Cieszyńska Bajanka cz. 26 – czyli Skrzypek Hercowicz wysiada , nieco nas zasmuca , wsiadają trzej kawalerowie ” J ” i nieco nas zaciekawiają .

Gdy Cieszyński Uwodziciel zakończył swoją niecodzienną i co tu ukrywać także dość tajemniczą opowieść, oraz bardzo miłą dla mych uszu pieśń, zapadła cisza co było oczywiste i nie powinno nikogo dziwić. Nie powinno, więc i nie dziwiło . Skrzypek Hercowicz uśmiechnął się , w jego czarnych jak węgliki źrenicach, zabłysły iskierki , lekko skłonił się , po czym wyprostował i smyczkiem od swych skrzypiec , na których jakże pięknie grał jeszcze przed chwilą, wykonał salut niczym wytrawny szermierz po skończonej walce na szpady . Hercowicz – dziękuję – powiedział Cieszyński Uwodziciel , a ja wykorzystując to iż ów młodzian stał jeszcze w powozie – dodałem od siebie – ja także . Jakże miły młodzian prawda ? – zapytał Uwodziciel . Tak – odparłem , a po chwili podczas której trwania kurier Pani Baronowej jakoś dziwnie się zamyślił , powiedział –  wróżyłem mu tak wielką przyszłość . Czy Pan wie , że już niedługo nikt tak jak on nie potrafił by zrobić  Szuberta ? No brylant – dodał i wówczas także dodałem i ja – no istny cud .  Roześmialiśmy się obaj tylko , że jego – mojego rozmówcy – śmiech był jakiś przytłumiony, trącający nutką smutku , żalu ? On nie wiedział , że ja wiem , ja się nie dziwiłem niczemu przy nim , a więc także temu . Może to zbyt zawiłe , ale tak było . Hercowicz odszedł w kierunku ulicy Przykopa , a my ruszyliśmy dalej . To znaczy powóz zaprzęgnięty w dwa czarne jak noc konie , a skoro w nim siedzieliśmy ruszyliśmy także i my .

Nie ujechaliśmy jeszcze nawet stu metrów, gdy po naszej prawej stronie dostrzegliśmy trzech młodzieńców , którzy machali do nas dłońmi w sposób wskazujący na to , że chcą nas zatrzymać . Cieszyński Uwodziciel gdy tylko ich dostrzegł, powiedział do mnie – pozna pan za chwilkę ciekawych , a nawet w pewnym sensie interesujących ludzi . Przyznam – kontynuował – , że wzbudzają we mnie dość mieszane uczucia , są , są …. Jacyś tacy niedzisiejsi , ale dziwne targa mną przeczucie i to za każdym razem gdy ich spotykam , że ich losy w jakiś sposób determinują nasze czasy . To znaczy wszystkie czasy po ich czasach , ech – tu machnął dłonią – nie mam cierpliwości tego panu tłumaczyć .

Konie zapewne odczytawszy owe machnięcie dłonią Cieszyńskiego Uwodziciela  jako polecenie zatrzymania się ,zrobiły to, co owi trzej młodzieńcy wykorzystali by wskoczyć do powozu . Wyglądali dość dziwnie . Wszyscy mieli długie włosy , skórzane buty z cholewami, skórzane rękawiczki i koszule utkane zapewne metalowymi nićmi i , i , i …rajtuzy ?! Pozornie mnie to zdziwiło i to nie dlatego , że Uwodziciel tego dnia zwrócił mi uwagę abym niczemu się nie dziwił .Nie dziwiłem się dlatego , że wcześniej i to nie w moim Magicznym Cieszynie spotykałem większych oryginałów . Nie tylko , że większych , ale i w większej ilości występujących . Pamiętam ich doskonale . Osobnicy w dresach , pozbawieni mimo młodego wieku włosów na głowie albo z fryzurami nawiązującemu stylizacją do ruchów „ przyjaciół zwierząt „ w swej radykalnej by nie rzec ortodoksyjnej odmianie , gdyż wyglądających tak jakby na ich głowach spoczął skunks. Nie tylko zresztą spoczął , ale i zasnął , a śpiąc jakże często zrobił zapewne bezwiednie to co skunksy robią i z czego słyną , a więc było to czuć . Przecież spotykałem też różnych mnichów . Takich z kapturami skrywanymi częściowo pod skórzanymi kurtkami , mnichów sandałowych , ale nie bosych tylko skarpetkowych . Zatem niczym bankier Goldengeld – zapytałem się sam siebie – i co mnie tu miało dziwić ?

Panowie – przemówił Cieszyński Uwodziciel – tacy zacni , postawni młodzieńcy , a zapewne i kawalerowie zatrzymują powóz , a zatem i nas ludzi starszych od siebie co samo w sobie jest naganne . Jakie macie wytłumaczenie – dodał .

Jura – skłonił się pierwszy z  lekka wstając , a za chwilę siadając . Jirzi – skłonił się drugi z lekka wstając i po chwili także  siadając . Jerzy – skłonił się trzeci z lekka oczywiście wstając i po chwili , a jakże  ,także siadając . Nie wiem po raz który tego wieczoru chwyciłem się za głowę oburącz , a właściwie obudłoniąc i szepnąłem sam do siebie – o Boże , a Cieszyński Uwodziciel  powiedział – dość oryginalny zestaw imion .

Szlachetni panowie wybaczą i zechcą przyjąć nasze wytłumaczenie . My nie dla wygody zasiadamy w waszej karecie , ale dla rozsądzenia sporu .

Nasz , bo i w tej chwili nie tylko mój  gospodarz ,z lekka się ożywił i przerwał dyskretne ziewanie jakie do tej pory z wybornym skutkiem maskował swoją dłonią ,odzianą w białą rękawiczkę i odezwał się – kawalerowie mają spór ? . O kobietę ? – zapytał po chwili .

Cieszyńska Bajanka cz.25 – czyli tajemnica Cieszyńskiego Uwodziciela , Hercowicz znów gra , a ja jak to ja , słucham .

Muszę przyznać , że poczynania Cieszyńskiego Uwodziciela spodobały mi się . Jego piękny tenor przy akompaniamencie skrzypiec , którymi czarował Hercowicz był niesamowity . Jakże innym był przy tej okazji sam Hercowicz ! Wesoły z iskierkami w oczach , z rozwichrzonymi włosami i niewinnym , chłopięcym niemal uśmiechem na ustach . Podobnie rozradowany wydawał się być nasz , to znaczy w tym przypadku Hercowicza i mój – tenor . Pięknie pan gra – skomplementowałem – po czy dodałem ,to co robi pan z muzyką na swoich skrzypcach to …to …to – szukałem słów ,a w tym czasie Cieszyński Uwodziciel po tym jak właśnie zapalił papierosa i wydmuchnął z ust dym , rzucił od niechcenia – no brylant ! – uśmiechając się przy tym i mrugając do mnie okiem , a ja dodałem od siebie – no istny cud ! Słysząc te słowa zaśmiał się z kolei sam Hercowicz i śmiejąc się oznajmił nam – panowie mówią o mojej muzyce podobnie jak mój sąsiad i przyjaciel – Osip Mandelsztam .

Cieszyński uwodziciel wciąż uśmiechnięty odpowiedział – widać mamy wszyscy rację ! Jeśli zatem jesteśmy tego samego zdania to coś w tym jest Hercowicz , po czym objął go , ucałował niemal po ojcowsku w czoło i poklepał po ramieniu . Oj zawróciłeś w głowie swoją grą młodej Cohenównie , oj zawróciłeś ! Będzie z was piękna para , ty Hercowicz tak pięknie grasz , a ona tak śliczna , tak pięknie śpiewa  – zkończył . Myśli pan że mamy szansę być razem – zapytał skrzypek ? – oczywiście – odpowiedział nasz tenor . Wszystko przed wami . Ech młodość ! – krzyknął sobie lekko w przestrzeń ulicy Menniczej , Cieszyński Uwodziciel. Nie dziwiłem się .

Jazda powozem zaprzęgniętym w dwa czarne jak noc konie , kierowane jedynie dłonią mojego , czy też raczej Baronowej kuriera , odzianą w biel rękawiczką , w świetle ulicznych lamp gazowych , które dzisiejszego wieczoru zapalał inny cieszyński śpiewak uliczny – młody Latarnik – miała swój urok . Czując to nie miałem na myśli tych tak wielu urodziwych Dam, pragnących obdarzyć czułością Cieszyńskiego Uwodziciela ,chociaż skłamałbym nie przyznając , że nie zrobiły one na mnie żadnego wrażenia . Działał na mnie Magiczny Cieszyn. Tak, to było to.

Gdy powóz zaraz po tym jak minąwszy po prawej stronie zamek powoli dojeżdżał do Olzy i ruszył po chwili wzdłuż jej brzegu , ponownie odezwał się Cieszyński Uwodziciel – mówi się o mnie , żem jest drań , człowiek bez zasad , libertyn i bon vivant . Pewnie w coś w tym jest . Nikt jednak nie zadaje sobie trudu by dotrzeć do źródła , do przyczyny dlaczego tak jest , dlaczego takim jestem . Nie dziwi mnie to , przecież to nikogo nie obchodzi . Ludzi ocenia się po ich czynach a nie po tym co było przyczyną owych czynów . Tak to już jest ! – dodał stanowczo , po czym nie wiedzieć dlaczego , szeptem prawie rzekł do Hercowicza – wódź smyczkiem delikatnie, tak delikatnie by nutki spod niego spływały wprost do Olzy , a krople wody unosiły je w dal , może gdzieś tam , siedzi nad wodą jakaś osoba i pragnie usłyszeć coś więcej niż zwykły szum wody ? Może pragnie usłyszeć jak woda dźwięczy , jak niesie melodię, jak pragnie oczarować go ? Kto to wie ? Graj ślicznie Hercowicz , nasz Brylancie , Ty cudzie nasz .

Zapalimy wyrzekł te słowo , po czym nie czekając na moją zgodę , czy też sprzeciw wyjął srebrną papierośnicą i poczęstował mnie egipskim papierosem , po czym podał mi ogień , a po chwili sam zapalił . Nad wodę spływały nuty Hercowicza , który grał wpatrzony w z lekka zamgloną powierzchnię rzeki nie zwracając na nas uwagi . Paliliśmy . Dość sporą chwilę milczenia przerwał Cieszyński Uwodziciel . Nim to jednak zrobił poparzył mi w oczy i rzekł – coś panu opowiem , ale na honor niech to pozostanie tajemnicą . Parol ? – zapytał , parol – odparłem .

Zakochałem się kiedyś w zjawie , zjawie tak pięknej , że piękniejszej nie tylko ,że zjawy , ale i kobiety nie spotkałem później w całym swoim życiu . Miej  pan imaginację , że którejś nocy wracając z rautu jaki odbywał się na zamku postanowiłem iść pieszo wzdłuż rzeki. Był chyba październik , jak teraz . Mgła może nico większa , ale tylko nad wodą . Wydawała się płynąć nad wodą jej samej nie dotykając . Była jak welon , jak jedwab , jak obietnica , jak kuszenie . Sam już nie wiem . Pamiętam … . W pewnej chwili zatrzymałem się , o tu , pod tym platanem by zapalić , jak teraz my , papierosa . Gdy tylko to zrobiłem i gdy wieko papierośnicy charakterystycznie stuknęło zamykając się , a ja po jej schowaniu do kieszeni płaszcza uniosłem wzrok, zobaczyłem jak mgła unosi się . Unosiła się początkowo niezwykle delikatnie i tylko w jednym miejscu , wydając przy tym dziwny , ale bardzo dla ucha przyjemny dźwięk . Nie wiedziałem , nie miałem pojęcia co się dzieje . Zjawisko to jednak , jego oglądanie , które po chwili zamieniło się w podziw, miało taką moc , że zawładnęło mną bez reszty . Czułem , że nie mogę się ruszyć . Czułem , że tracę kontrolę nie tylko nad sobą , ale także nad tym co się wokół mnie dzieje . Mgła ciągle unosząc się wirowała w górę , skręcała się na podobieństwo warkocza , z lekka opadała , by po chwili znów się unieść . Posłyszałem bardzo delikatny śpiew , a gdy zaczął się on nasilać , ciągle jednak zachowując bardzo dyskretne natężenie dźwięków , mgła zaczęła przybierać kobiecą postać . Jej delikatność , ulotność piękna kształtów , wibracja , efemeryczność … – słów mi brak Przyjacielu mojej Kuzynki ! – czarujące rysy jej twarzy ,bladość jej lic , usta wąskie i delikatne jak płatki róży , to wszystko sprawiło , że zostałem- jak to mówią Sycylijczycy – rażony piorunem miłości . Nigdy nie dowie się pan jak to jest jeśli pan tego nie zazna . Czułem nieznany ból , ale patrząc na nią ból zdawał się być niczym . Gdy zjawa owa zawładnęła mną w całości i każdą cząstką mojego jestestwa z osobna , odezwała się – czy nie widział pan kawalerze Księżyca ? . Co dziwne nie czekając na moją odpowiedź mówiła dalej – tak za nim tęsknię, to mój ukochany , tak cierpię gdy nie ma go przy mnie . Stałem jak posąg nie mogąc wydobyć z siebie słowa . Jej piękno i odczuwalna przeze mnie , przez moje ciało , zmysły i dusze jej tęsknota były już nie do zniesienia . Myślałem , że oszaleję . Mało tego  ! Byłem świadkiem jak najpiękniejsza z poznanych mi dotąd kobiet wyznawała jak cierpi za innym ! Byłem świadkiem absolutu samemu będąc go pozbawionym ! Nie wiem jak to się stało , ale w pewnej chwili chwyciłem się za głowę i chyba zemdlałem . Ocknąłem się po jakimś czasie . Olza płynęła spokojnie , nie było mgły , nie było zjawy . Byłem sam i ta samotność też bolała !

Ech ! Hercowicz , podejdź proszę …zagraj , wiesz co , a potem zmykaj mój Przyjacielu do swojej panny . Graj , graj proszę . Hercowicz zagrał a Cieszyński Uwodziciel , jak to on w takich sytuacjach bywał robić – zaśpiewał .

 

Usta milczą, dusza śpiewa

Kochaj mnie…

Bez miłości świat nic nie wart

Kochaj mnie…

Cały świat dookoła, tą miłością tchnie

Wszystko mówi mi, że Ty

Ty kochasz mnie…

 

Troszeczkę sercu wstyd

że bije walca rytm

I nie ma nic we krwi

jedynie walc, jedynie ty…

Sercu nie potrzeba słów

o swej miłości do mnie mów

Już tylko jedno wiem

że kocham Cię…

Cieszyńska Bajanka cz. 24 – czyli Cieszyński Uwodziciel śpiewa , Hercowicz gra , a ja siedzę z nimi w powozie i niczemu się nie dziwię .

Niestety to nie ja jestem autorem tej pięknej akwareli .

 

Gdy wjechaliśmy w ulicę Menniczą, Cieszyński Uwodziciel nagle zaniósł się radosnym śmiechem , a gdy już miałem się zadziwić – co jak wiadomo w obecności owego pana było zachowaniem niestosownym – krzyknął , Hercowicz  ! Jeszcze echo jego zawołania nie zdążyło odbić się od ścian kamienic, gdy ów młodzian, o dziwo teraz uśmiechnięty, znalazł się w powozie . Graj Hercowicz , graj – wołał śmiejąc się Cieszyński Uwodziciel  , a skrzypek trąciwszy nieco smyczkiem i opuszkami palców struny skrzypiec aby sprawdzić ich strojenie, zagrał . A zagrał tak , że aż za gardło mnie schwyciło i ciarki przeszły po moim ciele . Gdy tylko grać zaczął ,rozległ się piękny głos Cieszyńskiego Uwodziciela , który idąc w cudownej harmonii z dźwiękiem jaki wydawały skrzypce, zabrzmiał …La Donna e Mobile … by zaraz przejść w język dla nas zrozumiały

Kobieta zmienną jest
Jak piórka na wietrze,
Zmienia akcent
I zdanie…

Zawsze kochana,
Czarująca twarz,
W płaczu, w śmiechu,
Kłamliwa…

Kobieta zmienną jest
Jak piórko na wietrze,
Zmienia akcent
I zdanie,
I zdanie,
I zdanie…

Zawsze biedny,
Kto jej się powierzy,
Kto jej zaufa,
Nieprzezorne serce…

 

 

Gdy tylko jego śpiew wypełnił przestrzeń pustej ulicy, rozniósł się po chwili pięknym odbiciem echa, co dawało efekt wręcz magiczny . Niemal natychmiast w oknach kamienic zaczęły zapalać się światła , otwierały się okiennice , okienne skrzydła i pojawiały się w nich kobiece sylwetki . Oczy kobiet były rozpalone , wszystkie bez wyjątku miały rumieńce na policzkach , a usta ich zwieńczały uśmiechy . Wiele z nich przesyłało w stronę Cieszyńskiego Uwodziciela pocałunki dmuchając na swe dłonie , a on śpiewając i kłaniając się, łapał je w powietrzu dłońmi , które okrywały białe rękawiczki . Jego biały szal, czarny płaszcz i cylinder z lekka zsunięty na bok, spod którego próbowały wyrwać się na wolność czarne pukle włosów, dopełniały całości co jak mi się również zdawało – podobnie jak i śpiew Cieszyńskiego Uwodziciela – miało wpływ na tę jakże uroczą i nie ukrywajmy urodziwą, oraz ponętną z racji później pory , a więc ubraną do snu – widownię .

Z podziwem słuchałem obu artystów, a jednocześnie z rozbawieniem mogłem obserwować zachowanie ,jak się okazywało bardzo zazdrosnych mężów , którzy bądź to odciągali swe żony od okien , bądź to zasłaniali im uszy swoimi dłońmi , a ci którzy wobec oczarowania swych żon śpiewem i grą Hercowicza byli bezradni, sami zatykali uszy z tym , że wyłącznie swoje . Wielu z nich szarpało się za  wąsy , rwało włosy z głowy . Jeden tylko męski głos ,z któregoś z okien zdawał się być opanowanym. Zabrzmiał w te słowa – Pączusiu Róży Pąsowej – chodź już spać . Jutro rano muszę wstać ,gdyż idę do bardzo odpowiedzialnej pracy. Jestem przecież Kierownikiem Wydziału do spraw Bardzo Jasnych Cieszyńskich Ulic Od Zmierzchu Przez Noc Aż Do Świtu . Śpij mój mężu ,śpij odparła żona owego kierownika wychylając się jednocześnie przez okno tak mocno , że … . Było to widok niezwykły . Niezwykłym zdawać się było także to , że upuściła owa Dama z swej delikatnej dłoni, na bruk cieszyńskiej ulicy białą chusteczkę . Jak wypadało uczynić gentlemanowi tak też uczynił Cieszyński Uwodziciel , który nie pozwolił by chusteczka owa musnęła chociażby bruk , łapiąc ją locie . Dotknął jej ustami , po czym schował do kieszeni kamizelki , a gdy to robił zobaczyłem wyhaftowany na chusteczce napis – „ jam ci  twa , jam ci twa „ . Hmmmm . W chwili gdy usta śpiewaka spotkały się z materią chusteczki, jej dotychczasowa właścicielka nagle dziwnie zadrżała , po czym chyba zemdlona zsunęła się z okna do wnętrza pokoju . Inne zaś Damy ciągle słuchające śpiewu, wydały dźwięk jakie zwykły w takich okolicznościach wydawać .

Gdy tylko Cieszyński Uwodziciel zakończył śpiew rozległy się gromkie oklaski , krzyki – brawo, brawo , jutro ? teraz ? kiedy ? …Kochany !!!

Ich jak się domyślałem adresat , kłaniał się w tym czasie wszystkim Damom , zdjąwszy uprzednio cylinder i po chwili już, nie śpiew jego , a śmiech perlisty poszybował w przestrzeń ulicy Menniczej .

Cieszyńska Bajanka cz. 23 – czyli Cieszyński Uwodziciel w roli posłańca , a ja otrzymuję zaproszenie.

Jak się okazało zawirowanie obrotowych drzwi nie nastąpiło bez przyczyny . Wszyscy spojrzeliśmy w ich stronę zwabieni owym srebrnym rozbłyskiem . Patrzcie panowie kto ku nam zmierza – odezwał się Księgarz po czym dodał – oto i on , Cieszyński Uwodziciel . Faktycznie , w nadchodzącym mężczyźnie poznałem owego gentelmana , który raczył był siedzieć na gałęzi wielkiego platana i tak zgrabnie  z niej skoczyć do przejeżdżającego pod nim powozu  , którym nikt nie powoził . Gdy zbliżał się do nas im bliżej nas był, tym bardziej mina Burmistrza robiła się niewyraźna , odzwierciedlająca niepewność czy może nawet pewne zakłopotanie by nie rzec zawstydzenie . Podobną metamorfozę przechodziła twarz bankiera Goldengelda , która bledła i czerwieniła się nieustannie i na przemian w tempie , które mogło oznaczać iż szanowny bankier mógł mieć kłopoty z krążeniem . Doktor i młody Erich patrzeli na nadchodzącego z dużą ciekawością , mina zaś Księgarza wyrażała obojętność z pewną dozą sympatii skrywającej się w nieco bardzo delikatnym i subtelnym , ledwie dostrzegalnym drżeniem kącików jego ust . Cieszyński Uwodziciel podszedł do naszego stołu i skłoniwszy się z lekka , co poprzedziło zdjęcie czarnego cylindra , powiedział – panowie wybaczą , że przeszkadzam , ale rzecz jest wagi niezwykłej ,  a także bezzwłoczna . Mam list do pana Przyjacielu mej Kuzynki . Gdy tylko wypowiedział te słowa wręczył mi białą kopertę , nie zamkniętą której zapach przypominał mgłę , tajemnicę , magię oraz odrobinę sziszę , którą załadowano dobrym tureckim tytoniem . Proszę sobie nie przeszkadzać i przeczytać list od Pani Baronowej – odezwał się nieco stłamszonym głosem Burmistrz . Cieszyński Uwodziciel nawet na niego nie spojrzał . Spojrzał natomiast na Oberkellnera , który ukłonił mu się z szacunkiem wręcz niebywałym i natychmiast osobiście udał się do baru aby po chwili przynieść stamtąd ,stojący na srebrnej tacy oszroniony kieliszek wypełniony jakimś bezbarwnym napojem . Ja w tym czasie otworzyłem kopertę , wyjąłem z niej kartkę papieru na której były skreślone słowa :

„ Szanowny Panie, raczy pan przyjść do mnie czym prędzej . Baronowa „ .

Musiałem przyznać , że treść przeczytanego listu była bardzo zwięzła. Cóż było robić . Spojrzałem na twarze towarzyszących mi osób , które wyrażały skupienie oraz zaciekawienie po czym zakomunikowałem im – panowie wybaczą , Baronowa wzywa . Wszyscy panowie , wstali jak na komendę po czym Burmistrz odezwał się – oczywiście , oczywiście , proszę iść, ale proszę też wrócić . Pozostaniemy w oczekiwaniu na pański powrót , mamy czas , my mamy czas – dodał raz jeszcze na zakończenie .

Skłoniłem się lekko i wraz z Cieszyńskim uwodzicielem udałem się w stronę obrotowych drzwi , za którymi bardzo późna wieczorna , a właściwie nocna już godzina zaklinała Magiczny Cieszyn . Nim tam jednak dotarliśmy Cieszyński Uwodziciel zatrzymał mnie na chwilkę przy szatni z której usłużny szatniarz podał mi cylinder, płaszcz i laskę , a gdy zrobił mój opiekun wskazał dłonią w stronę drzwi i powiedział – już raz dziś pana prosiłem , proszę się nie dziwić niczemu i nie próbować czegokolwiek rozumieć na siłę . Tak też zrobiłem. Czy mogło mnie zatem zdziwić to , że przed wejściem do hotelu stał powóz , którym nikt nie powoził ?

Gdy w nim zasiedliśmy , Cieszyński Uwodziciel jak to on , niedbałym ale eleganckim ruchem dłoni, nakazał dwóm czarnym jak noc koniom z wolna ruszyć. Gdy to uczyniły kuzyn Baronowej odezwał się – właściwie powinienem być na pana zły , Przyjacielu mej Kuzynki gdyż przez pana przerwano mi urocze tete-a-tete z pewną Damą , która w trakcie rozmowy ze mną doszła do wniosku , że tak naprawdę to nie są jej znane pewne … nazwijmy to – zagadnienia i była gotowa przy mojej pomocy natychmiast je zgłębiać . Przyzna pan , że to sytuacja niezręczna gdyż nie powinno się zostawiać kobiety w sytuacji , gdy ta dochodzi do wniosku o tak szczególnej wadze oraz  także niepożądana  , gdyż każde rozstanie uczynione nie w porę jest bardzo kłopotliwe dla obu stron . Zwłaszcza wówczas mój panie  gdy obie strony , na podobieństwo owej Damy oraz mnie znajdowały się w dość nazwijmy to – delikatnej sytuacji. Nie będę pytał pana , czy to rozumie , bo to zrozumiałe samo przez się , że tak .  Ale , ale – dość już o kobietach – zakończył omawianą kwestię Cieszyński Uwodziciel.

Cóż dalej mówić ? Przybył goniec od mojej Kuzynki Baronowej z liścikiem , w którym poinformowała mnie , że muszę pana odnaleźć i przekazać mu list , który ów goniec także mi dostarczył . Było dla mnie oczywiste , że przy jej pozycji nie mogła panu wysłać listu osobiście i przez zwykłego posłańca . Dlatego wybrała mnie . Ja zaś nie potrafię jej odmówić czegokolwiek , zbyt ją bowiem kocham – jako kuzynkę oczywiście .

Nim dotrzemy do „ Herbaciarni Zjawa „ troszkę sobie porozmawiamy , jestem pana ciekaw Przyjacielu mej Kuzynki .

Aha , zapomniał bym – niech pan nie przejmuje się tym iż nie skosztował potraw. Najbardziej smakuje to czego się jeszcze nie skosztowało – proszę mi zaufać . Zresztą to austriackie jedzenie , podobnie jest  do ich ” gadania ” , niby wiele , niby sporo treści , ale jakże często nie ma w tym smaku  . Gdzie im tam do włoskiej kuchni , niech pan pomyśli o rozgrzanej latem słonecznej Toskanii o jej trattoriach i ich kuchniach gdzie piękne włoszki szykują jedzenie  pachnąc kuchnią , chlebem i słońcem – ech – zakończył , po czym zaraz dodał – dajmy już spokój kobietom .

Cieszyńska Bajanka cz. 22 – czyli burmistrzowskie kulinaria , a ja jestem najedzony nim zacząłem jeść .

Nim opowiem panom –  co uczynię zresztą z wielką przyjemnością  o  przyjaźni panny Heleny z panem Zdenkiem , a co uczynić chcę gdyż uważam , że są doskonałym wzorem do naśladowania, pozwólcie panowie , że zaordynuję coś do jedzenia . Wiem skądinąd , że szanowny pan Jurgen von Jager zna osobiście właściciela słynnej wiedeńskiej restauracji „ Zwei  Lanzenreiter „ która słynie z wyśmienitej kuchni i sam zatrudnił  dla uciechy naszej , cieszyńskich mieszczan , kuchmistrza , który niegdyś w tej restauracji pracował . Tak więc co panowie powiedzą na małą przekąskę ? Proponuję : gęsty krem z homara z przegrzebkami , do tego arcyśmietankowy paprykarz cielęcy z aksamitnymi, jędrnymi i maślanymi kluseczkami , oraz ukoronowanie tego skromnego posiłku czyli Tafelspitz – ulubone danie Z Bożej łaski Cesarza Austrii , Apostolskiego Króla Węgier , Króla Czech , Dalmacji , Chorwacji , Sławonii, Galicji , Lodomerii i Ilirii , Króla Jerozolimy , Arcyksięcia Austrii , Wielkiego Księcia Toskanii i Krakowa , Księcia Lotaryngii, Salzburga , Styrii , Karyntii , Krainy i Bukowiny , Wielkiego Księcia Siedmiogrodu , Margrabię Moraw , Księcia Górnego i Dolnego Śląska , Modeny , Parmy , Piacenzy i Guastalli , Oświęcimia i Zatoru , Friuli , Ragusy i Zary , podniesionego do godności książęcej Hrabiego Habsburgu i Tyrolu , Kyburgu , Goerzu i Gradisca , Księcia Trentu i Brixen , Margrabiego Górnych i Dolnych Łużyc oraz Istrii, Hrabiego Hohenems , Feldkrich , Bregencji , Sonnenburgu , władcę  Triestu , Cattaro i March , Wielkiego Wojewodę Serbii , Najjaśniejszego Pana Franciszka Józefa I .

Wszyscy wstaliśmy na te burmistrzowe słowa , spojrzeliśmy w stronę portretu Najjaśniejszego ,nam panującego i skłoniliśmy się z należnym majestatowi szacunkiem. Dostrzegłem niezwykle uderzające podobieństwo portretu Cesarza z tym , o którym opowiadał Księgarz , a który wisiał w gabinecie Burmistrza . Byłem niemal pewien , że ilość włosów w obu, jakże wspaniałych bokobrodach Cesarza i na obu portretach była identyczna . Spojrzałem na malarza Porwasza , który dostrzegłszy na sobie mój wzrok, spojrzał na mnie i nie wiem dlaczego, w geście mającym jak sądzę ukazać bezradność , rozłożył ręce .

Burmistrz chwilkę po tym dodał jeszcze – usta nasze przygotujemy na przyjęcie tej uczty kieliszkiem rose schilcher , wina wytwarzanego z endemicznego szczepu winogron Blauer Wildbacher rosnących tylko i wyłącznie na poraniczu Karyntii i Słowenii .

Przyznam , że znajomość kuchni , win ,  cesarskiej tytulatury , która o mało nie przyprawiła Burmistrza o zawał  lub co najmniej o omdlenie , gdyż wymieniał wszystkie cesarskie tytułu jednym tchem bez zaczerpnięcia najmniejszego chociaż oddechu, przyprawiła mnie o zdumienie oraz ukłucie jakie czujemy gdy pojawia się w nas konstruktywna zazdrość . Przez chwilę pomyślałem , że wato być burmistrzem Jakże Pięknego I Magicznego Miasta Cieszyn dzięki czemu nie tylko pozyskać można wdzięczność jego mieszkańców za to jak się o nich dba , ale także po to by to wszystko o czym mówił urzędujący jeszcze burmistrz , wiedzieć .Tak to robiło wrażenie .

Gdy tak sobie o tym wszystkim myślałem ,kelner i świeżo awansowany na młodszego kelnera – garson-  o którego nowym wynagrodzeniu niczego się nie dowiemy gdyż istnieje coś takiego jak tajemnica zawodowa oraz to iż gentlemani o pieniądzach nie rozmawiają  chyba , że są bankierami i ich nazwisko zaczyna się na literę „ G „ ,szykowali nasz stół do przyjęcia burmistrzowej uczty . Po jakimś czasie Burmistrz dodał jeszcze – wiem także , że pan von Jager ma krewnego w Prusiech , o ile pamiętam o nazwisku Jarosy von Blenken See und Grisel zum Ulbersdorf , który zasłynął z tego , że w jego dobrach przyrządza się najlepszą na świecie czerninę oraz coś co nazywa się „ kaschok „ . Zatem panowie będą mieli okazję poznać także smaki tych potraw , gdyż nasz gospodarz , właściciel Hotelu i restauracji „ Pod Brunatnym Jeleniem „ z tego co mi wiadomo także te dania ma w swej specjalnej ofercie .

Burmistrz sprawił iż nim zacząłem jeść czułem się najedzony . Niebywałe . Już wiedziałem . Burmistrz faktyczni był kimś , kimś prze duże „ K „ . Był Kimś . Wstałem , na stół położyłem białą jak śnieg serwetę , która do tej pory chroniła mój ubiór , uniosłem w górę kieliszek i powiedziałem stosownym do okoliczności , oraz mojego uznania dla Burmistrza tonem – prost !

W uniesionych przez wszystkich kieliszkach z kryształowego szkła , rozbłysło milion srebrnych iskierek, które powstały gdy na nienagannie czyste i wyczyszczone do perfekcji srebrne sztućce padło załamanie świateł wywołane przez wirujące obrotowe drzwi , które także były oszklone wielkimi połaciami kryształowego szkła , a do tego były także dumą pana von Jagera , Cieszyna ,a co za tym idzie także nas , co by nie mówić – mieszkańców Cieszyna , naszego Magicznego Cieszyna .

ps.

Oczywiście jakiekolwiek rozsądne słowa , które padły tym razem na tematy kulinarne nie są ( z małymi wyjątkami ) mojego autorstwa . Ich autorem jest bardzo z tego dumny iż jest poddanym Franciszka Józefa – pan Robert Makłowicz , wnuk Izydora , którego za przemowę przed frontem  żołnierzy bardzo pokochałem .

Cieszyńska Bajanka cz.21 – czyli reńskie zastępuje mozelskie no i pan Burmistrz podaje kolejny przykład idealnej współpracy.

Postanowiłem zabrać głos w bardzo istotnej kwestii . Jak do tej pory wypiliśmy kilka kieliszków wina mozelskiego czerwonego i po jednym kieliszku mozelskiego białego , co przez postronnych obserwatorów mogło by być odebrane , czy też zaobserwowane i ocenione jako ilość mogąca budzić pewne obawy co do naszej kondycji . Ponieważ moi cieszyńscy gospodarze dysponowali taką , która jak sądzę mogła równać się z nieśmiertelnością , a ja w ich towarzystwie i okolicznościach ,też mogłem sobie pozwolić na wiele , odezwałem się w te słowa – szanowni panowie , proponuję ograniczyć radykalnie spożycie wina mozelskiego czerwonego i białego i zająć się degustacją win reńskich , które są przez niektórych uznawane za równie dobre , a przez innych za nieco nawet lepsze . Dbajmy o swe zdrowie i urozmaicajmy napoje .

Młody Erich natychmiast podchwycił mój pomysł i zaproponował reńskie – Spätburgunder, po czym dodał – świetny pomysł Przyjacielu Baronowej . Wszyscy panowie podzielili jego opinię i już po chwili gromkie – prost ! – potwierdziło słuszność mojej propozycji . Pijąc pomyślałem , że w przyszłości  trzeba by zorganizować wycieczkę  -oczywiście połączoną z degustacją win – w ich mozelską oraz nadreńską krainę .

Gdy doskonałe o nieco ostrym smaku wino zwilżyło nasze gardła , pan Burmistrz niczym jastrząb , lub raczej orzeł bielik – który godniejszym od jastrzębia jest, by reprezentować majestat wszelaki , a więc i oczywiście burmistrzowski – spojrzał po zebranych przy stole i zwrócił się do doktora Zdrowotnego – pan doktorze także przecież ma swoją wspaniałą asystentkę , pannę Marię , która ceniona jest przez wszystkich pacjentów za jej dyskrecję i delikatność . To bardzo ważne cechy i wszyscy o tym wiemy .

Doktor słysząc te słowa kilkakrotnie zmienił się na twarzy i to nie tylko w jej kolorze , ale także wyglądzie . Widziałem albo tylko wydawało mi się , że widzę jak jego twarzą targają grymasy , które niewątpliwie odzwierciedlały ból lub psychiczne cierpienie , a może nawet jedno i drugie razem?  Zdziwiło mnie to nieco gdyż byłem przekonany , że posiadanie czy też raczej współpraca z tak zacną ,oraz nacechowaną takimi przymiotami asystentką ,powinno doktorowi sprawiać radość , a nie ból i cierpienie . Chciałem pomyśleć czy nie odezwała się w Doktorze , w trakcie przemowy Burmistrza owa niespełniona miłość do jakże fascynującej żony zarządcy pobliskiego browaru , który jak powszechnie wiadomo jeździ na motocyklu marki Laurent & Clement, co mogło go faktycznie zaboleć i przyprawić o cierpienia . Nie pomyślałem jednak o tym ani przez chwilę, gdyż dałem przecież z innymi mężczyznami , którzy byli świadkami poprzedniej wypowiedzi doktora , słowo honoru , że zapomnimy o tej historii . Doktor zdjął nawet z nosa binokle , wytarł ich szkła białą chusteczką na której był wyhaftowany napis o treści , którą już wspomniałem . Gdy założył binokle na nos słabym głosem wypowiedział – prost , po czym wszyscy mogliśmy zakosztować doskonałego reńskiego Spätburgundera . Po odstawieniu kieliszka Doktor mocniejszym już tonem – co świadczyło , że poprzedni , ten słabszy był spowodowany osłabieniem organizmu , który potrzebował widać wina i to do tego reńskiego – rzekł – w rzeczy samej panie Burmistrzu, w rzeczy samej .

Burmistrz zachęcony widać słowami uznania dla swego wywodu, postanowił go kontynuować. Już po chwili mogliśmy usłyszeć , że – pan Doktorze i pana asystentka znani są w naszym kochanym mieście Cieszyn z tego , że zawsze są gotowi nieść pomoc jej potrzebującym , czy to w dzień , czy to w nocy , zawsze  !– zaakcentował Burmistrz . Tak się składa , że większość nagłych przypadków trafia się nocną porą więc nie jest nam obcy widok jak pan doktor wraz z panną Marią mknie w swoim automobilu, nocnymi ulicami Cieszyna by gdzieś tam , często i poza granicami naszego miasta nieść pomoc cierpiącym i chorym . Duży jest nas , mieszkańców Cieszyna szacunek dla pańskiej pracy panie Doktorze . Muszę się przyznać , że dostrzegłszy już wcześniej przymioty panny Marii , chciałem jej zaproponować pracę w Magistracie , gdyż bardzo potrzebną jest przy mojej osobie inna , która może  w każdej chwili otoczyć opieką , okazać zrozumienie często bezradnemu  petentowi , a jednocześnie zachować przy tym wszystkim dyskrecję . Cóż . W rozmowie ze mną na ten temat pan Doktor wyraźnie dał mi do zrozumienia , że miasto nie może odebrać mu tak wspaniałej asystentki gdyż spowodowało by to zagrożenie niesienia ulgi tak jej potrzebującym. Wiadomym zaś jest fakt , że ja , jako Burmistrz Cieszyna nie mogłem na to pozwolić . Dlatego panie Doktorze Zdrowotny jeszcze raz chcę okazać panu głęboki szacunek nie tylko w związku z pana pracą ,ale także w podziwie jakim darzę go za docenianie swojego personelu w postaci jakże przez nas wszystkich lubianej panny Marii.

Po wysłuchaniu tych słów , Doktor Zdrowotny wstał i rzekł – szanowni panowie, chcę wznieść toast tym wyśmienitym reńskim . Toast za zdrowie pana Burmistrza .

Pomyślałem sobie , że to dość mało oryginalny toast , ale po chwili złapałem się na tym , że to przecież toast wzniesiony przez doktora , a więc nie wypadało by był innym .

Gdy już wszyscy wznieśli kieliszki , następnie wypili z nich wino , po czym odstawili kieliszki na stół , Burmistrz dał ręką znak , że możemy usiąść po czym kolejny raz zaczął wodzić oczami po nas obecnych . Zauważyłem , że malarz Porwasz doznał chyba lekkiego przykurczu,ale było to chyba złudzenie gdyż przeszło mu to zaraz po słowach Burmistrza , który powiedział – także u mnie w Magistracie jest tak cudownie zgrana i szanująca się nawzajem i oczywiście utrzymująca wzajemny dystans para . Parą tą jest Moja sekretarka panna Helena , oraz nasz nowy nabytek , młody woźny pan Zdenek Hausmeister . Burmistrz zaczerpnął powietrza by móc po chwili mówić dalej, a malarz Porwasz  w tym samym czasie wypuścił powietrze ze swych płuc.  Co za synchronizacja oddechów – zauważyłem i byłem pełen podziwu .

Cieszyńska Bajanka cz.20 – czyli pan Burmistrz definiuje czym jest , a czym nie jest romans .

Przemowa bankiera Goldengelda zrobiła na wszystkich wrażenie . Można było się tego domyśleć patrząc, jak panowie kiwali głowami ze zrozumieniem i aprobatą dla wypowiedzianych wcześniej słów. Nawet schodzący już ze schodów wiodących do pokoi hotelowych , właściciel hotelu pan Jurgen von Jager , który podszedł do stolika zapytać czy wszystko jest korekt , zanim o to zapytał , rzucił od niechcenia – no ja , no ja . Z kieszeni  jego eleganckich , czarnych i w popielate, delikatne prążki   spodni, wystawała sporej wielkości chusteczka z wyhaftowanym napisem – Mojemu myśliwemu – Łania . Nawet niespecjalnie mnie zdziwiło to  , że skądś znam ten sposób haftowania .                                                                                                                                                       Odezwał się pan Burmistrz – Szanowni Panowie ! Oczywiście , że romans jest czymś niewłaściwym dla gentlemana , a także urzędnika państwowego wysokiego szczebla , podobnie jak dla bankiera , księgarza , doktora , a także nawet  malarza , choć ów z racji swej profesji ma szczególną łatwość w nawiązywaniu kontaktów z damami.

Przez chwilę, gdy burmistrz wymawiał te słowa rozległo się ciche pochrząkiwanie jakby pod stołem , czy też może przy nim, siedziały małe różowiutkie prosiaczki . Rozejrzałem się dyskretnie i niczego takiego pod stołem nie zauważyłem . Moją obserwację zakończyły kolejne słowa pana Burmistrza – tak moi panowie  ,romans nie jest dla gentlemana . Oczywiście , że czasami dochodzi do pewnego zbliżenia między żonatym mężczyzną a panną lub zamężną Damą , ale jest to zbliżenie mające charakter przyjacielski , pełen dystansu , często wynikające z wspólnego zaangażowania w sprawy zawodowe . Nikt przecież nie posądzi szanownego pana Goldengelda , że wiąże go romans z niewątpliwie urodziwą jego sekretarką – pannę Sarę  . Przecież każdy z nas wie, że panna Sara otaczana jest przez pana bankiera szczególną opieką tylko z tego względu , że tak doskonale zawiaduje  jego sekretariatem . Bankier Goldengeld zbladł straszliwie co zostało odczytane jako poważny brak w jego organizmie właściwej ilości mozelskiego wina z tym , że tym razem postanowiono zaserwować wino mozelskie białe . Od razu można było dostrzec , w tej propozycji Oberkellnera  jego pełny profesjonalizm . Dobrze wiedział , że kieliszek wypełniony czerwonym mozelskim winem ,zbyt będzie kontrastował z kolorem lic pana bankiera . Innych panów zresztą także. Taki Oberkellner to skarb – pomyślałem sobie . Po tym jak padło oczywiste tego wieczora i oczekiwane zresztą przez wszystkich słowo – prost , burmistrz wiódł dalej swój wywód . Jak wspomniałem, wysoka jakość pracy panny Sary jest nam powszechnie znana i ja sam kiedyś w rozmowie z tu obecnym panem bankierem,  zaproponowałem czy nie zgodził by się aby panna ta zaczęła pracę w moim , burmistrzowskim sekretariacie , ale po tym jak ów opowiedział mi jak wielkie ma ona zasługi , oraz jak wiele znaczy nie tylko dla pana bankiera , ale także i co najważniejsze  – dla banku ! – odstąpiłem od tego pomysłu . Uczyniłem to także dlatego, że magistrat oczekiwał na odpowiedź  banku, na temat pewnego kredytu bardzo istotnego dla naszego pięknego miasta Cieszyna, który po odejściu panny Sary z pracy , w wyniku złej pracy sekretariatu mógłby nie daj Boże nie zostać przyznany . Sami więc widzicie panowie, jak wiele zawdzięcza pannie Sarze  nasz szanowny bankier., jego bank i oczywiście Cieszyn .Nie może zatem dopadać nas zdziwienie gdy słyszymy o tym jak wielkim szacunkiem darzy swoją sekretarkę pan Goldengeld ,  ani tym bardziej powątpiewać w to iż łączy ich wyłącznie  wzajemna pasja pracy dla banku i jego świetlanej przyszłości .

Bankier Goldengeld , którego lica przybrały na powrót blady , ale blady naturalny kolor , dzięki uzupełnieniu płynów w organizmie za pomocą tak potrzebnego jak się okazało kieliszka tym razem – białego mozelskiego wina , wstał i zawołał –  brawo panie Burmistrzu , sam przy tym rozpoczynając trwającą akurat tyle i le trzeba by trwała ,owację na stojąco po czym dodał – panie Burmistrzu , miasto Cieszyn może być dumne z tego , że zawiaduje nim taki mąż stanu jak pan !                                                                         Burmistrz zadowolony bardzo z siebie , dzięki czemu miał zresztą doskonały powód , powiódł  był po pozostałych biesiadnikach wzrokiem , a im bardziej wiódł tym bardziej oni , za wyjątkiem bankiera Goldenberga zdawali się kurczyć i wciskać swe malejące ciała w oparcia krzeseł , które słynęły z swej urody ,podobnie jak drzwi obrotowe wypełnione kryształowym szkłem , będące dumą hotelu „ Pod Brunatnym Jeleniem „ ,którego właściciela pana Jurgena von Jagera mieliśmy okazję już poznać .                               Wzrok burmistrza padł na Księgarza , a ten czując ów wzrok na sobie, szybko sięgnął po swoją piękną srebrną papierośnicę , otworzył ją , wyjął egipskiego papierosa, po czym zapaliwszy go od podanej mu przez młodszego kelnera płonącej zapałki,  zastygł w bezruchu . Zdawał się czekać na cios . Nie wiem dlaczego , ale właśnie takie odniosłem wrażenie . Tymczasem pan Burmistrz był łaskaw przemawiać dalej . Zaczął tymi słowami – Uroda i inteligencja , a raczej inteligencja i uroda pani Józefiny  jest nam powszechnie znana i przez wszystkich doceniana . Tym bardziej więc musi być doceniana przez obecnego tutaj i jakże szanownego pana Księgarza . Każdy z nas wie także , że dział w Księgarni , której właścicielem jest pan Księgarz , a noszący tytuł „ Książki dla dzieci , młodzieży , a także panien i kawalerów do lat szesnastu „ jest najlepszym tego typu działem nie tylko w Cieszynie ale także lepszym jest od podobnych mu w księgarniach Krakowa czy Lwowa . Prawie zawsze w swoich corocznych sprawozdaniach do kancelarii cesarskiej, osiągnięcia na tym polu, jakie są niebywałym sukcesem pana Księgarza i także przecież pani Józefiny, wychwalam z całych sił gdyż wiem jaki mają wpływ na młodych ludzi , którzy są przecież przyszłością naszego pięknego miasta. Bez cienia wątpliwości , Kancelaria i Urząd Cesarski doskonale wiedzą jakie sukcesy w dziedzinie księgarstwa odnosi nasz pan Księgarz z pomocą Pani Józefiny  . Ja sam osobiście rozmawiałem z panem Księgarzem na temat ewentualnego jej przejścia do pracy w magistracie , w dziale „  Bardzo Poufne Archiwum Burmistrza „ ale dowiedziałem się od niego , że bez jej pomocy  , wzorcowy niemal dział       „ Książki dla dzieci , młodzieży , a także panien i kawalerów do lat szesnastu „ może podupaść co było by niewybaczalne . Ja natomiast , jako burmistrz , nie mogłem na to pozwolić . Czyż może zatem kogokolwiek zastanawiać czy dziwić to iż pan Księgarz i pani Justyna dla dobra Księgarni , oraz młodego pokolenia naszego miasta , związani są tak szczególnymi i subtelnymi więzami ? Oczywiście , że nie ! To bardzo szlachetny , czysty i pożyteczny nam wszystkim związek . Burmistrz zakończył przemowę , a Księgarz , który właśnie zakończył palenie drugiego papierosa , chwycił w dłoń kieliszek i nie zaskakując tym nikogo ,powiedział – prost ! Chwilkę po tym orzekł – zaiste wielkie szczęście mamy , my , mieszkańcy Cieszyna, że opiekuje się nami tak znamienity mąż . Brawo ! Kolejny raz tego wieczoru rozległy się oklaski .