Urlop i Gdyby .

Urlop.

Nie obiecuję sobie zbyt wiele . Po co ? Będzie jak będzie .Czuję , że potrzebuję tych dziesięciu dni wypoczynku bo zaczynam popadać wdepresję . Poprzedni jej atak rozwiał pustynnym wiatrem i wypalił afrykańskimsłońcem Egipt . Ten powstrzyma Książę , Leon , Pepe , Orka , moja ukochana wieś, pola , lasy , uroczysko , Młynareczka i wszystko to za czym tak co dzieńtęsknię a więc także tym co drzemie w mojej głowie i teraz być może uwolni sięi poleci w świat ?

Będzie też miły obiad w zielonogórskiej Winiarni a potemleniwa kawa w nowo odkrytej

Kawiarnie gdzie lody są lodami . Zapewne odkryję też kolejnyuroczy zakątek tego pięknego miasta . Pewnie będzie miło .

Wieczorem przed mym domem usiądę z Księciem na ławce i jakgo znam utniemy sobie miłą rozmowę . Taką bez patrzenia na siebie ale z wielkimzrozumieniem dla tego co do siebie mówimy . On to potrafi . Jak nikt inny . Niedziwota – Książę !

Rankami wczesnymi – płosząc dzikie buszujące „ na starejlinii „ pognam na rowerze w dębczakowe młodniaki za kurkami i prawdziwkami .

No .

Oczywiście pomyślę też o Was i o tym jak za mną tęsknicie :-))))))))))))))))))))

 

Gdyby .

Gdyby to miał być ostatni raz to miłym jego akcentem byłoby Tango . Takie Niebieskie , Niebiańskie Tango .

Aleja Królów . Bogata na każdym kroku , Każdy jej metr to setki tysięcy jeśli nie miliony euro .

Drzwi zatrzeszczały w charakterystyczny sposób by po chwili  swoją górną krawędzią walnąć w podwieszony na ich framudze dzwonek , który natychmiast  rozbrzmiał nad moją głową . Czas stanął .

Widziałem tylko jak wiele par oczu znieruchomiało na mój widok i zaczęło taksację . Dziwne ale jedyne co dało się dostrzec poprzez ruch to dym z papierosa pewnej Damy , która siedziała przy stoliku obok wejścia i paliła papierosa osadzonego w długiej porcelanowej lufce . Jej dłoń trzymająca lufkę była szczupła , długa , ozłocona licznymi pierścionkami i złotą bransoletą . Oczy miała niebieskie , włosy na starą modę ułożone w liczne pukle i opięte czarną , wąską aksamitką . Usta uszminkowane bardzo mocno nadając im kolor krwi wyrażały głód . Wyobraziłem sobie nawet , że zaraz wstanie jako jedyna w tym nocnym barze, podejdzie do mnie i zatopi swe perlisto białe kły wampira w mojej szyi .

Dobiegły mnie dźwięki fortepianu i podążyłem w jego kierunku. Czas ruszył i szedłem teraz barową aleją mając po lewej stronie długą na całą ponad dwudziestometrową ścianę kanapę przy której stały gęsto ustawione dwuosobowe stoliki a po prawej zaś równie długi bar.  

            Wyglądał jak On . Podobny ? Czerń fortepianowego forniru pokryta spatynowanym czasem lakierem odbijała światła baru i była też zakłócona kolorem drinka wypełniającego szkło stojące na nim i czekające na to by je podnieść w górę . Palił . W ustach trzymał … w kąciku ust trzymał papierosa , którego dym swoją smużką wędrował leniwie w górę zahaczając o jego oko , które by nie łzawić przymknął powieką a potem snuło się lekko w górę równając się chwilami z kolorem siwych włosów , które na przemian z kruczoczarnymi pokrywały jego głowę .

Maestro  ? Nawet nie spojrzał w moją stronę . Maestro ? Nic! Blue Tangos – per favore , per favore Maestro , per favore .

Bez reakcji. Zrezygnowałem i powolnym krokiem zacząłem się oddalać . Pierwszy dźwięk , pierwsza nuta zatrzymała mnie a reszta zniewoliła . Odwróciłem się . Usta ciągle trzymające w swym kąciku papierosa były ułożone w uśmiech a choć jego wzrok błądził po klawiszach fortepianu podziwiając ich biel i czerń wiedziałem ,czułem , słyszałem , że to dla mnie .

            Teraz jest też dla Was … gdyby … .

http://www.youtube.com/watch?v=25hdicMcths

C’est la VI !!!

 

         

 

Gdy kilka lat wstecz postanowiłem pojawić się na blogu awłaściwie dwóch blogach ,

które poświęcone były mojemu wiejskiemu bytowaniu , bardzoszybko jako osoba komentująca moje nieporadności pojawiła się Vi . Nie pamiętamale chyba nawet jako pierwsza. Pojawiła się i jest ze mną do dziś . Niezwątpiła we mnie nawet wówczas gdy

pod wpływem nagłego impulsu oba blogi wysłałem w niebyt asiebie samego skazałem na banicję . Gdy po długim czasie wróciłem tutaj Onaczekała i powiedziała do mnie

„ wiedziałam , że wrócisz „ Vi !

Nie zwątpiła we mnie wówczas i nie wątpi do dziś co jak narazie skutecznie chroni mnie przed następnymi nagłymi impulsami .

Cierpliwie znosi moje chwilowe „ przestoje „ i  prawie zawsze pojawia się u mnie pierwsza zaco jestem jej niezwykle wdzięczny . Z „ tamtych czasów „ nie dotrwał ze mną NIKinny .

            Miła Vi !

Choć nigdy nie dane nam było spotkać się osobiście to jestmi bardzo bliska . Jest osobą niezwykłą i to nie tylko dlatego , że ma wpiwnicy około 109755251618109101 sztuk słoików

z zaprawami . Jest niezwykłą gdyż jest taką jaką właśniejest . Dziękuję jej za to .

            Razem czasw szklanej klepsydrze odmierzał i odmierza nasze chwile spadającymi drobinamipiasku , które mimo swej małości są i tak większe od drobinek jakim są naszeżywoty .

            Miła Vi !

Wiesz jak nieporadny jestem gdy przychodzi mi pisać takiesłowa . Nie umiem . Zwyczajnie nie umiem . Zapewniam Cię jednak Miła Vi , żejesteś dla mnie kimś ważnym i proszę byś była … zawsze … mogę ?

Dziękuję ! Dziękuję wielokroć więcej od ilości Twych zaprawco wydaje się wręcz niemożliwe a jednak … .

            Dziękuję teżWam wszystkim drogie Panie , które „ u boku „ Vi trwają ze mną do dziś.

Dziękuję .

Miła Vi !   

 

                                                    

Chwila .

            Ochłodziłosię na tyle , że taką porą między popołudniem a wieczorem mogłem zabrać Leona iPepe na spacer . W lasy i na pola oczywiście ! Słońce inaczej już świeci …ciągleuwodzi ale teraz już tak dojrzale . Rzepak , pszenica , żyto … kłaniają się juża ja trzymając dwie smycze w dłoniach tylko mogłem być zły na siebie , że niemam ze sobą aparatu . Nic to. Przecież nawet gdybym go miał nie zrobił bymzdjęcia . Z tymi szatanami ? Nie utrzymał bym aparatu w dłoniach !

            Cisza jakaśtaka była i kałuże po dopiero co zakończonej lekkiej burzy wysychały szybkozostawiając na kurzawej ( moje słowo ) bieli polnej drogi sine plamy . Nos w nos, trop w trop Leona z Pepe prowadzili mnie do przodu . Górą jakiś myszołówprzeleciał zataczając nad nami dwa kręgi . Starczyły dwa by się przekonać , żedwa kudłate parsony i jeden stary facet nie są dla niego atrakcją . Żadną !

            Górka .Siadam a one ze mną , z swymi jęzorami i oczami wpatrzonymi we mnie .

Zdejmuję plecak , wyjmuję plastikową butelkę z psim podajnikiemwypełnioną wodą . Pepe pije jak wariat , Leon dostojnie . Ba ! Rok w psim życiu, w pism zrywaniu kartek z kalendarza to ….och !!! Dostają swoje dobrości .Kocham .

            Brzozy jakzawsze niepokoją widokiem liści , które w słońcu wyglądają jakby miała być jesień. Ile razy dam się jeszcze na to nabrać ? Powietrze nad nieskończonością kłosówwszelakich stoi . Świat staje ? Czas staje ? Ile razy … ?

            Psy dwa i ja. One ze mną czy ja z nimi ? Kto kogo prowadzi , kto komu swój świat pokazuje ?

            Wiesz … ja chybaodchodzę . Spokojnie . Tak powoli . Tak … .

Wielki jeleń – Jeleń … staje przed nami w poprzek leśnegoduktu . Coś niesamowitego . Król. Jeleń ! Wielkie poroże , wielka DUMA , zerostrachu . Patrzy na nas z dumą . Jestem pod wrażeniem . Leon i Pepe patrzą wjego stroną jak zaczarowane . Milczą , stoją . Ściągam z głowy kapelusz imacham nim na powitanie Króla leśnych ostępów . Widzi nas . Po chwili z dumąodchodzi . Gdy zbliżamy się do jego śladów na duktowym piasku pisaki dostająszału .

Ja także próbując je okiełznać .

            Wychodzimy zlasu . Kościelna wieża na swoim miejscu , łany , ptaki , po lewej zdziczałe jużśliwki , mirabelki , płot , pola , oczka siatki dzielą irracjonalnie widok nabezsensowne prostokąty .

            Po prawej polawznoszą się lekko ku górze , ku miejscu na którym kiedyś tam usiądę nastaromodnym leżaku w kapeluszu na głowie a obok będzie stał staromodny stolik zbiałą serwetą i oszronionym szkłem a choć nikt już tego nie będzie widział ( zawyjątkiem Księcia bo On jest wyjątkowy )  to tam będę . Będę bo to miejsce magiczne . Czarodziejskie… więc ?

            Chwila . Tobyła tylko chwila .

odmienne stany świadomości .

            Prawie zawsze jest tak samo . Niby nic i nagle trafiam w miejsce , które mnie urzeka ?

Może nawet atakuje ? Zwyczajnie staję jak wryty i przez chwilę nie wiem co z sobą zrobić . Po chwili – jeśli ktoś by obserwował mnie zboku ujrzał by to w ten sposób – targają mną dreszcze , które rzucają mną o ściany , podłogi , sufit , włosy ( resztki ) stają mi dęba a z przestrzeni w moją głowę uderzają miliony mikro grzmotów oczywiście w towarzystwie mikro błyskawic. Potem zamieniam się w kamień , zastygam w bezruchu a gdy odzyskam władzę nad swym ciałem czuję , ze przez chwilkę byłem w innym świecie .

Nie wiem dlaczego tak mam ale wiem , że uwielbiam te chwile te tak cudne odmienne stany świadomości podczas których jest tylko „ TO „ i ja. Cała reszta nie istnieje , cała reszta zamiera i jestem pewien , że na ten chyba jedynie ułamek , ułamka , mikro sekundy czas się zatrzymuje i robi to po to bym mógł … . Mogę choć jestem pewien , ze nigdy tak do końca nie będę wiedział o co w tym wszystkim chodzi . Ja nawet nie jestem na początku tego zrozumienia .

Kiedyś stanąłem na szczycie pagórka i nagle rozpostarłem ramiona i wzbiłem się w powietrze a dołem moi bliscy oniemieli z podziwu i wołali do mnie pełni radości – latasz ! Leć !

Innym razem wzięły mnie w ramiona Anioły i unosząc mnie nad ziemią śmiały się radośnie a w około było tak wiele słońca !

Było też tak , że stojąc na polach nagle pojawił się wielki obłok kurzu wzbity z wysuszonej ziemi przez stado dzikich koni których nie było ale i wiatru nie było więc …?

A innym razem ……………..

Zanim to wszystko się działo zdarzało się coś co opisałem na wstępie

Co będzie teraz gdy zobaczyłem to ?

                                                           

Zaprosznie .

No to stało się ! Będąc podatnym za słowa zachęty , będąc w jakimś stopniu megalomanem oraz grafomanem a także dla tego , że lato to czas powtórek i nie potrafiąc odmówić Wam moje Miłe Panie , które odwiedzają mnie tutaj … WSZYSTKIM !!!!!!!!! powracam do wiejskich zapisków . Zapraszam do mojej wiejskiej świetlicy na wysłuchanie wiejskich bajanek . Mam nadzieję , że Miła Vi wybaczy mi podobnie jak pozostałe Damy , że przy tej okazji będą musiały zaglądać na jeszcze jeden mój blog . Cóż ? Bywa .

            Traficie tam szanowne Panie klikając na link – wiejska bajanka lub wpisując to same hasło w wyszukiwarce google .

No . To by było na tyle ?

Festyn .

 

Usłyszałem gdzieś na boku , chyba nawet niechcący i przez przypadek , że w Ochli – tej położonej tuż obok Zielonej Góry – ma się odbyć ciekawy festyn . Starczyło .

Bardzo lubię poznawać ludzi , którzy owładnięci pasją ,tworzą rzeczy inne , odmienne , zmieniając naszą rzeczywistość a przez to zmieniając nas samych i nasze otoczenie . Powinno się stworzyć gdzieś w naszym kraju aleję . Aleję ludzi prawdziwie zasłużonych a przez to anonimowych .Jestem pewien , że była by ona najdłuższą tego typu aleją w Polsce . Ale jąpozbawioną krzyży na poboczach a wyłożoną dobrym słowem , uśmiechem ,zrozumieniem .

            Jaka to piękna chwila gdy niespodziewanie możemy dostrzec jak stara stodoła zamienia się w restaurację , jak w cieniu jej kamiennych murów widać biel obrusów na których spoczywają krystalicznie czyste kieliszki czekając aż w letni upalny dzień ich zewnętrze ścianki pokryją się kroplami rosy a ich wnętrze zimną wodąmineralną na której powierzchni zażółci się skórka cytrynowego plasterka . Toniemal obietnica ! To obietnica przyszłych kulinarnych uniesień .

Otwarte drzwi kolejnej wielkiej stodoły wabią ciemnością i obecnością kilku osób , które nimi wchodzą i wychodzą . Na ich twarzy widać zdumienie . Po chwili i ja staję zadziwiony .

Oto jakiś facet ogarnięty pasją – swoją pasją – rzeźbi w drewnie kopię obrazu Jana Matejki – Bitwa pod Grunwaldem ! Wielka na całą ścianę stodoły płaskorzeźba oddaje jego pasję i poświęcenie . Coś niesamowitego! Teraz natomiast pisząc te słowa czy też raczej składając te literki uprzytomniam sobie , że w tym roku mamy okrągłą rocznicę tej bitwy ! Będzie owa płaskorzeźba gotowa ? Znikną drewniane wiórki z podłogi a ów pan nagle stwierdzi , że zrobił TO i zada sobie pytanie – co teraz ?

            Książę ciekaw był wszystkiego . Upał nieco go osłabiał ale widziałem , że jest wielce z tych wizyt kontent . Cóż więc było robić ? Dalej ! Przed siebie ! Czas na festyn , czas zanurzyć się w skansen , czas przekonać się czy może być coś takiego jak próba odtworzenia świta , który odszedł , który był inny bo spokojniejszy , wolniejszy , bardziej cichy . Pewnie też takiego w którym bywało źle , bywało strasznie ale lepszych momentów było zdecydowanie więcej niż złych – wiem to , jestem tego pewien bo ja jestem z takiego właśnie świata.

Firanki ledwie , ledwie poruszane tchnieniem rozleniwionego lipcowym upałem wiaterku w oknach starych wiejskich chałup , doskonale odtworzone ich wnętrza , cienie starych lip dające ukojenie przed upałem ,ławki na przyzbach kuszące by spocząć to ledwie zachęta . Zachęta by puścić wodze fantazji .

Stragany , ludzie , pierogi , chleb ze smalcem , wycinanki ,korale , wino , miody , uśmiech ,

uśmiechy , radość .

To były bardzo miłe chwile .

Zamierzam je powtórzyć . 25 lipca o 13.00 .

Festiwal w Ochli . Festiwal Miodu , wina i … .

Lato to czas naszej cudownej Ziemi Lubuskiej z jej magiczną Zieloną Górą na czele no i oczywiście z Ochlą . Każdy kraj ma taki zakątek .Francja – Prowansję , Włochy – Toskanię a my Polacy Ziemię Lubuską . Jest pewna różnica . Francuzi , Włosi są z swych krain dumni my – chyba jeszcze nie . Czas to zmienić . Ja tam będę . Kolejny raz . Drugi .

Jeśli nie będzie to z mej strony zarozumiałością – zapraszam wszystkich .

  

Powtórka .

Telewizja powtarza seriale , ludzie powtarzają się bardzo często pomyślałem więc sobie , że i ja się powtórzę .
    Poniżej fragment mojej ” wiejskiej opowieści ” dziś znany chyba ze ” staruch ” czasów tylko Miłej Vi i jak mnie zapewnia zawsze ją śmieszący i wywołujący uśmiech na jej twarzy nawet w niewesołych
chwilach .
No to by było tyle – zapraszam do czytania .

Część 59 – czyli najcięższy telewizor na świecie .

            Pani pójdzie do kolegi , on pomoże ja nie mogę– powiedział starszej pani mój przyjaciel . Znałem go od lat więc uwierzyłem w to . Nie bardzo lubił pomagać ludziom a bywając na wsi uważał, że wszyscy chcą go wykorzystać gdyż „ ma pieniądze „ i jak raz komuś „ pozwoli „ to potem wszyscy będą chcieli wejść mu na głowę . Cóż nie mnie oceniać – pomyślałem sobie – słuchając jak Pani Bobrowiecka wyłuszcza o co jej chodzi . Okazało się , że w innej wsi oddalonej od naszej o około dwadzieścia kilometrów miła owa pani ma rodzinę a ta rodzina kupiła sobie nowy telewizor . Jak to w takich przypadkach bywa stary odbiornik okazał się być niepotrzebnym i wspaniałomyślnie ofiarowano go kobiecie , która teraz stała przede mną prosząc o pomoc . „ Niech mi pomoże „ – prosiła , tłumacząc jednocześnie , że syn , który ma samochód mieszka daleko a ten syn , który z nią jest samochodu nie ma . Mają co prawda konia i furmankę ale przecież nie skorzystają z tego jako środka transportu .

            Mając odmienne zdanie na temat pomocy oraz ludzi z mej  wsi zgodziłem się niemal natychmiast .Dodatkowym bodźcem wyzwalającym we mnie chęć pomocy było spojrzenie żony ,które mówiło – pomóż ! Byłem wówczas posiadaczem kombi więc nie było problemów by obawiać się gabarytów telewizora . Zaprosiłem panią Bobrowiecką do samochodu i ruszyliśmy . Gdy przejeżdżaliśmy obok domu przyjaciela zauważyłem jak patrzy na nas z za uchylonego okna – twarz jego ozdabiał ironiczny uśmiech .

            Droga była spokojna gdyż wiodła przez wioski omijając ruchliwe trasy . W pewnym momencie mój pasażer pokazał narożnik drogi , skryty w cieniu rozłożystego dębu i powiedział – niech patrzy, tutaj czasami w soboty, latem gdy wracam od rodziny na rowerze i gdy jest wieczór , przystanę sobie , schowam się za pniem drzewa i patrzę i słucham jak się młodzi bawią , bo tu jest dyskoteka . Poczułem się lekko zaskoczony a nawet onieśmielony tym wyznaniem . Moja pasażerka były po sześćdziesiątce …cóż i w tym wieku można być ciekawym młodych i świata –  wyjaśniłem sobie szybko . Nie zdążyłem się zagłębić myślami na ten temat gdyż już po chwili zacząłem poznawać jej życiorys. Trafiła w te strony pod koniec lat czterdziestych ubiegłego wieku wraz z rodziną niesiona falą repatriacji z ziem wschodnich Rzeczypospolitej. Na wiejskiej zabawie jej siostra poznała zdemobilizowanego lotnika , który przystojny był jak „ wie pan „ i bardzo szarmancki . Lotnik zachodził do nich do domu i wszyscy czuli , że niedługo przyśle w swaty . Przysłał ale jak się okazało nie do jej siostry a do niej ! Podobno podczas częstych wizyt w ich domu dostrzegł subtelną różnicę miedzy siostrą lubiącą się tylko bawić a nią – lubiącą się bawić ale i pilnującą porządku w domu . Ślub był huczny , lotnik jako dzielny żołnierz dostał w naszej wsi dom do zasiedlenia. Dom nie był pusty . Po prostu nocą przyjechało wojsko i w dobrym stalinowskim stylu zabrało gdzieś daleko dotychczasowych jego mieszkańców . W tym miejscu jej opowieści z niejakim zdumieniem zauważyłem , że nie miała najmniejszego wyrzutu sumienia opowiadając mi o tym wyśledzeniu niewinnych ludzi. W dalszym ciągu jej opowieści poznałem okoliczności śmierci dzielnego lotnika . Śmierci szybkiej i gwałtownej a zaraz po tym opisie gładko przeszła do opowieści o ślubie z drugim mężem z którym miła czterech synów oraz mnóstwo kłopotów . Byli raczej mało zgodni .Gdy on spał i nie miał ochoty wstać by pracować ona wkładała mu snopek siana pod łóżko i podpalała go podobno niezwykle tym mobilizując męża do zmiany zdania na temat pracy. On natomiast nie był jej dłużny i gdy Bobrowiecka wybieliła wapnem ściany on szedł do stajni nazbierał w naczynie końskich odchodów i z lubością malował nimi dopiero co odnowione płaszczyzny . Gdy o tym usłyszałem pomyślałem sobie , że był prawdopodobnie – w tym co robił -prekursorem graffiti. Ciekawe . Nasza droga dobiegła końca . Dojeżdżaliśmy do domu gdzie czekał telewizor . Ciepło jakie towarzyszyło spotkaniu z rodziną wskazywało , że siostra – ciągle podobna – nie bardzo może wybaczyć „ odbicie „lotnika . Zaryzykuję stwierdzenie , że „ uprzejmie „ wskazano nam miejsce w szopie gdzie na najwyższej półce stalowego regału stał wielki jak ZSRR flagowy produkt przemysłu elektronicznego tego kraju

odbiornik RUBIN . Wiele kiedyś słyszałem o wadze tego produktu . Teraz natomiast mogłem się o tym przekonać osobiście gdyż nie było jakoś chętnych do udzielenia mi pomocy . Przepraszam , jedna osoba była chętna– moja „ urocza „ pasażerka ale jej grzecznie odmówiłem używając oczywiście słowa – przepraszam. Podjechałem tyłem samochodu pod

szopę by skrócić sobie drogę ręcznego transportu . Nie mogłem przecież odmówić i wyjechać bez upragnionego telewizora  . Musiałem wziąć sprawę dosłownie i w przenośni w swoje ręce! Otworzyłem tylne drzwi kombi podszedłem do regału i chwyciłem diabła za rogi . Przez jakiś czas panowałem nad sytuacją trzymając w wyciągniętych w górę dłoniach potwora o wadze sześćdziesiąt pięć kilogramów .Po chwili potwór prawdopodobnie ożył i on zapanował nad moją osobą . Pokierował mną jak kobieta i razem tkwiąc w mocnych objęciach potańczyliśmy po podwórku dłuższą chwilkę . Tańcząc tak miałem okazję spojrzeć na miny osób , które odmówiły mi pomocy natomiast zostały by popatrzeć jak sobie poradzę .

Ich spojrzenia świadczyły o tym ,że dobrze się bawią patrząc na mój taniec. Wyprowadziło mnie to z równowagi i dodało sił . Adrenalina wzrosła do poziomu „ aktu desperacji „ . Okiełznałem potwora, diabła ,telewizor , zbliżyłem się do samochodu i zapakowałem go jednym zdecydowanym ruchem . Spojrzałem dumnie po wszystkich , zamknąłem tylne drzwi, otworzyłem boczne przednie i kłaniając się w pas zwróciłem się do Bobrowieckiej słowami –zechce pani wsiąść ? – czas abyśmy udali się w powrotną drogę . Pani skinęła głową dumnie , wsiadła i pojechaliśmy . Dotarliśmy do naszej wsi , podjechałem pod dom nowej właścicielki Rubina . Otworzyłem bagażnik i wówczas podszedł do nas jej syn . Spojrzał na telewizor i powiedział – eeeeeee taki ? Mam duży szacunek dla ludzi . Zawsze i do wszystkich . Tym razem jednak nie wytrzymałem widząc jak tak patrzy i czeka nie wiadomo na co . Zły jak diabeł wcielony odezwałem się zapominając o podstawowych formach grzecznościowych – sam go zabierzesz czy może każemy to zrobić matce a może ja mam go zanieść i jeszcze podłączyć ?! O dziwo zareagował bardzo grzecznie , uśmiechnął się przepraszająco i wytaszczył telewizor z mego samochodu . Odjechałem w swoją stronę a gdy przejeżdżałem obok domu przyjaciela nie bacząc na to czy patrzy na mnie czy nie ,w powszechnie znanym i karygodnym geście uniosłem palec. Pod mym domem stał już pan Stanisław, który miał nieco rozbawioną minę i powiedział – sąsiad jej pomógł ? Przecież ona wszystkich naciąga ! – zakończył. Popatrzyłem na niego przeciągle i odparłem – zawsze pomogę panu i zawsze pomogę jej jeśli uznam to za stosowne .

Wieczorem pani Borowiecka raz jeszcze pojawiła się w naszym obejściu . Podała jakąś paczuszkę i powiedziała – odmówił pan pieniędzy za pomoc więc proszę przyjąć „to”, po czym odwróciła się i odeszła. Stałem chwilkę zaskoczony . Podszedłem do żony i rozpakowaliśmy paczuszkę . Po chwili pokazywaliśmy sobie przekazując z rąk do rąk małego gipsowego aniołka .

CDN