Bajanka o tym co wolno a co nie …

Dziadku? Odezwał się pytająco mały szkrab. Tak? Odpowiedział pytająco ów dziadek. Dlaczego coś wolno albo nie ? Dziadek domyślał się, że oto nadszedł kres miłych chwil, podczas których obaj z wnukiem leżeli na hamaku.Mało tego, że leżeli! Robili to od jakiegoś czasu milcząc, co było niezwykle interesujące.Co prawda, mały, co jakiś czas coś tam sobie mruczał pod nosem, podśpiewywał lub rozmawiał z kimś, w nieznanym dziadkowi języku i mając przymknięte oczy,ale dodawało to tylko uroku ich wspólnie spędzanemu czasowi. No i jeszcze się w tym hamaku bujali, a czy jest coś przyjemniejszego na świecie dla dziadka, gdy buja się z swoim wnukiem, leżąc na hamaku i słuchając ptaków, majowych odgłosów oraz tego jak wnuk gaworzy sobie coś pod nosem w kompletnie nieznanym języku? Takie chwile określa się mianem świętego spokoju. Patrząc jak słońce prześwituje przez liście jabłoni, a słońce „ złotej godziny „ rzuca piękne cienie dokoła dziadek odpowiedział.                                                                                                                 Skoro pytasz to nie wiesz, a skoro nie wiesz to należy tobie odpowiedzieć i nie tylko, dlatego to zrobię, że znam odpowiedź,ale także, dlatego, że zawsze powinno odpowiadać się na zadane pytania. No czasami są od tego wyjątki, ale o tym może innym razem? Dziadku, dlaczego! Rozumiem. Otóż bardzo dawno temu było sobie na ziemi, państwo, w którym żyli bardzo szczęśliwi ludzie. Nie musieli wiedzieć, co wolno, a czego nie wolno gdyż wszyscy byli: mądrzy, dobrzy,piękni, wyrozumiali, szczerzy. Tak, więc wszystko, co robili było dobre. Ich król,– bo były to czasy, gdy na ziemi były tylko królestwa – był z nich najmądrzejszy i najlepszy. Pewnego razu, gdy któryś z mieszkańców tego państwa miał jednak pewne wątpliwości, co do tego czy mu coś wolno czy nie, przyszedł do niego z pytaniem – czy mi wolno …? Król, który uwielbiał czytać, pisać i nic nie robić, a najbardziej nie rządzić i nie odpowiadać na takie pytania, polecił owemu mieszkańcowi przyjść za tydzień.                                                                                                                                                                     To co ten król, dziadku, robił cały czas, nic nie robił i nie pisał i nie czytał? Jak to, co? Odpoczywał i myślał! To są dwie najważniejsze czynności, jakich człowiek może pragnąć. Tak jak my teraz,wnuczku. Leżymy, odpoczywamy, myślimy i rozmawiamy – czy to nie piękne? I co dalej w opowieści dziadku? Gdy minął tydzień, ów mieszkaniec królestwa ponownie pojawił się w królewskim pałacu, stanął przed obliczem króla i już, już miał otworzyć usta by zadać to samo pytanie, król przyłożył swój królewski palec do swoich królewskich ust, nakazując tym milczenie i gestem swej królewskiej dłoni,nakazał owemu obywatelowi po podążył za nim. Po jakimś czasie, doszli w zakątek wielkiego królewskiego ogrodu, gdzie stały wielkie, ogromne, Kamienne Wrota. Były tak wielkie, że aż przerażały swoja wielkością. W górę sięgały nieba a na boki sięgały swoimi krańcami pod mury wielkiego królewskiego ogrodu. Zdumiony obywatel spojrzał na króla tak zdumionym wzrokiem, że król przewrócił swoimi królewski oczyma – o tak i tutaj dziadek pokazał wnukowi, jak – aby pokazać swoje rozczarowanie oraz niechęć do tego, że zaraz będzie musiał coś tłumaczyć.Machnął też dłonią. Tak dziadku? Zapytał mały, machając całkiem udanie dłonią. Tak– odpowiedział dziadek z uśmiechem, po czym zadał sobie w myślach pytanie, – pokim ty to masz łobuziaku jeden? Jeszcze chcę opowieści dziadku, opowiadaj proszę!Tak, więc gdy król przewrócił już swoimi oczyma, machnął swoją królewską dłonią– kontynuował dziadek – westchnął jeszcze po królewsku, po czym odezwał się w te słowa. To są Wrota do wiedzy i zrozumienia siebie samego. Tu masz do nich klucz.Klucz przekręcisz, Wrota popchniesz, one się otworzą i już będziesz wiedział. Co? Kto? Ja? Królu! Jak nie dam rady otworzyć tak Wielkich Wrót ? Dasz, dasz – odpowiedział król. Jak ja dałem, to ty też dasz– kontynuował Król. Panie ty jestem królem a ja nie! – zaprotestował obywatel. Tak sądzisz, że twoja chęć uzyskania odpowiedzi na pytanie jest inna niż moja? Popatrz,król mówiąc to słowo podszedł do jabłoni, wskazał palcem na jabłko i zapytał obywatela,– jaki ono ma kolor? Czerwony królu – odpowiedział obywatel. No dobrze!- Odpowiedział król uśmiechając się wesoło, czym dodał pewności siebie obywatelowi. Zadaj mi pytanie,jaki kolor ma to jabłko, polecił król obywatelowi, a gdy ten to uczynił, król odpowiedział – czerwone.  Obywatel aż zaklaskał w dłonie i podskoczył z radości, po czym zawołał – król odpowiedział , tak samo jak ja, na to same pytanie! Panie, królu mój, czy więc i ja jestem królem?Przecież mamy te same pytania i takie same na nie odpowiedzi. Król przysiadł nieco zrezygnowany na progu owych wielkich kamiennych drzwi i odpowiedział –królem jestem ja i to nie, dlatego, że mam pałac, królewski ogród i królewską żonę,ale dlatego, że ja mam Wrota. Ty tych Wrót nie miałeś. Czy to rozumiesz obywatelu?Obywatel ów zaś odpowiedział – wybacz moje pytanie królu! Jakim głupcem byłem? Król wstał, otrzepał swoją królewską dłonią, królewską tunikę, z królewskiego kurzu,po czym powiedział. Weź ten klucz obywatelu. Od dziś jesteś Wielkim Klucznikiem Poznania Tego, Co Wolno i Tego, Co Niewolno – skoro już tak tobie zależy na tytułach.  Masz wszystkim, co będą tu przychodzić pozwalać otwierać te Wrota. Czy to jasne? – Zapytał król. Tak panie – odpowiedział obywatel, a król odszedł uradowany,że ma wreszcie święty spokój. Od tej pory wszyscy obywatele, którzy mieli jakieś wątpliwości przychodzili do Klucznika a gdy pchnęli Wrota już wiedzieli,co im wolno a co nie. Król zaś odpoczywał i miał wreszcie święty spokój. Szczęśliwi obywatele chodzili po królewskich ogrodach na paluszkach                     Teraz zapewne zapytasz mnie drogi wnuczku, dlaczego skoro już tak dawno wiedziano, co wolno a czego niewolno to, dlaczego tego niewiemy dzisiaj-prawda? Tak dziadku – odparł mały. Wyobraź sobie mój wnuczku, że pewnego razu miało miejsce wielkie trzęsienie ziemi i całe królestwo zniknęło pod wodą. Ludzie się, co prawda uratowali na łodziach, ale Kamienne Wrota przepadły,zginęły, zniknęły i do dziś ich nikt nie może znaleźć, przez co mamy nieustanne wątpliwości, co nam wolno a czego nie. Co się stało z królem dziadku? Wszyscy sądzą,że zginął, ale podobno ktoś widział jak niesiony na grzbietach wielu delfinów odpływał wraz królową w przeciwną, niż łodzie wypełnione uciekającymi obywatelami,stronę i czytał książkę. Podobno dało się też słyszeć jak powiedział dokrólowej – no wreszcie mamy święty spokój. Dziadku? Tak? A jak się nazywało to królestwo?Atlantyda – odparł dziadek. Wiedziałem! – Zawołał wnuczek. Tak? Skąd? Zapytał dziadek, ale nie doczekał się odpowiedzi,bo wnuczek właśnie przymknął oczka i coś w sobie tylko znanym języku, mruczał do siebie lub do kogoś, kogo dziadek nie potrafił dostrzec.

Reklamy

Pan Milczek w Uroczysku

  

Wreszcie mogłem znaleźć czas, by odwiedzić Uroczysko . Nie będę ukrywał , że byłem za tym miejscem stęskniony . To chyba żaden wstyd , że dorosły ,  dojrzały , a nawet przejrzały facet  ma , od czasu do czasu  , ochotę pobyć sam. Czy to coś złego , że ja mam taką ochotę nader często i lubię takie chwile spędzać w Uroczysku? Cóż ? Bywa !
No to sobie zaszalałem i byłem tam kilka razy, w wolne dni, długiego majowego weekendu . Pierwszą podróż odbyłem , tradycyjnie już – na rowerze . Jak się okazało był to doskonały pomysł . Szybko dojechałem na miejsce , a potem prowadząc rower mogłem obserwować zmiany jakie zaszły w Uroczysku przez ostatnich sześć miesięcy . Bobry zmieniły miejsce zamieszkania . Nie bardzo wiem co było powodem tej przeprowadzki . Mógł je ktoś przestraszyć , mogli je przesiedlić leśnicy , a może same zdecydowały ? 
Skutkiem ich przeprowadzki tama się rozpadła , woda opadła, a mostek tak jak powinno być ,znalazł się nad poziomem wody . Myślę , że bobry wrócą w to miejsce gdyż wydaje się ono , być dla nich stworzonym . 
Leśnicy wbijają dziwne kołki w ziemię , na środku dróg , ścieżek, skrzyżowań , spryskują je odblaskowymi farbami . Mam nadzieję , że nie planują budowy drogi czy też szlaku turystycznego . To moje miejsce !
Siedziałem nad brzegiem jeziorka . Byłem sam i obserwowałem grę słonecznych promieni na jego tafli , burcie łodzi , jej dnie, przybrzeżnych trzcinach i wielkiej pajęczyny rozpiętej przez olbrzymiego pająka na gałęziach wystających z dna, nad powierzchnię wody . Siedziałem tak dłuższy czas . Czekałem na ” złotą godzinę ” . Każdego dnia , przed zachodem słońca jest czas  ” złotej godziny „. Właśnie wówczas ,słońce świeci najsubtelniej , nie parzy , daje wiele cieni , migotanie , ciszę . Szalałem ! Znalazłem wiele ciekawych ujęć , z których jestem naprawdę bardzo zadowolony . Jak zawsze z samych zdjęć mniej . I co z tego ? Chociaż ze znajdowania ciekawych ujęć jestem dobry – sam siebie uspokajam . 
Ciszę przerwał łoskot . Wydawał się być mi znajomym . Takie uderzenie ” po wodzie ” z reguły wydawał wielki , spławiający się karp lub spory , wściekle atakujący szczupak .
Wstałem , kilka kroków po dnie łodzi i już spoglądałem w miejsce , w którym według mego doświadczenia miałem dostrzec wielkie , rozchodzące się po tafli wody jej kręgi . Nic z tego ! Byłem absolutnie zaskoczony gdy spostrzegłem jak w powietrze wzbija się wielki orzeł bielik ! ( MV i M – wybaczcie ) . Jaki on był wielki !!! Szybko wycelowałem w jego stronę lufę obiektywu i zaszalałem z migawką zapominając , że aparat jest ustawiony na ” artystyczne ” ujęcia . Tak więc mam orła, ale tylko dla siebie, bo ” orzeł był pękł ” . Co to oznacza ? To już zupełnie inna opowieść .
Dwa dni później udałem się do Uroczyska pieszo . Nie chciałem się ograniczać rowerowym obciążeniem . Postanowiłem iść wzdłuż jednego brzegu rzeczki , dojść do ruin młyna i wracać drugim brzegiem . Przy ruinach, jak zawsze , zapomniałem się we własnych rozmyślaniach , problemach , rozmowach z samym sobą i tymi , którzy są mi bliscy , a nie mogą wiedzieć , że z nimi rozmawiam . To dość ciekawy zwyczaj ale go polecam . Warto . Nieustannie, a mija już chyba dwunasty rok , nie mogę przeboleć dewastacji młyna . Postanawiam więc brodząc po płyciźnie i pijąc wodę z rzeki , że gdy wygram w lotto kupię ten teren od lasów i odbuduję młyn . Mam po co grać w lotto ! Z zamyślenia wyrwał mnie mój przyjaciel wiatr targając wierzchołki koron drzew . Czas był wracać . Drugi brzeg rzeczki , choć częściowo mi znany wprawiał mnie w dziwny stan . Nie bardzo potrafiłem sobie wytłumaczyć dlaczego tak się dzieje.
Minąłem Trzy źródła , Niechciane wzgórze , omijając bardzo podmokły teren i wróciłem na brzeg rzeczki . 
Poczułem na sobie czyjś wzrok . Odwróciłem się , spojrzałem w górę , na drzewa i zobaczyłem  Pana Milczka . Pan Milczek milczał , miał przymknięte oczy , zaciśnięte oczy i zdawał się cierpieć . Poniżej niego , zwalone pnie drzew zaległy nad rzeczką ,tworząc naturalny most . Postanowiłem nim przejść z badać ” ląd ” po drugiej stronie rzeczki . Uważaj ! Co ? Kto? Rozglądałem się wokół szukając osoby wypowiadającej to słowo . Uważaj – padło raz jeszcze . Spojrzałem w stronę Pana Milczka . Miał z lekka otwarte oczy , usta i oczy . Bardzo delikatnie . Nie patrz tak ! – dodał po chwili . Widząc moje zdumienie kontynuował – Dostrzegłeś mnie tylko Ty od dnia , w którym pojawiłem się tu po raz pierwszy więc tobie pomogę – przemawiał . Inni tego nie potrafili i … . I ? – zapytałem . I topielica się cieszyła . ??? Tak Topielca ! Nim przejdziesz przez most spójrz na dno , a zobaczysz . Pan Milczek zamknął oczy , usta . Przemawiałem do niego jeszcze chwilę , apelując o rozmowę , ale bez skutku . Zszedłem do mostku , spojrzałem na dno rzeczki i zrozumiałem . 
Zrozumiałem też , że Uroczysko to uroczysko , że ja stałem się jego częścią .
Panie Milczku …

Ptaszki .

Są takie ptaszki , które w swej nazwie mają coś wspólnego z dymem , kominem, popielnikiem ? Są na pewno , wiem to , co do tego nie mam żadnych wątpliwości ! Mam natomiast  dla nich domek, na ścianie mojego domu . Zapomniałem tylko, jak się nazywają . Popiołki, piecuszki , kominiuszki ? Na pewno nie kominki .                                                                                               Otóż któregoś roku, dzięki mojemu koledze , którego bardzo cenię za podejście dożycia , umiłowanie przyrody i „ to coś „ , zostałem posiadaczem kilku ptasich ,domków lęgowych . Mało tego ! Otrzymałem je od niego , wraz z usługą montażu . Przyjechał do mnie na wieś – sam już , od jakiegoś czasu , chyba dwóch czy trzech lat ,był  swobodnym wieśniakiem  – pragnąc pomóc mi w wiejskich początkach .Nie tylko zajął się pierwszą, wiosenną ,przycinką drzew owocowych, ale właśnie sprezentował mi , owe domki lęgowe. Jeden  z nich był inny niż pozostałe . Te „ pozostałe „ miały różnej wielkości , okrągłe , otwory wejściowe , ten jeden zaś , miał otwór prostokątny , na całej długości frontowej ściany . Zamieszkają w nich – mówił kolega – ptaszki ( tu wymieniłich zapomnianą przeze mnie ich nazwę). Są one niezwykle życzliwie usposobione do ludzi , lubią ich towarzystwo i cudnie śpiewają . Kolega wyjechał , ja straciłem z nim kontakt ,czego żałuję do dziś , a domek lęgowy,  od jakiegoś czasu stoi , a właściwie wisi na ścianie mojego domu pusty . Bywa. Któregoś wiosennego dnia tego roku ,przypomniałem sobie jak znalazłem pod nim , na ziemi , dwa, małe ptasie ciałeczka . Wiedziałem kto je uśmiercił . Za gospodynię na moim terenie ,uważała się wielka sroka i jej rodzina , która przeganiała wszystkie ptaszki z mojego ogrodu .  Ja natomiast ożywiłem swoją pamięć owym wspomnieniem i w głowie zabrzmiały mi śliczne trele dwóch małych ptaszków , siedzących na haku wbitym w ścianę mojego domu , skrytym pod liśćmi winogrona. Zatęskniłem . Postanowiłem wyczyścić domek , odnowić go , oraz zbudować system antysrokowy . Na dachu domku , zamontowałem kilka patyków uniemożliwiających srokom siadanie ,zaglądanie do jego wnętrza  , a tym samym niszczenie jajek . Teraz czekam. Czekam aż pojawią się – piecuszki ?

Wracajcie proszę . Wszystko gotowe . Właśnie skończyłem remont !

ps. Byłem w uroczysku a jutro Zielona Góra . Zaczyna działać w moim domu internet , a więc ….

Ptaszki .

Są takie ptaszki , które w swej nazwie mają coś wspólnego zdymem , kominem, popielnikiem ? Są na pewno , wiem to , co do tego nie mam żadnychwątpliwości ! Mam natomiast  dla nichdomek, na ścianie mojego domu . Zapomniałem tylko, jak się nazywają . Popiołki, piecuszki , kominiuszki ? Na pewno nie kominki .                                                                                               Otóżktóregoś roku, dzięki mojemu koledze , którego bardzo cenię za podejście dożycia , umiłowanie przyrody i „ to coś „ , zostałem posiadaczem kilku ptasich ,domków lęgowych . Mało tego ! Otrzymałem je od niego , wraz z usługą montażu . Przyjechałdo mnie na wieś – sam już , od jakiegoś czasu , chyba dwóch czy trzech lat ,był  swobodnym wieśniakiem  – pragnąc pomóc mi w wiejskich początkach .Nie tylko zajął się pierwszą, wiosenną ,przycinką drzew owocowych, ale właśnie sprezentowałmi , owe domki lęgowe. Jeden  z nich byłinny niż pozostałe . Te „ pozostałe „ miały różnej wielkości , okrągłe , otworywejściowe , ten jeden zaś , miał otwór prostokątny , na całej długości swejfrontowej ściany . Zamieszkają w nich – mówił kolega – ptaszki ( tu wymieniłich zapomnianą przeze mnie ich nazwę). Są one niezwykle życzliwie usposobionedo ludzi , lubią ich towarzystwo i cudnie śpiewają . Kolega wyjechał , jastraciłem z nim niedługo kontakt ,czego żałuję do dziś , a domek lęgowy,  od jakiegoś czasu stoi , a właściwie wisi naścianie mojego domu pusty . Bywa. Któregoś wiosennego dnia tego roku ,przypomniałem sobie jak znalazłem pod nim , na ziemi , dwa, małe ptasieciałeczka . Wiedziałem kto je uśmiercił . Za gospodynię na moim terenie ,uważałasię wielka sroka i jej rodzina , która przeganiała wszystkie ptaszki z mojegoogrodu .  Ja natomiast ożywiłem swojąpamięć owym wspomnieniem i w głowie zabrzmiały mi śliczne trele dwóch małychptaszków , siedzących na haku wbitym w ścianę mojego domu , skrytym pod liśćmi winogrona. Zatęskniłem . Postanowiłem wyczyścić domek , odnowić go , oraz zbudowaćsystem antysrokowy . Na dachu domku , zamontowałem kilka patyków uniemożliwiającychsrokom siadanie na nim ,zaglądanie do jego wnętrza  , a tym samym niszczenie jajek . Teraz czekam. Czekam aż pojawią się – piecuszki ?

Wracajcie proszę . Wszystko gotowe . Właśnie skończyłemremont !

ps. Byłem w uroczysku a jutro Zielona Góra . Zaczyna działać w moim domu internet , a więc ….