Na Werandzie .

 

 Kilka drewnianych belek , szyb białych i kolorowych szybekpoprzedzielanych szprosami , nieznana mi ilość warstw farby – moje są dwie ,uszczerbki w kicie , okna otwierane , dwuskrzydłowe , z klamkami magicznymi ,dach kryty papą – moje dwie warstwy a spod tej najstarszej gdy ją usuwałem poczułem w dłoni coś cieplutkiego imiłego jak się okazało – ciałeczko maleńkiego nietoperka , który znalazł podnią , to znaczy rąbkiem starej zgiętej papy schronienie by doczekać zmroku .Schody do niej ze dworu wiodą  kamienne,ciężkie , że aż boli samo o nich ciężarze myślenie . Dwa fotele i kanapa ,która wabi nieustannie jak nie mnie to Pepe lub Leona,  by spocząć , lenić się , legnąć , podrzemać ,przysnąć , oddać się snom choć na chwileczkę i przez tą właśnie chwileczkęzapomnieć się  na wieki . Bo MOJA werandapozwala mi na WIEKI  zapominać się iznikać na wieki choć dla innych , którzy tego ogarnąć nie potrafią to jenominuty .

Ludziom trudno zrozumieć fakt iż weranda ma duszę . Nawet naniej przysiąść nie potrafią traktując ją jak kolejny przedpokój czy też jeszczejeden korytarz . Przechodzą mimo , nie czując , nie próbując czuć .

Ja tam swoją WERANDZIĘ czuję jak najbardziej ! Ja kochamswoją WERANDZIUNIĘ !!! Zdradzę Wam coś . Wczoraj … to znaczy z piątku na sobotęzaszalałem i … światła w domu pogasiłem , okno otworzyłem na oścież , drzwizamknąłem , położyłem się na kanapie , wpuściłem niebo , księżyc , gwiazdy ,ptaszków nocne ćwierkanie i popiskiwanie do siebie bo zdecydowałem się by spaćna werandzie . Cudnie . No cudnie było !

Co to za spanie było! Ech !!!!!!!!!!!!!!

Reklamy

Wiosenna burza .

Za oknem burza . Pewnie za chwilę wyłączą prąd . Gdyby była jesień napisałbym , że niebo spłynęło łzami rozstania a , że mamy wiosnę napiszę sobie , że o daszek mojej werandy stukają spadające z nieba kropelki szczęścia . No ! I zaraz lepiej ! Pod daszkiem lekko rozbujane wpadającym w odwiedziny burzowym wiaterkiem kiwają się a niektóre nawet podzwaniają – dzwoneczki . Jest ich dziewiętnaście pozbieranych na targowiskach różnych krajów – są moim talizmanem moimi wspomnieniami z Teheranu , Krakowa , Brna ,jakiejś austriackiej mieściny , bałkański , chiński … dziewiętnaście ? Czas na dwudziesty !

Otwarte okno , ja , na moich kolanach laptop , obok Pepe i Leon , którzy właśnie odkrywają uroki oglądania nocnego świata rozświetlanego błyskami burzy . Tylnie łapy na fotelu , przednie na krawędzi okna , nosy rozedrgane nieustannym wyławianiem zapachów jakie niesie wilgoć nadchodzącego deszczu , który budzi świat z zapomnienia , zaniechania – posuchy .

O ! kropelki wesołego deszczu kapią mi na ekran laptopa . No witojcie ! – tak sobie po góralsku do nich właśnie powiedziałem . A co ?!

Leszczyny dwie machają gałęziami i liśćmi ciesząc się z deszczu . Po prawej stronie , po drugiej , skrajnej stronie ogrodu wielki orzech włoski stoi lekko jeno się pod naporem wiatru uchylając , smutny bo w ubiegłym tygodniu mróz zakradł się nocą i podciął mu ledwie co zaczynające swój żywot listeczki … teraz pewnie odbiera spadające nań krople deszczu … jesiennie… czyli smutno.

Tak bardzo kocham dźwięk kropli deszczu jaki wydają spadającna dach . Dach nie tylko werandy , ale też pokładu jachtu , dachu samochodu . Jest jak prezent , obietnica , ofiarowanie spokoju i bezpieczeństwa .

Ciemno . Tylko na mojej kochanej wsi może być tak ciemno .Tutaj zawsze nocą „ jest wyłączony prąd”. Trzy lampy przy drodze z światłem zasłoniętym przez liście drzew są …tzn ich nie ma ! 

Jak pięknie zabłysło . No cudnie ! Liczę ….. bez grzmotu.Burza daleka , pewnie „ gdzieś tam „ wzbudza niepokój , płacz dziecka , ludzkie obawy .

Czy chcę być kroplą ? Chyba nie ale czasami zastanawiam się czy chcę być człowiekiem skoro ludzie są tacy jacy są . Kto kogo i w co zamienia w kolejnych żywotach za karę ? Karą jest bycie kimś innym niż człowiek czy też jest nagrodą ?  Może karą jest bycie człowiekiem dobrym lub złym a może nijakim . Sam nie wiem . Kara lub nagroda ma sens gdy jest czymś świadomym . Tak więc do tego by zdać sobie sprawę z faktu , że jest się bytem „ kary „ lub „ nagrody „ potrzeba mi świadomości by to pojąć . Straszne!

Tak ciemno ! Leon nagle i niespodziewanie zaszczekał  i razem z przyłączającym się do niego Pepe spoczywającym u moich stóp o mało nie przyprawili mnie o zawał .

Otwierając okno na werandzie , takie drewniane ,dwuskrzydłowe , podzielone szprosami i zaopatrzone w szyby małe i szybki mniejsze chwytam za klamkę , która jak i okno ma ponad siedemdziesiąt lat i zastanawiam się kolejny raz kto kiedyś chwytał ze tę klamkę . Czy ktoś jak ja teraz siadał przy nim i popatrywał w ciemność nocy dzieloną światłem błyskawic. Czy miał swojego Leona i Pepe , czy też lubił kropelki stukające o jego dach, czy zastanawiał się nad tym kim lub czym być ?

Nigdy się nie dowiem .

Słabnie burza . Dzwoneczki ucichły . Leon i Pepe zasypiająma kanapie pod oknem pomrukując sobie nawzajem zapewne dzieląc się przed snem wrażeniami z przebytego dnia .

Może być Jętką ?! Ta podobno żyje jeno chwilkę ! Jaki to luksus ! Być obywatelem świata przez chwilę i bez zobowiązań ! Chyba nie …podobno wędkarze jej larwy wbijają na haczyk . Bryyyy . Na hak za siódme żebro wieszano zbójców ! No … zbójem to ja nie jestem , nabity na hak też raczej nie chcę być. To tyle na temat jętki .

Jutro dzień .   

Nie chce mi się .

Coraz bardziej mi się nie chce .

Nawet bardziej niż bardziej mi się nie chce .

Za chwilkę zamknę laptop , położę się na kanapie pod oknem werandy , Leon wtuli się za moje plecy , Pepe tradycyjnie pokręci się trochę apotem zacznie grzać swym ciałkiem mój brzuch a ja popatrzę w okno werandy ,przymknę po chwili powieki i oddam się słuchaniu kropelek .

Noc , ciemno , burza odeszła , cisza , kropelki , ciiiii,sza…. , ciii iii, szaaaa . ciiii ….

Kropelki .

Pa .  

Być jak …

Miła Vi napisała  … to znaczy raczyła do mnie napisać w chwilach gdy byłem nieobecny  ( jakich  – chwilach ! co ja wypisuję – chwilami nazywam miesiące ? ) , że powinienem się odezwać choć  słowem , literką na blogu gdyż on – to znaczy ów blog – jest formą , przejawem , miejscem naszej terapii , naszego miejsca gdzie możemy coś powiedzieć , coś z siebie wykrzyczeć , dąć znak , sygnał … .Tak przynajmniej to zrozumiałem . Nigdy tak nie traktowałem moich blogów alegdy usiadłem na mosteczku w moim czakranowym uroczysku naszła mnie myśl , że …

Zamknięci  jesteśmy w swojej świadomości tak bardzo , że nawet jako ludzkość wynaleźliśmy kajdanki by spętać swe dłonie w chwili … czy też chwilę przed momentem gdy zrozumiemy jak bardzo  ego jesteśmy szaleni  i jak bardzo sami siebie ograniczamy a robimyto do tego stopnia , że zrozumiawszy to możemy sami sobie zrobić krzywdę …kajdanki .

Bruno Schulz . Drohobycz. Ściany . On sam . Wokół świat wirujei szaleje , traci kontrolę nad samym sobą . Pozostają mu okna . Podchodzi ostrożnie . Męską dłonią chwyta firankę , lekko ją odsłania by zobaczyć „ z bliska ulicę „ . Strach . Ból . Co jest „ bardziej „ ? Strach czy ból ? Kanapa, wzrok wbity w okno co przed chwilą było widokiem na świat a teraz jest prostokątem w ścianie . Ściany . Są bezpieczne . Są widoczne tylko od zewnątrzlub od wewnątrz . To dobrze . Myśl , pewność . Moje to co od wewnątrz ich to odzewnątrz . Moje … ich … dwa światy . Wybrał . Podchodzi do ściany , zastanawia się , ręka pewna , unosi się , pędzel , pierwsze ruchy . Krzyk . Każdy ruch pędzla to krzyk . Zamknięcie . Kolory , twarze , oczy , włosy , usta , źrenice, szczupłe sylwetki , wszystko krzyczy !!! Papieros gaszony w popielniczce nerwowym ruchem , kieliszek , dym co układa się w pokoju o drzwiach i oknach zamkniętych płaszczyznami wydechów znacząc rakowe ślady . Obojętność ? Może raczej zatracenie w cienkiej warstwie pomiędzy zewnętrzną a wewnętrzną warstwą ściany  i próba w tym zatraceniu sprowokowania lubwręcz przeciwnie ucieczki … zachowania w tajemnicy ?

Bruno Schulz na ścianach swego mieszkania w Drohobyczu pisał pędzlem swój  blog a świat ogarnięty szaleństwemi żądzą władzy nie dostrzegł tego co najważniejsze .

Blogi są tym co robił Bruno ? Są naszymi ścianami do zapisywania naszego cierpienia , naszych radości , naszych chwil ?

Nie wiem . Nigdy Nie byłem w Drohobyczu , nigdy nie widziałem Tych Ścian . Przez chwilę byłem … czułem …  

Wszystko .

Być jak Bruno Schulz ? Dlaczego by nie ?! Tylko jak????????????????????????

Nie da się .

Vi …

Dziękuję . Kolejny raz pomogłaś mi , Dziękuję .

Moje niewinne majowanie

  

W uroczysku niewielkie zmiany .Rozebrano tamę , którą bez pozwolenia aczkolwiek wiedzione instynktem wybudowały pewnego lata bobry  a potem wody to już tylko przybywało , przybywało , przybywało i tyle przybyło , że zrobiło się niebezpiecznie . Niebezpiecznie rzecz jasna dla ekoSYStemu  a nie dla ludzkości tej w skali mikro a nawet mikro bardzo a makro to już nawet najbardziej . Ocalał natomiast od zagłady mostek , który został zbudowany przed wielu laty  z akacjowych polan by spiąć dwa brzegi strugi        ( jak ja kochamte słowo !!! ) choć czas bobrowego zapamiętania powyginał go i wymęczył tak bardzo, że gdy dwa dni temu ujrzałem go pomyślałem , że tak może wyglądać mostek , który ma reumatyzm . Mostek nie może mieć reumatyzmu ? Może ! Jak stoi w wodzie przez kilkadziesiąt lat i w tym czasie także sporo pod wodą a z drewna jest i choć ściętego kiedyś drzewa zbudowany to jednak zawsze wiosną jakiegoś maleńkiego pączusia kwiatowego wypuszczał – chyba , że mi się zdawało … ale gdzie tam ! Jestem tego … to znaczy pączusia widzenia pewien !!!  Reumatyczny , powyginany ale dziarski gdyż mnie i mój rower puścił  suchą stopą .                                                Ruiny starego młyna zamieszkane przez zjawiskową M . przywitały mnie słońcem ,delikatnym szumem wiatru , który rozpędziwszy się na polach dalekich wpadł do lasu w którym na każdym drzewie impet tracił a mnie zobaczywszy zakręcił wmiejscu ,  spoczął na dębowych liściach , akacjowych gałęziach po czym przysiadł na moich ramionach . Jesteś wreszcie –usłyszałem . Pogładziłem go delikatnie  . Musiałem tak . Wszystkim się zdaje , że wiatr to bezmyślna  silna bestia a prawda o nim jest taka , że goni nieustannie po świecie z tęsknoty , z rozpaczy , dla zapomnienia o swym cierpieniu . Kiedyś może o tym opowiem podobnie jak On opowiedział mi swoją historię . Najpierw jednak musi  na to wyrazić swoją zgodę a kiedy to zrobi skoro tak gana , gna i gna ? Woda co kiedyś obracała młyńskie koło  zaszemrała radośnie i figlarnie pokropiła mnie po twarzy gdy nachyliłem się nad jej tonią by w nią spojrzeć  i na powitanie spytać– co mi powiesz ? Plusku , plusku , plusku , plusku – powiedziała . Niesamowite! – odpowiedziałem i rozsiadłam się jak panisko na MOIM mostku . A co ?!Wszystko w uroczysku jest moje ! Moje – wykochane każdym zmysłem , każdym czuciem , każdym nerwem , każdą myślą tam zostawioną , każdym spojrzeniem wypieszczone , każdą chwilą rozłąki łzą opłacone , każdą zimą co bielą spadającego płatka śniegu ginie w toni wody ,każdą wiosną co przywołuje mnie jak zew , każdym latem co każe podziwiać promienie słońca co kres swego ku ziemi nieprzytomnego z gorąca biegu ukojenieznajdują w chłodnej toni wody i każdej jesieni , która niczym matka puszcza mnie w podroż nieznaną liśćmi co do wody spadają choć wczoraj jeszcze pyszniły się pięknem i o swym trwaniu po wsze czasy pewne były .               Zrozumiałem . Ja kto dobrze , że właśnie tego roku w którym święta Wielkiej Nocy tak bliskie były pierwszej zieleni i majowego uniesienia . Wszystko od nowa się zaczyna i siedząc na mostku  zrozumiałem , że i ja także po raz kolejny się zaczynam . Po raz kolejny choć tym razem szczególnie ale to już … .                                                                                                                                                                                             Zobaczyłem młyn nad cudną rzeczką z balkonami zabudowanymi werandami , które kolorowymi szkiełkami okiennych witraży cudnie migotały w promieniach słońca łamanychprzez drżące bo słabe jeszcze wiosenne liście i falującą bo wiosenną mocą wzburzoną wodę . Zobaczyłem staw i ogród zadbany i warzywnik i drzwi do loszku w skarpie ukrytego i drogę wiosenną bujnością zieleni zarośniętą , którą później w czas żniw  koła wozów kolejny raz zaznaczą złotem piaszczystych kolein . Pięknie ! To były piękne chwile . Jak to było w tej piosence ? W życiu piękne są tylko chwile ?  Rozglądałem się wokół . Ptaki dawały nieustający koncert , którego dźwięki natchnione uczuciem miłości , wiosennej miłości nawoływały się na tajemne spotkania  gdzieś tam pod konarem, pod gałęzią coświeżym listowiem daszek im na schadzkę uszykowała , pod deską mosteczka ,gdzieś tam … . Ja . Ja w tym wszystkim . W tej wiośnie,  w tym majowaniu ciepłem , słońcem , radością życia i chęcią czy może raczej nadzieją , że się uda by zacząć od nowa . Z tymi wszystkimi moimi obawami , nadziejami  a tak przy tym nieistotny i nie były ! Przecież liści, kropli w wodzie , promieni słońca , w uroczyskutylko jest więcej niż cząstek mojego ciała . Mnie nie ma ! To znaczy jestem !Jestem częścią uroczyska . Nie ma mnie natomiast  w świecie ludzi . Zwłaszcza ludzi tych miałkich, nijakich , kłamców i tych co za trzydzieści … .

Uroczysko mówi … chodź , chodź , chodź a ja z każdym dniem coraz bardziej gotów jestem bez słów odpowiedzieć , że jestem , że idę  , że jestem gotów i już dłoń na powitania odwzajemnienie przez M. podaję tylko … jeszcze troszeczkę , jeszcze ciut , ciut, ciut .

Ps.

Dziękuję wszystkim tym , którzy czekali , trwali  wierzyli i są . Bardzo a może nawet bardziejniż bardzo ?