wiedział gdzie mieszka . Ludzie rwali sobie włosy z głów , biegali jak szaleńcy ….

Wioska opustoszała . Zapomniała . Zapomniał tez o niej świat. Została po niej tylko aleja drzew zapomnienia .

Czasami można w niej dostrzec przygarbioną zielarkę , która wspierając się na lasce chodzi  i szepcze do siebie… .

                                                      


Dla Michaliny , której się należy z

pozdrowieniami .