03.09.2012 godzina 21.10

Koniec sierpnia . Niby nic . Koniec sierpnia . Dla mnie to jednak czas szczególny . Sierpień to Powstanie Warszawskie . Pamiętam , wyszedłem z hotelu Warszawa , kupiłem w kwiaciarni kwiat , położyłem go na wielkiej białej płycie , Plac Powstańców Warszawy . Był to jedyny kwiat . Mój kwiat . Jedyny . Za plecami miałem antykwariat , bar mleczny , obok siedzibę NBP , w powietrzu zatrutą spalinami Warszawę . Rok był pamiętny 1981 .

Sierpień to też … inaczej . Kwiecień – obietnica . Maj – rozbuchanie . Czerwiec – zmęczenie miłością . Lipiec – odpoczynek . Sierpień … no właśnie ! Sierpień – przemijanie ? Może .
Sierpień to też Solidarność , Gdańsk i ON , LECH WAŁĘSA . 
Sierpień to też chwila zadumy i stwierdzenie – nie zrobiłem zdjęcia !!!! 
Sierpień to także czas, w którym stwierdzam , że mija rok . Z roku na rok , coraz bardziej bolesne stwierdzenie . Sierpień zaczyna mnie boleć . W sierpniu jest czas wielkiej ilości spadających gwiazd , a ja mam niebo nocą zachmurzone , a ja zapominam siąść na leżak i zagapić się w nocne niebo , a ja  , a ja , a ja .
Wróciłem do biegania . Po blisko dwunastu latach przerwy . Najpierw skromniutko , trzy minutki truchtu , minuta marszu . Tak by razem było ze dwadzieścia minut . Po kilku dniach łączyłem te ” trzy minutki „, sklejałem je potem , wysiłkiem . Dwadzieścia minut bez przerwy ! Hura ! Zawziąłem się . Zawziąłem się ,by udowodnić sobie , że jeszcze coś potrafię , że twardy jestem mimo wieku , że pokonam wszystkich i wszystko , że dam radę , że zgubię te kilka zbędnych kilogramów , że pokonam przestrzeń , dystans , czas .
Sierpień , mój wysiłek . Nie dość , że poobijany psychicznie , to teraz jeszcze te zakwasy.
Jednego dnia dałem czadu . Dwadzieścia cztery kilometry na rowerze , piętnaście minut przerwy , osiem kilometrów biegu , a po godzinie przerwy pięćset metrów pływania . No!
Sierpień zamknąłem, bieganiem ośmiu kilometrów dziennie, przez siedem dni w tygodniu. Po co mi to ? Ciśnienie spadło do 125/84/80 , czuję się świetnie , łapię kondycję , chce być silny , po czterdziestu minutach biegu mam euforię i tam . Wszystko to po to by umierać kiedyś tam , długo i boleśnie ? Dupa ! Zawsze chciałem zgasnąć jak płomień świecy .
Sierpień to też wrzesień . Nieodłączne są te dwa miesiące . 04.45  pierwszego września . Do końca moich dni będę pamiętał ten czas , datę . Pierwszego września , około godziny 10.00 siedzimy przy stole , pijemy kawę , a słońce co już nie w sierpniu ale jeszcze nie na dobre we wrześniu , głaszcze nasze głowy . Patrzę w niebo , błękitne , bez jednej chmurki i mówię  – siedemdziesiąt trzy lata temu , tutaj , na tym ogrodzie , być może siedzieli Niemcy . Spoglądali w niebo , widzieli swoje samoloty , być może słyszeli huk spadających bomb , odgłos wojennej bitwy .Tato ! Przestań ! – powiedziała córka , wprawiając swe oczy w dziwny pląs . Nie mogłem . To znaczy mogłem , tak na głos przestać , ale zabrałem filiżankę i odszedłem na bok . Siadłem na trawie , pod orzechem , sam i się cudownie wkurzałem . Wkurzałem , bo jakim prawem ten austriacki kapral , postanowił zabierać  życie nam Polakom ? Jakim prawem niemiecki naród , godny wówczas , w ten czas , austriackiego zakompleksionego  ignoranta zabijał takich jak ja , jak Mój Książę jak Moi Bliscy ? Gnoje ! Lepiej mi , a także im nie spotykać się ze mną w czas Powstania i Pierwszego Września . Lepiej nie ,bo ja , jeszcze pamiętam wycieczkę z Mamą na Westerplatte i skoszone salwą pocisków pnie drzew , które kłaniały się płacząc. Dotykałem je , małymi dłońmi , czułem jak drgają jeszcze … . Dość.
Coś , tam , w tle , za ściną gra , TV . Najchętniej wyszedł bym teraz z domu i pobiegł . Tak bardzo daleko , tak bez końca , tak by … . Ciemno już za oknem , sierpniowo-wrześniowy czas . Czy ja wiem ? 
Jest godzina 22.00 , chyba czas kończyć .



Reklamy