Znalazłem kamień .

 

            Spacerowałem a właściwie zwiedzałem . Nie … nie ważne . Zwiedzając znalazłem chwilkę by pospacerować i udać się w kierunku kolejnego królewskiego grobu w Dolinie Królów . Kolejnego grobu , który właśnie został zlokalizowany i zaczęto szukać drogi do jego wejścia . Chciałem być chwilę sam by poukładać myśli i wówczas właśnie spojrzałem w dół i mój wzrok napotkał ów kamień .

Znalazłem kamień .

Podobno nic nie jest sprawą przypadku a wszystko ma swoją kolej i swój porządek . Znalazłem kamień gdyż byłem tutaj w Egipcie . Przybyłem do tego kraju by znaleźć ten kamień ? Pracowałem gdzie pracuję by móc być tutaj i … ? Znalazłem ten kamień by … ?

Nie zadawał bym sobie tych wszystkich pytań gdyby nie ów kamień i miejsce niezwykłe gdzie dane mi było go spotkać , nachylić się nad nim, chwycić go w dłoń , zabrać ze sobą .

Co mówi ów kamień ?

– jesteś jak te ziarenko żmudnie robiące sobie miejsce w twardym jak skała otaczającym nas świecie ?

– świat jest jak owo ziarenko małe zaklęte w małym kamieniu spoczywającym wśród innych   kamieni ?

– czym jest czas ?

– czym są kamienie ?

– czy kamienie mówią a jeśli tak to jak ich mowę zrozumieć ?

– twoja droga dobiega końca a skończy się gdy ziarenko odpadnie od podłoża ?

– zadaje pytanie – dlaczego ?

Znalazłem kamień .

Ot wszystko .

Mam go . Mam go w dłoni . Jest mój . To pewne .


Reklamy

Egipskie ostatki .

            Przez lataświadomie zaszyłem się na wsi rezygnując z dalekich urlopowych wojaży. Hotele zracji moich częstych podróży zawodowych stały się moim drugim domem. Może nawettrzecim bo drugim był przecież samochód . Tak się złożyło , że mogąc wybieraćhotele  zawsze decydowałem się na te małe, ciche , spokojne i dające jak mi się zdawało namiastkę domu . Podobnie jeślijeszcze dalej sięgnąć pamięcią . Bywałem w kilku miejscach  po za krajem i zawsze starałem się w nich zamieszkiwaćw prywatnych domach – pensjonatach – stroniąc od zgiełku .

Teraz było inaczej . Po ośmiu dniach na statku , którypłynąc po wodach Nilu pozwolił mi na własne oczy zobaczyć i poznać Egiptprzyszedł czas na siedem dni w hotelu nad brzegiem Morza Czerwonego . Byłemwewnętrznie rozdarty gdyż wręcz alergicznie podchodziłem do takiej właśniemożliwości spędzania czasu a z drugiej strony miałem przemożne przeczucie ipoczucie , że taki właśnie wypoczynek jest mi potrzebny . Domagał się tego mójorganizm .

Nie pamiętam kiedy spałem po dziesięć godzin dziennieznajdując czas na dodatkową krótką drzemkę w ciągu dnia . Za radą córkizabrałem książki i teraz czytałem je , wchłaniałem zapach ich kartek . Tak otoTiziano Terzani przez ponad trzysta siedemdziesiąt stron pokazywał mi swespojrzenie na Azję i swoją próbę zrozumienia człowieka . Człowieka przez siebiei dla siebie . Miło spędzałem z nim czas . To było coś .

            Kuchniamiędzynarodowa , napoje międzynarodowe . Między – znaczy żadne . Rosjanie ,Niemcy , Holendrzy , Francuzi , Czesi , Węgrzy . Zaimponowała mi pewnaholenderska para . Wiek – po trzydziestce i troje dzieci . Praktycznie całyczas poświęcali dla owej trójki dzieciaków . Dwóch synów i córka . Chłopcywyglądali jak Tarzan za szczenięcych lat z długimi do ramion  blond włosami , chodzący zawsze na boso izawsze dbający o siostrę . Gdy mama czytała tata zajmował się całą trójkąstawiając i niezłe wymagania – aerobik , gimnastyka lub skoki na głęboką wodę zkońca betonowego mola .

Zawsze cisi , spokojni , grzeczni i nigdy nie widoczni pogodzinie 22.00 .

Egipskie nadmorskie kurorty są ….są …. takie , że po wyjściuz hotelu nie ma gdzie iść . Hotel jest wszystkim – domem , restauracją ,dyskoteką , kawiarnią , sklepem . Wszystkim a więc … .

Nieustanna wymiana gości . Bardzo szybko nauczyłem sięrozpoznawać charakterystyczny dźwięk walizkowych kółek toczonych po hotelowychuliczkach . Nocą i dniem . Samoloty lądowały i startowały , busy podjeżdżały iodjeżdżały , hotelowy komputer z szumem wentylatora rejestrował wyjeżdżającychi przyjeżdżających , pracownicy recepcji uśmiechali się zawodowo .

            Wieczoramituż przed zmierzchem przekraczałem granicę jaką stanowił hotelowy mur i kawałekwolnej przestrzeni , której pilnował ochroniarz . Wymienialiśmy uśmiechy i „helo „ a gdy wracałem ze spaceru po dzikiej plaży za każdym razem pokazywałemmu zdjęcia jakie tam zrobiłem . Ta dzika plaża była też Egiptem . Była bardziejprawdziwym Egiptem niż ten hotelowy . Miała swoje tajemnice , inne widoki ,własnych ludzi łowiących ryby „ z ręki „ gdyż nie stać ich było na wędkę orazptaka , który grzecznie czekał aż mu rzucą rybkę zbyt dla nich małą a dla niegow sam raz. Ptak się nie bał . Nikt nie rzucał w niego kamieniem .

            Ten kawałekniezagospodarowanej ziemi miał wszystko . Starą ławkę nad brzegiem morza ,  bramkę – taką z boiska piłkarskiego na którymnikt już nie grał , siatkę do gry w siatkówkę , widok na brzydką stronę i widokna ładną . Miał także widok na meczet .

W chwilach gdy chodziłem sobie „ na dzikiej plaży „ czułem ,że chcę jeszcze raz , kiedyś odwiedzić Egipt . Nie ten w hotelach na morzem ,nie ten nad Nilem – byłem . Po głowie chodził mi Kair i zgiełk prawdziwego ,wielkiego orientu …

Cdn ?

                                                        

Burza piaskowa .

Z rzeką pożegnałem się poprzedniego wieczoru . Jak zawsze udałem się na pokład dziobowy, usiadłem na leżaku w siadzie po turecku trzymając aparat na kolanach . Byłem sam . Z Nilem nie ma żartów . Zachodzące nad nim słońce szukające schronienia za palmami , które ledwie , ledwie skrywają przeciwległy pustynny brzeg ,a teraz zamieniające jego dzienny błękit w jeden wielki złoty kilwater, aż kusi by skierować obiektyw na łódź pod żaglami ,która szukając wieczornej bryzy zmierza do swojego malutkiego portu – takiego z osłem przy brzegu , psem pana swego stęsknionego i domem ulepionym z nilowego mułu .

Siłą niemal powstrzymuję się przed podniesieniem aparatu do oka . W pewnym momencie łapię inny widok . Szybki ruch ramion , pstryk migawki i moje pożegnanie z Nilem jest gotowe . Posiedziałem jeszcze trochę i po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat dotarło do mnie , że osiem dni trwało jak wieczność a ja byłem tej wieczności drobinką . Było mi z tym dobrze . Nie jakieś tam „ cholernie dobrze „ . Ja byłem szczęśliwy !!!

 

 


Nadszedł czas by pożegnać się z ludźmi , których ledwie po kilku dniach polubiłem tak bardzo , że gdyby nie fakt iż byłem turystą w obcym kraju ,a oni byli gospodarzami chętnie bym się z nimi zaprzyjaźnił . Mahmut następny właściciel mojej komórki z uśmiechem czekał za barem z moim ulubionym drinkiem . Uścisnęliśmy sobie dłonie , uśmiechnęliśmy się do siebie odwróciłem się na pięcie i odszedłem w stronę drzwi ,a on jak sądzę chwycił za ręcznik, zabrał się za wycieranie szklanek i pewnie pomyślał o dniu jutrzejszym – wówczas mieli się pojawić nowi turyści .Przy podjeździe dla autobusów czekał już Timo . Żegnał się po ze wszystkimi po kolei . Nadeszła moja  . Wiedziałem . Czułem instynktownie co zrobi . Każdym swoim nerwem czułem jego zachowanie , Byłem pół ,ćwierć ,ćwierć ćwierci przed nim i gdy tylko przymknął na moment powieki a jego dłoń miała się zacząć unosić do góry , moja uniosła się pierwsza i zaraz potem powiedziałem nim jego usta się miały otworzyć – jaaalaa . Spojrzał na mnie ,objęliśmy się – powiedziałem – Dziękuję za Egipt .

Droga powrotna . Z za okna Toyoty patrzyłem na Egipt . Inny niż ten , który ledwie kilka dni wcześniej zacząłem poznawać . Przydrożne stragany , egipskie dorożki, cała gama starych peugeotów a jeszcze większą gamą futerek na kierownicach ,przystanki autobusowe na których z autobusów wysiadała młodzież w szkolnych mundurkach idąca w polne drogi do dalekich domów . To już był MÓJ Egipt .Zaakceptowałem go takim jakim jest .

Oddalaliśmy się od miasta . Nieuchronnie z prędkością 50 kilometrów na godzinę udawaliśmy się w drogę powrotną z kierowcą , który tym razem nie był senny , mówił po angielsku i próbował nas zabawić . Robiło się monotonnie .Zmierzaliśmy w kierunku egipskiej drogo śmierci a mnie nachodziły wspomnienia .Jak te gdy kupiłem spory nubijski bębenek dla Księcia a idąc z nim z bazaru do portu gdzie cumował nasz statek musiałem dać na mim pograć niemal każdemu Egipcjaninowi . Nawet kilku osobowa grupa egipskich dziewcząt w wieku licealnym nie wytrzymała i zabębniła swoimi dłońmi w jego membranę

Co kilkanaście kilometrów posterunek wojskowy . Efekt zabezpieczenia przed ewentualnym napadem terrorystycznym , który kilka lat wstecz pozbawił w Dolinie Królów życia kilkudziesięciu osób .

Posterunek to zwężenie . Droga dwukierunkowa zwęża się i kończy wąską bramką przez którą może przejechać tylko jeden samochód . Takie miejsca strzegą : wojsko , policja turystyczna , jakaś inna organizacja militarna – może egipska gwardia narodowa oraz formacja , która wygląda mi na armię prywatnej agencji ochrony . Wszyscy siedzą razem chowając się przed słońcem pod daszkami dającymi znikomy cień , pod palmami . Póki siedzą a kierowcy przejeżdżających samochodów porozumiewają się sami ze sobą co do tego , kto kogo przepuści wszystko jest dobrze . Gorzej bywa w chwili gdy jakiś kierowca się zagapi i razem z jadącym z naprzeciwka zablokują bramkę a „ wszystkie siły zbrojne Egiptu „ razem wzięte nie wezmą się jednocześnie w tej samej sekundzie za rozładowanie dopiero co powstającego korka . Chaos , koniec świata , apokalipsa … wszystkie te słowa nie oddadzą tego co człowiek odczuwa w takiej sytuacji siedząc w Toyocie z dwoma zaprzyjaźnionymi już niemieckimi parami z kierowcą mówiącym po angielsku i mającemu taki dzwonek w swojej komórce , że człowiek na jego dźwięk ma dwie możliwości : dostać zawału albo biec do najbliższego meczetu na wieczorną modlitwę .

Korek rozrastał się  do rozmiaru nie znanego nam w Europie w podobnych sytuacjach . Choć droga była jednopasmowa czyli inaczej mówiąc zwykła„ nasza droga dwukierunkowa „ to już po chwili rozrosła się do kilku pasów w każdą stronę przewyższając możliwości największych amerykańskich węzłów komunikacyjnych i to świeżo po rozbudowie !

Samochody były wszędzie . Z lewej z prawej , bardziej z lewej i bardziej z prawej i bardziej i bardziej i bardziej . Szaleństwo .Szaleństwo na pustyni ! Na egipskiej drodze śmierci !!!

Nikt nie panuje nad sytuacją . Brak środków łączności sprawia , że egipskie siły zbrojne biegają z rozbieganymi oczami jeden do i od drugiego próbując opanować sytuację .Mają gońców !!!

Najdziwniejsze , ze mi się to wszystko podoba ! Wzrokiem dostrzegam ciężarówkę z pomidorami i inną z cebulą . Nie zginiemy z głodu –komunikuję współpasażerom i namawiam ich by szukali ciężarówki z piwem bo ja -„ zagrychę już mam „ .

W samochodzie stojącym obok siedzi jakaś kobieta . Cała zakryta . Nawet na dłoniach m a rękawiczki . Nawet nie próbuję sięgać po aparat. Nie wolno mi . Trzeba nauczyć się szanować innych zwłaszcza wtedy gdy tak bardzo są inni .

Komuś puszczają nerwy . Policjanci , wojsko , paramilitarni , ochroniarze biegają jak szaleni . Konflikt ! Jakiś Egipcjanin krzyczy na pasażerkę busa wiozącego turystów z Anglii .

Jest rozgorączkowany macha rękoma . Wyrasta przed nim policjant . Spogląda mu w twarz i bez słowa zabija faceta wzrokiem . Wszystko się uspokaja za wyjątkiem korka . Zrezygnowany wychodzę z Toyoty . Zabieram aparat . Nagle niespodziewanie robi się ciemnawo . Trwa to sekundy . Odwracam się i dostrzegam . Nie rozumiem . Pojmuję gdy drobinki pustyni sieką mnie niczym ostrza żyletek po odsłoniętych częściach ciała .

Ledwie robię kilka zdjęć i uciekam nim piasek pustyni gnany strasznym wiatrem zamieni mnie siekane mięso .

 


Chowam się w kabinie Toyoty . Jestem szczęśliwy choć obiektyw aparatu nieco skrzypi . Chyba złapał kilka pustynnych drobin .

No co ? No Egipt !

Egipskie plagi .

            Gdypojawili się w kilka osób trudno było ich dostrzec . Siedzieli cisi , skromnijakby

zawstydzeni a może nawet z lekka wystraszeni . Miejsce naplaży gdzie korzystali z uroków morskiej i słonecznej kąpieli nazwałem na swójużytek Małą Rosją . Z każdym dniem Rosjan przybywało a Mała Rosja ranek poranku rozszerzała swe granice by po kilku dniach zamienić się w imperium . Imperium ręczników kąpielowychporozkładanych  na leżakach już przedgodziną ósmą rano by nikt nie zajął im miejsca . Ich miejsca !!! Gdy powstało imperium zmienił się charakter jegoobywateli . Zniknęła skromność , wstyd , strach a pojawiła się buta , arogancja, hałas , bezczelność oraz zwykłe chamstwo , które tkwiło w nich odnajmłodszych do najstarszych . Dzieci przebywające po godzinie 22.00 w barach ,hałasujące bez umiaru były czymś tak oczywistym jak ilość spożywanych przez ichrodziców napojów alkoholowych w ilościach z którymi mogły jedynie konkurowaćwody Morza Czerwonego – hotelowy basen po kilku dniach nie miał już szans . Złotołańcuchów na szyjach Rosjan , ich obcisłe slipy , wielkie brzuchy świadczącejak sądzę o bogactwie , złote zawiasy okularów przeciwsłonecznych jakie nosiłyich panie prezentując modele o jakich właściciele marek zapewne nie mielinajmniejszego pojęcia dopełniały reszty . Podobnie zresztą jak ich zachowanie wkawiarniach i restauracji . Do śniadania podkoszulek bieliźniany opinającybrzuch i odsłaniający łańcuch plus dwie komórki na stole oraz pół szklankiwódki . Wieczorem w barze lub kawiarni niedbała poza , leżąca  , pozwalająca w pojedynkę zająć trzyosobowąkanapę z papierosem w ustach , baterią kieliszków , których zaganiany kelnernie nadążył sprzątać dwie panie do towarzystwa w dresach i papierosami orazkomórkami wiszącymi na nadgarstkach . Dziecko pod stołem rozpracowuje jakąś grę, którą przed chwilą zakupiono w hotelowym kiosku by nie płakało . Takie małezasmarkane od płaczu dziecko .

Zero znajomości języków obcych – dawaj łyski – brzmiałonieustannie .

Awantura przy stole dla szczęściu osób w porze obiadowej .Stojące w jego pobliżu dwie rosyjskie pary krzyczą na trzy pary Węgrów , którzywłaśnie zasiedli do tego stołu . Zbiega się obsługa hotelowa a pozostali gościespożywający posiłek patrzą po sobie porozumiewawczo . Ich spojrzenia mówią jedno– Ruski . Jak się okazało Węgrzy zajęli ICH stolik bo ONI właśnie chcieli przynim usiąść . Dumni potomkowie Attyli nie poddali się presji . Rosjanieuspokoili się dopiero w chwili gdy szef hotelu wyszeptał im w ucho jedno słowo– POLICJA . Odeszli . Ech ! Gdyby tak to była Moskwa , Rodina kochana – już tewęgierskie pachołki gniły by gdzieś na wysypisku a tak – Ech ! Żal !

 

                                                                       *

 

            Kurwa maćjedna jebana sól !!!!!!!!!!!!!!!! Zabrzmiało swojsko . Odruchowo spojrzałem w stronę z której doszły mniete dźwięki . Ich autor właśnie wychodził z morza na plażę komunikując swoimznajomym w ten a nie inny sposób stan zasolenia

Morza Czerwonego . Jego żona w pozie niedbałej z okresucesarstwa napoleońskiego

roześmiała się uroczo i głośno by wszyscy słyszeli jak jestmiło i wesoło po czym powiedziała

do męża – przynieś nam kochanie wina . Siedzieli w gronieokoło ośmiu osób . Było im razem bardzo dobrze . Od rana do nocy , przez siedemdni zabawiali sobą połowę plażowiczów konkurując z Rosjanami poziomem głośnościśmiechu i zdobywając zdecydowanie w sposób bezkonkurencyjny pierwsze miejsce wwieczornych śpiewach na plaży . Główny przebój to – daj mi tę noc oraz okrzykiwszyscy jesteśmy jedną rodziną . Po powrocie do kraju dowiaduję się , że odroku 2020 ma być Polaków w Egipcie o wiele więcej.

Strach !

 

                                                          

 

           

                                                                    *

 

Chciałem zrobić zdjęcie w świątyni . Nie mogłem . Takich jakja było wielu . Byli z Chin . Każdy miał aparat , każdy stawał pod pomnikiempozował do zdjęcia po czym zamieniał się miejscem z tym , który robił zdjęcie .Zamieniał się także aparatem . Ty zrobiłeś zdjęcie mi a teraz ja zrobię zdjęcieTobie . Taka panowała naczelna zasada . W sumie jasna i logiczna . Zasada tajednak dotyczyła kilkuset Chińczyków , którzy zapomnieli , że nie są w Chinach, że nie są sami , że są inni , którzy także chcą zrobić zdjęcie .

Odnosiłem wrażenie , że chcą sfotografować wszystko , każdykawałek ziemi , świątyni by potem skopiować to wszystko i zbudować u siebie .Wydawało się , że dźwięk zwalnianych migawek aparatów niczym głos małegoOskarka z „ Blaszanego bębenka „ rozsadzi starożytne mury i zamieni wszystko wpył . Poubierani byli w dresy o wzorach prawie oryginalnych w takie same buty ztakimi samymi aparatami i okularami . Wszystko – prawie .

Na szczęście grzeczni , mili , uśmiechnięci i gdy proszę byna chwilę zrobili sobie przerwę w robieniu zdjęć robią to z uśmiechem ikłaniając się delikatnie odsłaniają obiekt , który chcę sfotografować . Gdy tozrobiłem ukłoniłem się uśmiechając i już po chwili trzask migawek zwielokrotnionymoją przerwą wypełnił dziedziniec świątyni .

Pamiętam minę pewnej pary . Była to mina pełna zdziwienia ,że coś może być podrobione tak tanio . Chyba poczuli oddech egipskiejkonkurencji na plecach .

 

                                                                       *

 

            Nil tożycie , Nil to praca . W dzisiejszych czasach także ta związana z turystyką .

Praca to zarobek i możliwość utrzymania rodziny . Prawiesiedemdziesiąt osiem milionów Egipcjan . Jedna rzeka , jedna wielka pustynia .Siedemdziesiąt osiem milionów . To także cyfra określająca możliwość , skalęmożliwości produkcji śmieci . Mają z tym problem . To widać . Prawdopodobnielatem także czuć . Biedny kraj miłych ludzi , prawdopodobnie najbardziejbliskim nam nie Arabom . środkowy bieg Nilu jak opowiadał nam Timo zamieszkująludzie o „ innej mentalności „. To owa mentalność nie pozwala nam zwiedzać tychterenów . Są zbyt niebezpieczne .

Strasznie trudno żyć w Egipcie a jeszcze trudniej żyć godnie. Oni to potrafią , Widziałem to .

Nilem spływają śmieci – to prawda . Gdzie  jednak mają się podziać skoro każdy metrżyznej

ziemi przy jego brzegu jest na wagę złota o leżąca podrugiej stronie drogi pustynna ziemia ziemią jest tylko z nazwy bo tak naprawdęjest wielką skamieliną .

Egipt jest zbyt biedny by poradzić sobie z tym problemem .

Wiele lat żeglowałem po polskich jeziorach , spływałem wkajakowych rejsach po polskich rzekach , w pogoni za grzybami , spokojem imiejscem do samotnej medytacji zagłębiałem się w nasze polskie lasy . Wszędzie– w trzcinach brzegów jezior , na nadrzecznych łąkach i leśnych ostojachznajdowałem i znajduję śmieci .

Jaka jest różnica między tym który nie ma możliwości a tym ,który ma ale mu się nie chce ?

 

                                                                       *

 

Egipt ledwie poznałem , ledwie w nim zabyłem , ledwieposmakowałem . Jestem jednak pewien , że z tymi wszystkimi plagami sobiedoskonale poradzi . To widać , to słychać i to czuć .

Życzę powodzenia z całego serca .

                                                        

Egipska świątynia .

            Świątynia .Timo zaczyna swój wykład . Słyszymy – dwa tysiące lat przed Chrystusem … – i już jego dłonie kreślą w powietrzu linie , oczy widzą coś co my możemy ledwie dostrzec a słowa zabierają nas w podróż w czasie . W podróż , która uzupełniona własną wyobraźnią przyprawia o dreszcze i zrozumienie , że nic nie rozumiemy .

W takich miejscach jak to i w takim towarzystwie – Timo –zaczynam rozumieć czym jest Egipt . Egipt jest wielotomowym dziełem z którego z wiekowej zawieruchy czy raczej – co bardziej pasuje do tego kraju – z wiekowej burzy piaskowej ocalał jedynie tom pierwszy . Reszta jest próbą dopisania ,odtworzenia … nigdy nie spełnioną i bez szans na spełnienie .

Zbyty dużo pisaku pustynny wiatr nawiał na  historię Egiptu . Niemal namacalnie odczuwam, że jestem w krainie umarłej .

Powietrze ciepłe , nasycone jak kawa espresso gęstą zawiesiną poranka , słońca zaczynającego swój marsz , cieniami – dziwnymi -inaczej niż u nas układającymi się  i ciszą , której nie zdążyły jeszcze zakłócić nadciągające hordy zwiedzających ,którzy swoją wielokulturowością zawładną miejscem , które w przeszłości służyło jemu jedynemu – faraonowi .

Każdy centymetr kwadratowy ścian – bywa , że wysokich na 32 metry – pokryty jest historią opisaną hieroglifami . Kiedyś wędrując wzdłuż murów starożytnych Delf mogłem podziwiać napisy , które opisywały każdy dzień , każdy dzień trwania i istnienia tego miasta państwa .

Teraz podobnie ale inaczej . W Delfach dostrzegałem chęć kronikarskiego zapisku a tutaj widziałem mozół zapamiętania , konieczność upamiętnienia . Różnica ?

Oglądając to wszystko zastanawiam się czy i jak pojmowano w tamtych czasach piękno .

                                                     

Niektóre rysy twarzy , układ ust , uniesienie powieki świadczą , że tak. Być może nawet bardziej niż dzisiaj  . Wieki całe temu wszyscy mieli chyba więcej czasu . O wiele więcej .

Gdy się ma czas można podziwiać i delektować się pięknem .

Dolina Królów . Miejsce niezwykłe . Miejsce jak z innego wymiaru czasoprzestrzeni . Zmatowiałe złoto koloru gór i skał plus błękit nieba zwodniczo kojarzący się z dającym ochłodę błękitem morskiej toni . W górze na styku tych światów resztki wierzchołka naturalnej piramidy . Resztki gdyż tysiące lat trwania doliny jej zbocza osuwały i niczym woda zalewały piaskiem i drobinami skał dolinę .

Jak mocno ! Jak bardzo chciałbym znać i być u boku tego ,kto zobaczył to miejsce tysiące lat temu i powiedział wskazując dłonią – tu pochowamy Pana naszego i władcę bo to miejsce godne Jego . Ech !!!

Nie można robić zdjęć . To dobrze . Wymusza to większe skupienie , daje większe możliwości spróbowania cofnięcia się w czasie .

Każda świątynia w Egipcie wzniesiona w czasach faraonów ma w swoje dzieje wpisane  : zapomnienie ,zasypanie , zabudowanie , odnalezienie , odkopanie , próba odbudowy , próba pokazania … jak kiedyś . Na ścianach każdej z nich zastygłe postacie . Stoją jak zatrzymane w pół kroku , zapatrzone gdzieś w dal przed siebie , mówiące swym wyglądem – jesteśmy ale tylko pozornie . Byliśmy .

 

                                                    

Czas magiczny dla świątyń to poranek , taki wczesny z lekka jeszcze zamglony powietrzem , którego słońce nie zdążyło zamienić  w krystaliczną czystość . Taki czas to także pora w której nadchodzący zmierzch wygania słońce za korony palm i spycha za horyzont dając mu jeszcze na chwilkę na istnienie pozwalając na odbicie się w wodach Nilu . Potem robi się ciemno i mury świątyń skąpo oświetlone za pomocą instalacji elektrycznych nabierają jakby innych kształtów , zdają się być gotowe by zadrzeć z woli bogów , zdają się skrywać coś co za chwilę może się pojawić jako zjawa , jako coś czego instynktownie się obawiamy ale może i chcemy ją poznać ?

Świątynie to ogrom i zachwyt nad tym jak ludzkość potrafi wznosić się na niebywałe szczyty umiejętności i uświadomienie sobie jak równie szybko potrafi z nich spadać . To okazja by zajrzeć w głąb siebie i zadać sobie kilka pytań o pokorę o granice własnych możliwości .

Komnaty , kolumny , gra światła i cieni .

                                                       

Kręcę się wokół własnej osi .Patrzę podziwiam i nie wiem co o tym wszystkim myśleć .

Jakiś głos choć jestem sam mówi do mnie – jala , jala …czas ruszyć dalej …by zwiedzać i w życie . Jala .

Timo i inni czyli dziekuję ” moim ‚ Egipcjanom .

Timo jest naszym opiekunem z ramienia biura podróży . Opiekunem i przewodnikiem . Timo  kocha swój kraj ,swój Egipt . Gdy oprowadza  nas po świątyniach , muzeach robi to z taką pasją z takim oddaniem , że  nasze zwiedzanie trwa przynajmniej dwa razy dłużej niż czas jaki mają na to przeznaczone inne grupy .  Timo liczy nas jak gdy wsiadamy do autobusu ,gdy zwiedzamy , gdy wsiadamy do autobusu i gdy wchodzimy na statek . Timo mamiły głos , powierzchowność i cierpliwość . Timo dba o Nas jak ojciec a gdy chce nas poprowadzić dalej mówi tym swoim pięknym arabskim głosem – jala – i wskazuje dłonią kierunek kłaniając się przy tym uprzejmie . Timo ma duży spokój i ….i….i….Timo jest z TAMTEGO EGIPTU !!!!!!!!!! Teraz już wiem . Zrozumiałem to pisząc te słowa !!!

Timo ! Dziękuję Tobie za wyrozumiałość , dziękuję za opiekę, dziękuję za każdą chwilę w której wskazując dłonią na hieroglify opowiadałeś nam historię swego kraju . Timo ! kłaniam się nisko , tak po mojemu w pas .

Timo . Krótkie ps. – czasami gdy zabieram swoją rodzinę na spacer wskazuję dłonią na las , na pola i jak Ty mówię – jala . Leon z Pepe już czują , już wiedzą co je czeka gdy tak jak Ty unoszę dłoń .

                                   

                                                   


Mahmoud GamalEl Din Sayed . Czyż  nie pięknie ?To imię i nazwisko przemiłego młodzieńca , który pracował za barem na statku . Od pierwszego naszego spotkania był dla nas bardzo miły i uprzejmy . Gdy drugiego wieczoru usiadłem na górnym pokładzie przy stoliku a On przyniósł nam zamówione uprzednio wino w chwili gdy miałem właśnie zadzwonić do córki spojrzał na mój telefon i powiedział – Nokia ? Takiej w Egipcie się nie dostanie , nie ma jej w ofercie i popatrzył na mój telefon w sposób taki jaki potrafią patrzeć tylko mieszkańcy orientu na telefony . Dla nich telefon jest czymś więcej niż sprzętem do komunikacji . Dla nich telefon jest … czymś niezwykłym , czymś co można pokazać , pochwalić się , błysnąć .

Obiecałem mu , że gdy skończy się moja umowa z operatorem telefonii komórkowej dostanie go w prezencie . Czy to znak ? Czy to przeznaczenie ? W drugim tygodniu po moim powrocie zmieniam operatora …rozwiązuję umowę wcześniej ….już niedługo Mahmoud !

                                                                                         *

Na statku pracują sami Egipcjanie . Ich szef to El Szefie –tak go nazywam . Zawsze w dobrym garniturze , zawsze pod krawatem i zawsze z wzrokiem , który mówi – panuję nad wszystkim . W garniturze , zachowując dystans gra w tenisa stołowego z pracownikami , którzy mają wolny czas . gra i roznosi ich na strzępy nie dając najmniejszych szans . Nie gra z pasażerami .Nie gra z nimi gdyż nie ma chętnych . Jest zbyt dobry . Ja rezygnuje także .

 

                                                      *

Pierwsza katarakta Nilu . Kiedyś problem a teraz śluza . Przepływające przez jej wrota statki są jakąś atrakcją a już na pewno okazją do zdobycia kilku groszy , prezentu . Mogą się o to pokusić jedynie dzieci .- te bowiem przepuści policja turystyczna strzegąca każdego miejsca gdzie pojawiają się turyści dopuści pod burtę statku . Zanim jednak tam dotrze pewna mała dziewczynka będzie musiała podsadzić swoich młodszych dwóch braci na wyskoki murek a potem szybko ! szybko ! szybko biec !!!

                       

                                                     

 

Chcę podziękować bardzo , z całego serca wszystkim Egipcjanom , którzy pojawili się na mojej drodze w Ich Kraju za życzliwość , za uśmiech , za zrozumienie mojego braku zrozumienia , za to , że byli i za to , że mogłem ich spotkać .

Bardzo .

Dziękuję bardzo . Jestem zaszczycony , że mogłem Was poznać.

 

                                                      

 

        

Nil .

                                                     

 

Jedno jest pewne . Nil może żyć bez Egiptu , Egipt bez Nilu, nie . Miliony, a właściwie nieskończona ilość metrów sześciennych , litrów czy czego tam jeszcze, w każdej chwili przemieszcza się w korycie tej rzeki swoim rytmem, prędkością, życiem, przy którym tysiąclecia , wielonumeryczne dynastie faraonów, czas wszystkich wojen na świecie , wielopokoleniowe rodziny potrafiące wykazać się „ papierami „ na kilkanaście pokoleń wstecz są niczym przy jednej, odłożonej kiedyś tam warstwie nilowego mułu . Człowieka jeszcze w takim naszym powszechnym rozumieniu na świecie nie było, a Nil już płynął i nie pamiętał jak długo płynie .

Ma swój zapach . Ten „ mój „ z ostatniego tygodnia lutego był mieszany porannymi bryzami , które marszczyły jego powierzchnię, gdy nocą schładzana ciemnością pustynia gnała powietrze nad jego brzegi, by choć na chwilkę poczuć ciepło rozgrzewanej już porannym słońcem wody.

Nil jest wielki . Nie ze względu na swoją długość czy szerokość, ale dlatego , że płynąc przez czas nieskończony, wśród pustyń ciągle z nimi zwycięża . Trwa płynąc, a płynie dzięki swej wielkiej sile i woli przetrwania .

Niewiele się zmienia na jego brzegach . Kanały rozprowadzające wodę na pola ciągle działają i jak przed wiekami głodne są wody . Kiedyś napełniały je wiadra niesione siłą ramion egipskich fellachów, teraz napełniane są pompami motorowymi , które nad brzeg rzeki dostarczane są wozami ciągniętymi przez osły .

Tak jak przed wiekami, tak i teraz domy nad brzegiem Nilu ,domy ludzi uprawiających żyzny wąski pas ziemi wzdłuż jego brzegów budowane są z cegieł formowanych ręcznie i utwardzanych przez egipskie słońce . Domy nad brzegami Nilu . Są takie jak przed wiekami …prawie . Dziś mają na swych dachach anteny satelitarne .

Nilem płyną śmieci . To fakt . Widać je od czasu do czasu. Gdzie jednak zrobić dla nich wysypisko skoro każdy centymetr ziemi wzdłuż brzegu rzeki jest wart złota ? Na pustyni ? Można, ale z niej wywieje wiatr . Jak dbać o ekologię, gdy brak na to pieniędzy ?

W polskich lasach , rzekach , w trzcinach nad brzegami jezior jest więcej śmieci niż w wodach Nilu . Zostawmy więc . Tak będzie lepiej. Wszak mamy się za lepszych od „ Arabów „ , czyż nie ? Dumni potomkowie europejskiej kultury , której jeszcze nie było, gdy Nil dawał życie Egipcjanom .

Nil jest dla wielkiej ilości statków turystycznych jak autostrada . Jest nieustannie targany ich śrubami . Nie czuje tego . Jest wielki , majestatyczny , nieodgadniony . Jest cichy . Gdy po zapadnięciu zmroku siadałem na bezludnym już małym dziobowym pokładzie, był tylko on i ja . Razem byliśmy cisi i były to cudowne chwile . Córka pytała – tato jakie dźwięki wydaje Nil nocą?  Odpowiadałem – żadne – jest cichy . W słuchawce dało się słyszeć „ aha „ – takie z lekką nutą zawodu .

Muszę przyznać , że bardzo szybko Nil mnie oczarował i              zawładnął mną do ostatniej chwili mojego pobytu na statku . Za dnia, gdy akuratnie zwiedzałem świątynie i zabytki na jego brzegach, czytałem książki co chwila spoglądając na jego wody . Skutek był taki , że toskańskie opowieści pewnego węgierskiego potomka co chwila były przerywane, gdyż szybko wstawałem z leżaka i gnałem do burty statku by zrobić zdjęcie . Kolejne, a potem kolejne i kolejne i kolejne i kolejne … .

Nil ciągle trwa, a i pewnie trwać będzie, tocząc swe wody w chwili, gdy ostatni człowiek na ziemi zamknie na zawsze swe powieki .

Jestem pewien , że wówczas nad brzegiem tej niesamowitej rzeki pojawi się cień nilowego kruka , który był tuż przy mnie podczas mojego ostatniego wieczoru na tej rzece . Usiadł obok , nie bojąc się mnie w najmniejszym stopniu . Spojrzał na mnie i powiedział ludzkim głosem … .