Cieszyńska Bajanka cz.43 , czyli – Czuję się niezręcznie , poznaję tajemnicę Cieszyńskiego Uwodziciela , czuję się niezręcznie i wypisuję pewnie głupstwa ale jest to celowe .

Czas ma to do siebie , że upływa ku swemu końcowi ale bowiem jak rzekł pewien mędrzec – wszystko ma swój koniec i początek . Podobnie było z  zaciśnięciem moich powiek. Czułem , że ich dłuższe zaciskanie będzie czymś niewłaściwym , czymś co sprawi , że ich zaciśnięcie straci sens i będzie czymś innym i nienaturalnym , a więc aktorskim zagraniem , a tego nie chciałem . Otworzyłem . Byłem w Sali Balowej sam. Odwróciłem się w stronę Gabinetu szukając ratunku , podświadomie oczekując , że zobaczę Baronową , która wytłumaczy mi co się stało . Byłem też dość bezradny . Było to uczucie dziwne . Nie tylko dlatego , że od dawna nie czułem się bezradnie ale także dlatego , że była to bezradność właściwa temu miejscu , już kiedyś ją czułem ! Tak jak wówczas odwróciłem wzrok od otwartych drzwi gabinetu , podszedłem  do dużego pieca kaflowego , pięknego, którego każdy z kafli przedstawiał inną scenę myśliwską . Uniosłem dłoń by dotknąć opuszkami powierzchni kafli . Mój wzrok napotkał kafel , na którym uwieczniona była scena spotkania dwóch bardzo ryczących postaci .

Już jestem – usłyszałem głos Baronowej za swoimi plecami . Odwróciłem się powoli , spojrzałem w jej oczy , lekko odwróciłem się ,a właściwie tylko odchyliłem w stronę miejsca , gdzie przed jakże przecież krótką chwilą , klęczący Cieszyński Uwodziciel śpiewał dla nieznanej mi Damy , a stojący obok nich Hercowicz – jak to ON TYLKO  potrafi – wiódł pięknie smyczkiem po strunach , a siedząca obok przy fortepianie Baronowa, grając na nim,  wydobywała z niego piękne dźwięki . Lekko tylko uniosłem ramię by wskazać to miejsce , już otwierałem usta by wypowiedzieć słowo – jak ? Gdy usłyszałem  Baronową , która powiedziała – to było wspomnienie . Odwróciłem się i spojrzałem na nią prosząc mym wzrokiem o to ,bym mógł pojąć to co wiedziałem i to czego już widzieć nie mogłem . Baronowa raz jeszcze – odczuwając zapewne moje prośby , wypowiedziała słowa – to było wspomnienie , po czym dodała – w rocznicę Ich rozstania , zawsze się tutaj spotykamy . Już rozumiałem , już wiedziałem .

I co z tego ? Czy zawsze zrozumienie musi być związane z tym , że otwieramy się by ktoś mógł wejść ? Zrozumienie aktem oddania ? Brutalnie mówiąc , czy też raczej pisząc – jestem jak drzwi dwuskrzydłowe lub te jedno ale rozsuwane ? Bzdurzę – pomyślałem i zrobiłem to w samą porę. Za chwilkę bowiem , krótką i ulotną jak pocałunek naszej pierwszej miłości , oddany, by mógł być skradzionym i dzianym się w wiosennym wiśniowym sadzie , obsypanym delikatnym nadzwyczaj kwieciem , musiałem wrócić do rzeczywistości , która wymagała ode mnie naprawdę wiele !

Baronowa spojrzała na mnie , ja zaś podałem jej ramię i wiedziony jej krokami , ruszyłem wraz z nią, ku oknom Sali Balowej wychodzącym na październikowy , środkowo nocny czas ,  jesienny , który był naprawdę czasem właściwym dla  miejsca i akcji .

Poczułem magię sytuacji . Baronowa, ja i zaokienny świat .Świat pełen października , a więc obietnicy ? Magia, słowo tak bardzo dziś wieloznaczne – gdyż kiedyś skradzione . Skradzione pewnej parze i jak się okazuje w dobrej wierze , o ile oczywiście kradzież może być czymś w dobrej wierze ! Było to tak – on ,o północy rozświetlonej pełnią księżyca , trzymając ją za dłonie zataczał z nią tańcząc ,magiczne kręgi na polanie , a gdy już paść mieli ze zmęczenia , klęknął przed nią , uniósł rąbek jej białej lnianej sukni i musnął go swoimi ustami . Oczywiście nie był by sobą gdyby w tym samym momencie – momencie muskania – nie zerknął na jej bose stopy .Był w tym całkowicie usprawiedliwiony – też były  magiczne . Po chwili leżeli obok siebie na trawie , trzymali się za dłonie i on strącał dla niej gwiazdy , ona zaś wypowiadała w tym czasie swoje życzenia . Wówczas , tej nocy , o północy była magia. Każda inna magia była jest i będzie jedynie owej magii powielaniem. Tej nocy magia zagościła na świecie dając ludziom tyle radości i szczęścia .

Wiem co mówię .

Staliśmy wraz z Baronową przy wielkich oknach , spoglądając w noc otulającą ciemnością park. Zaczęła mówić , cicho , niemal szeptem . Eryk kochał do szaleństwa , kochał do szaleństwa i to z wzajemnością . To było coś niesamowitego . Samo patrzenie na ich miłość sprawiało , że człowiek przenosił się w inny , lepszy wymiar . Byli dla siebie stworzeni . Wszystko ich łączyło i wszystko też dzieliło . Śmiałam się mówiąc do nich , że są żywym dowodem na to , że ludzie mogą się komunikować i rozumieć bez słów . Zapadła jednak decyzja Jej rodziców , którzy postanowili wyjechać na stałe do Paryża . Na stałe i na zawsze . Tak się złożyło , że ich francuscy krewni bardzo ich potrzebowali . Nie mogli odmówić. W tej Sali Balowej , Eryk śpiewając wyznał Jej jak bardzo ją kocha . Ona zaś odpowiedziała jak bardzo kocha jego . Nie zrobiła tego śpiewając, gdyż dysponowała wszystkimi przymiotami pozwalającymi młodej kobiecie czuć się wspaniale będąc inteligentną i piękną , za wyjątkiem „ głosu „ . Cóż , bywa . Były przyrzeczenia i obietnice „ trwania , wytrwania , nieustannej tęsknoty i wierności , oraz miłości po wsze czasy „ . Wyjechali i nigdy nie wrócili . Czas goi rany ale nie w duszy Eryka . Ona , dziewczyna niezwykłej urody i takiej samej inteligencji ,z czasem poznała wielu młodych ludzi , obcokrajowców ,którzy  w Paryżu znaleźli się w podobnych jej okolicznościach . Jednym z nich był uroczy , skromy , dystyngowany , o bardzo dobrych manierach i wielkim honorze, młody syn szwajcarskiego dyplomaty . Przy okazji jakiegoś balu poznał Ją i dla Niej  oszalał z miłości .Nie był w tym szaleństwie wyjątkiem . Miał jednak pewną cechę … był podobnym Erykowi pod wieloma względami . Starał się o nią od tej, poznania chwili , nieustannie . Nieustannie przez lat kilka . Kilka .

Od tej pory Mój Eryk Ukochany zmienił się . Już nigdy nie był ty samym uroczym chłopcem . Rozumiem  Go . Sama zresztą … . Nieważne .

Baronowa skończyła swoją opowieść , a ja już wiedziałem , czyli kolejny raz nie bardzo wiedziałem co z sobą zrobić .

Spojrzałem na Baronową, ona spojrzała a mnie .Milczenie . W jej oczach ,czy raczej one zrobiły się  szkliste . Jaki ja byłem bezradny ! Milczenie . Nagle dostrzegłem , że jej usta … poczułem ich smak .

Cieszyńska Bajanka cz.42, czyli – jestem świadkiem czegoś i Baronowa patrzy na mnie tak jakoś … dziwnie ?

Eryku , zapomniałam wybacz proszę – powiedziała Baronowa , dodając zaraz – już to nadrabiam mój kochany ! W tej samej chwili spojrzała na mnie wzrokiem , który prosił o zrozumienie i uśmiechnęła się uśmiechem , który podziękował za to , że zrozumiałem . Oczywiście , że nic nie zrozumiałem ale co ja mogłem zrobić ? Przecież Baronowa była kobietą jak każda inna , czyli Niezwykle Magiczną wobec której ja , puszek marny nie mogłem nic , czyli także zrozumieć . Inaczej mówiąc uwiodła mnie swą magią . Oczywiście zrobiła to wcześniej ale ja tego – jak to „ prawdziwy mężczyzna „ ma w zwyczaju – nie zrozumiałem. Po prostu . Nie pozostało mi nic innego jak milczeć . Tak też zrobiłem , a do tego milczenia dołączyłem uśmiech , który miał pokazać , że rozumiem Baronową ale chyba tego nie okazał, gdyż Baronowa spojrzała na mnie tak jakoś dziwnie . Zaczerwieniłem się po raz pierwszy tego wieczoru !

Tymczasem Baronowa ciągle patrząc na mnie  nieco dziwnie, obracała się w kierunku dwuskrzydłowych i do tego rozsuwanych drzwi gabinetu , a gdy spojrzała na stojącego przed nimi Ludwika , ten zaryczał bardzo adekwatnie do sytuacji i pociągnął za okrągły uchwyt klamki dzięki czemu drzwi rozsunęły się i to na tyle , że mogłem dojrzeć postać , która wyłoniła się z głębi gabinetu z skrzypcami w jednej i smyczkiem do nich w drugiej dłoni . Był to Herzowicz . Po pańskiej minie mój przyjacielu poznaję iż zna pan tego jakże zdolnego młodzieńca . Będzie akompaniował , prawda kawalerze , prawda mój kochany Herzowicz ? Tak Pani Baronowo – odpowiedział ów młodzieniec całkiem zgrabnie – co przyznaję – przy okazji kłaniając się Baronowej i mnie . Wiesz dobrze kawalerze , że jestem bardzo Wam przyjazną . Zarówno pannę Cohen jak i Ciebie bardzo lubię i zawsze , o czym zapewniałam już wcześniej ,możecie liczyć na moją przychylność . Twoja wybranka Herzowicz , jest Istnym Aniołem , a Nasz Ukochany Magiczny Cieszyn jest Miastem Aniołów więc sam rozumiesz , że jesteście dla mnie wyjątkową parą . Zapewne także , taką parą jesteście dla obecnego tutaj Kolekcjonera Aniołów Stróży . Baronowa wypowiadając te słowa spojrzała na mnie , a ja będąc już dość zabajanym od jej spojrzeń nie bardzo wiedziałem co zrobić . Nie zrobiłem więc nic i chyba było to dobre . To takie żenujące !

Hercowicz , którego Baronowa uchwyciła pod ramię,ruszył przez nią prowadzony w kierunku fortepianu , a ja dyskretnie , jak przystało na mężczyznę , który nie robiąc nic robo wiele , ruszyłem za nimi . Baronowa zasiadła za fortepianem , Hercowicz chwycił za skrzypce , Cieszyński Uwodziciel uśmiechnął się dziwnie jak na niego bo tak jakoś czule i niewinnie , a Dama przed którą klęczał zatrzepotała powiekami .

Hercowicz nadał ton , Bronowa musnęła klawisze , a Cieszyński Czarodziej zaśpiewał :

„Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw
Dla ciebie mały ogrodnik
Zasadził groszków tysiąc
W kapocie stracha na wróble
Pragnął ci miłość przysiąc
Więc z koszem groszków mały strach
Pierwszy raz spojrzał ci w oczy
O tysiąc więcej znalazł barw
Niż wyśnił sobie w nocy
I odtąd pod oknem twoim
Zaczarowany kamienny
Z bukietem groszków stoi
Strach romantyczny wierny

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż
Dla ciebie mały ogrodnik
Posadził pnące róże
Że tobą był urzeczony
Pragnął cię nimi urzec
I z róż naręczem przyszedł raz
Prosić o jedno twe słowo
Oślepił go twych oczu blask
Milczałaś kolorowo
I odtąd pod oknem twoim
I groszki kwitną i róże
Na modłę wiotkich powoi
Pną się i pną po murze

Masz takie usta czerwone
Czerwone jak pożar zórz
Zaczarowanych ranków
I zaczarowanych róż

Masz takie oczy zielone
Zielone jak letni wiatr
Zaczarowanych lasów
I zaczarowanych malw

 

Skończył śpiewać , a ja musiałem mocno zacisnąć powieki i nie ważne było dla mnie w tym momencie co kto , a więc i Baronowa o tym pomyślą .

 

Cieszyńska Bajanka cz.41 , czyli – jak krótkie mogą być gry miłosne .

Siedząc  wraz z Baronową na Ławce Miłości , pocieszałem się myślą czy też raczej wnioskiem z niej wysnutym , że skoro ławka jest marmurowa i biała ,to zapewne emanuje z niej niewinność . Nie wiem czy z ławki nawet takiej marmurowej i zwanej Ławką Miłości może emanować cokolwiek oprócz zimna , takiego czysto fizycznego zimna , które odczuć można na własnych pośladkach , ale wspomniany wniosek dodawał mi otuchy . Mając w taki sposób – otucha – zapewnione wsparcie wewnętrzne , które jakże często bywa ważniejsze od wsparcia zewnętrznego , oraz nieco wspomnianego właśnie ,wsparcia zewnętrznego w postaci wypitych wcześniej w miłej kompanii Burmistrza , Księgarza , bankiera Goldengelda , jego siostrzeńca młodego Erciha i oczywiście malarza Porwasza , kilku kieliszków wina Reńskiego i chyba także kilku kieliszkach wina Mozelskiego , a teraz jeszcze i szampana czułem , że umysł mój jest jasny , myśli moje pełne lekkości i finezji . Byłem gotów . Spojrzałem na Baronową i z przyjemnością … to  znaczy ,samo spojrzenie na jej twarz było już czymś przyjemnym . Ja jedynie chciałem powiedzieć , że z przyjemnością i chyba lekkim uczuciem ulgi stwierdziłem , że spoglądamy na siebie oboje z lekkim rozbawieniem i zaciekawieniem .

Bardzo długo zbierasz się mój przyjacielu z rozpoczęciem gry . Jakie to myśli zaprzątają twoją głowę ? Zostawmy to – zaproponowała Baronowa i po chwili mówiła dalej . Skoro i tak oddałbyś mnie, pierwsze zdanie rozpoczynające grę , zatem niech tak będzie . Baronowa lekko uniosła kieliszek z szampanem do ust  umoczyła je w złotym płynie , uwalniając przy okazji maleńkie perełki bąbelków po czym zaczęła grę .

Baronowa : Nie ma miłości , jest tylko jej złuda, jest uczucie , które sami dla uspokojenia swojej niepewności nazywamy miłością .                                                                                                 Ja : Nie wiem , nie wydaję się być w tej materii kompetentnym , czyli oszukujemy siebie samych ?                                                                                                                                              Baronowa : Żałosne prawda ? Muszę jednak przyznać tobie panie punkt , gdyż opisałam oszustwo , a powinnam wypowiedzieć się na temat miłości .                                                              Ja : Skoro według Ciebie Baronowo nie ma miłości to nie ma też czego opisywać ! Po co więc ta gra ?                                                                                                                                                     Baronowa : Jeśli teraz powiem , że nie wiem – palnę niewybaczalne głupstwo , jeśli powiem , że może to … to palnę jeszcze większe głupstwo .                                                                              Ja : Zatem ?                                                                                                                                          Baronowa : Zatem zaproponowałam tę grę gdyż jestem ciekawa miłości . I znów w pałacu baronowej rozległ się jej perlisty śmiech .                                                                                           Ja : Baronowo jestem pod wrażeniem , piękna ucieczka no i bez głupstw ! Brawo !                 Baronowa : klasnęła w dłonie i radością w głosie powiedziała – już wiem ! Miłość jest jak partia domina . Niby wiemy ile jest klocków ale można ją układać na wiele sposobów to gra w nieskończonej ilości kombinacji . Zapewne tak samo jest z miłością .                                           Ja : Zważ Baronowo na fakt ,że partia domina zawsze się skończy , choć przyznam , że zanim to się stanie kombinacji będzie wiele .                                                                                           Baronowa : Jesteś pan okropnym ! Gdy tylko wymyśliłam coś optymistycznego ty zaraz o końcu !                                                                                                                                                        Ja : Wszystko co ma swój początek ma też i koniec – pamiętasz Pani ?                           Baronowa : Zatem ogłaszam koniec tej gry . Zaczynanie jej było błędem , moim błędem , ty zaś przyjacielu z grzeczności się zgodziłeś . Przepraszam . Proszę nie przepraszać Baronowo – powiedziałem .

Zostawmy ten temat . Niech tam sobie miłość hula po ulicy Życie ile tylko może i jak mocno potrafi . Może … . Ta moja skłonność do palnięcia głupstwa ! Sama się dzisiejszego wieczoru nie poznaję – zakończyła swoją wypowiedź Baronowa z uśmiechem na ustach , z lekka , niezwykle delikatnie pokręciła głową, co wprawiło jej koczek nie koczek w taki ruch , że włosy tak właśnie upięte zdawały się falować wyjątkowo urokliwie . Tak właściwie to nie wiem czy włosy mogą falować urokliwie ale tak mi się zdawało .

Chodźmy mój panie – powiedziała Baronowa wstając . Kieliszki odstawiliśmy na tacę podsuniętą z wyjątkowym wyczuciem przez Gustawa , który podszedł też do drzwi prowadzących do Sali Balowej , nacisnął klamkę , uchylił ich skrzydła i już po chwili mogliśmy zobaczyć jak pewna , nie znana mi dama siedzi na sofie , a przed nią klęczy Cieszyński Uwodziciel . Obawiałem się czy nasze wejście nie było czymś niestosownym ale Cieszyński Uwodziciel mówiąc do nas – nareszcie jesteście-  rozwiał moją obawę .

Cieszyńska Bajanka cz. 40 , czyli – Rozmowa na Ławce Miłości , no i Ludwik , ten ryczący Ludwik ma kuzyna ! Kuzyna Gustawa ! Niebywałe czyli normalne .

Jazda czy też raczej zjazd ze schodów na tyłku zrobił jednak swoje . Moje pośladki z wiekiem zatraciły tak wcześniej doskonale amortyzującą jędrność . Nie , nie to żeby przestały być jędrne ! Co to , to nie ! Po prostu stały się mniej jędrne , albo marmur schodów z latami stwardniał jeszcze bardziej . Tak , pewnie to stwardnienie marmuru było przyczyną tego , że dopiero po chwili potrzebnej na opanowanie rozedrganych pośladków dotarło do mnie to , że imię Urszula wypowiedzieliśmy oboje jednocześnie . Zatem Baronowa wcześniej , o  tę chwilę właśnie ,miała okazję wyrazić na swej twarzy zdziwienie . O tę samą chwilę  później i ja na swej twarzy wyraziłem zdziwienie . Urszula … to niesamowite ! Po raz kolejny, razem wymówiliśmy to imię  , siedząc na marmurowej Ławce Miłości .

Baronowa zaśmiała się uroczo . Podobał mi się bardzo jej styl czesania . Włosy tak upięte z tyłu głowy , niby … nie wiem … to nie był kok ,ale tak jakoś i celowo były takie w nieładzie . Ładnie i ten śmiech . Załóżmy , że chciałam się przedstawić . Ty zaś mój przyjacielu zapewne znasz moje imię . Nie podejrzewam aby mój kuzyn , Eryk , ten Cieszyński Uwodziciel, wytrzymał i nie zdradził był Tobie mego imienia . Ty zaś nie przedstawiłeś się . Wypowiedziałeś słowo Urszula , które raczej to wykluczyło . Nie , nie przedstawiaj się ! – powiedziała widząc jak wstaję . Dla nie jesteś Kolekcjonerem Aniołów Stróżów i niech tak zostanie , proszę – dodała . Cóż było robić ?   Usiadłem . Zatem – tego się domyślam – kochałeś kiedyś Urszulę i pałacowe wnętrza obudziły w Tobie , mój przyjacielu wspomnienia?- zapytała . Taak – odparłem z pewnym ociąganiem , a Ona właściwie je odczytując raz jeszcze się tak uroczo i delikatnie roześmiała i zaproponowała – no dobrze , opowiedz proszę , bo widzę , że to trochę skomplikowane , po czym nieco zmieniła pozycję na ławce , która jak się domyślałem i ją nieco zaskoczyła swoją twardością . Mogło to świadczyć o kilku  okolicznościach . Pierwsza – przemilczę , nie wypada mi bowiem omawiać kwestii jędrności pośladków Baronowej . Druga – być może Baronowa nie miała okazji … zatem też przemilczę , wszak mam się za gentelmana . Pozostaje okoliczność trzecia , zabrakło poduszek ! Tak to było to ! Przekonałem się o ty w momencie gdy pojawił się Ludwik , który tym razem nie zaryczał nawet cichuteńko i stanął przed nami z tacą na której leżały dwie poduszki . Wstałem idąc za przykładem Baronowej ,a w tym czasie Ludwik położył na marmurze Ławki Miłości poduszki . Ludwik się oddalił – o dziwo cichcem – a my usiedliśmy ponownie . Zdziwiony jesteś tym , że Ludwik jest taki cichy prawda ? – zapytała Baronowa z miną , którą już znałem , a oznaczającą rozbawienie . Uczyniłem gest ręką , który według mojego zamiaru miał oznaczać potwierdzenie i pewnie tak został odczytany , gdyż Baronowa po chwili potrzebnej na odczytanie tego gestu , a więc krótkiej wyjaśniła – to nie był Ludwik . To był Gustaw , kuzyn Ludwika . Wiem co pan chce powiedzieć mój przyjacielu  , uniosła z lekka dłoń co powstrzymać miało moje pytanie i było – co przyznaję – skuteczne . Też tak myślę – powiedziała czym zakończyła , skutecznie , ten wątek naszej rozmowy .

Skoro już siedzimy na Ławce Miłości , na poduszkach ,co usuwa spod nas ewentualne przyczyny owocujące dyskomfortem, może porozmawiamy o miłości ? Proponuję grę. Proponując zaś, uśmiechnęła się czarująco ,  a jej włosy upięte w z tyłu głowy w tak uroczo bezwładny kok nie kok zachwiały się uwodzicielko . Z lekka drżącym głosem odpowiedziałem – zgoda . Dziwne , zgodziłem się nie wiedząc nawet co to miała być za gra ! Co się z Tobą dzieje ? – zapytałem sam siebie w myślach . Suchym głosem – ślina zaschła mi w gardle – zapytałem – co to za gra ? Baronowa chciała cos powiedzieć , ale ni to uczyniła Ludwik Gustaw zjawił się niczym zjawa z tacą w dłonią , na której zamiast kolejnych poduszek stały dwa kieliszki , w których perlił się niczym śmiech Baronowej – Szampan . Napijmy się zaproponowała Baronowa , a ja skinieniem głowy  starałem się wyrazić zgodę , aprobatę , wszystko to co jeszcze chciałem wyrazić , a wyrazić chciałem bardzo dużo czyli wszystko .

Skoro jak sądzę może już pan , mój przyjacielu, normalnie mówić, zaczynajmy rozmowę o miłości , moją grę . Polegać będzie ona na tym , że każde z nas , jedno po drugim , będzie wypowiadało jedno zdanie na jej temat . Na zmianę .

Zaczynamy ? –zapytała , a ja odniosłem wrażenie , że Baronowa pytając nie oczekuje odpowiedzi, a  więc miałem do czynienia z pytaniem retorycznym więc odpowiedziałem – zgoda .

Cieszyńska Bajanka cz. 39 , czyli – schodzę po schodach w towarzystwie Baronowej i … Urszula !

Przyjacielu mój – czy mogę się tak do pana zwracać ? – zapytała Baronowa ,gdy oboje szliśmy korytarzem w stronę schodów , po czym nie czekając na moją odpowiedź mówiła dalej – darujmy sobie coś co określa się mianem „ deja vu „, to takie , takie , takie …zastanawiam się jakiego słowa użyć by nikogo nie urazić . To dziwne prawda ? Jesteśmy sami , rozmawiamy , a ja zastanawiam się nad słowem , którego użyć by nikogo nie urazić . Jakiego „ nikogo „ skoro jesteśmy sami ? I tu jest klucz . Po wypowiedzeniu tego słowa – klucz –  zaśmiała się cicho i bardzo delikatnie . No ,więc „ deja vu „ uważam za przeżycie , a może tylko dostrzeganie rzeczywistości w momencie jej zatrzymania , zawahania , próbę powrotu , coś na kształt i podobieństwo zatrzymania w czasie i,danie nam szansy , możliwości wyboru – teraz i tutaj czy wówczas i tam , co jest  raczej niezbyt niezwykłe, prawda  ? Bardziej cenię sobie „Jamais vu „ gdyż daje nam możliwość zajrzenia w głąb siebie samego . Przecież oczywistym jest , że byty równoległe i wielowarstwowe doznania są nam bliższe i bardziej prawdziwe, przez co są mniej dostrzegalne , bardziej subtelne , niezwykłe , magiczne , dają nam ten niesamowity dreszcz emocji , który wyzwala w nas … jak Cieszyn ! – zawołała niemal i zaśmiała się perliście. Cieszę się – dodała , że nie oponowałeś gdy zaproponowałam panu iż nazywać go będę przyjacielem . Dziękuję . Po czym dodała – Cieszyn – cieszę , cieszę – Cieszyn . Brawo ! Klasnęła w dłonie jak dziewczynka i zaśmiała się ponownie . Zaraz po tym zapytała – czy może mi pan , przepraszam , czy możesz mi obiecać przyjacielu , że nie będziesz pospolitym ? Proszę ! Czy miałem wybór ? Obiecałem .

Zbliżaliśmy się do kręconych , oczywiście tak po pałacowemu kręconych, schodów . Baronowa spojrzała na mnie nawet nie wymownie , a raczej tak porozumiewawczo , ze zrozumieniem , a ja w wyniku tego „ zrozumienia „ podałem jej ramię – przecież było stromo – i razem zaczęliśmy schodzić po schodach . Wiem , że tu byłeś , wiem , że tak jak teraz , kiedyś tam, gładziłeś dłonią poręcz schodów doznając dziwnego uczucia . Wiem , że potrafisz czuć to co i ja czyli – zakochać się w miejscu , w chwili , w jej ulotności , czyli w czymś bardzo ulotnym , a więc magicznym . To mnie w tobie zainteresowało przyjacielu . No i teraz mam za swoje .

Po chwili zeszliśmy na poziom pierwszego piętra . Po lewej stronie widniał szeroki korytarz wiodący ku wschodniej wieży . Okno wieńczące koniec korytarza jak zawsze dawało tę samą , niesamowitą srebrną poświatę . Starczyło skręcić w lewo , otworzyć pierwsze , oczywiście dwuskrzydłowe i nie rozsuwane drzwi, po prawej stronie i już znaleźlibyśmy się w jadalni, gdzie na jej końcu, po lewej stronie , przy kominku , stał stół przy którym tak lubiłem spożywać posiłki . To było świetne ku temu miejsce .  Można było jeść , a gdy któryś z współbiesiadników toczył zbyt przydługi monolog lub mówił niezbyt ciekawie , można było spojrzeć przez wielkie okna na park , a będą na tym przyłapanym wypadało  było zawołać – królewski jeleń w parku !

Nie dane było mi , czy też nam ,odwiedzić tych miejsc. Bo i po co  ? – skoro to my je tworzyliśmy i my wcześniej w nich byliśmy ? Przecież to nasza opowieść !

Schodziliśmy po wielkich , białych marmurowych schodach . Ich biel , ogrom , jak zawsze onieśmielał mnie , ale jednocześnie zachęcił i jak dawniej …. . Baronowo – wybacz – powiedziałem i zaraz dodałem – jadę ! Po czym usiadłem na marmurowej poręczy i zjechałem na niej na tyłku . Gdy tylko to zrobiłem , natychmiast wbiegłem na szczyt schodów i wołając – jeszcze to Baronowo – zjechałem na stopniach schodów na tyłku podskakując ( miałem nadzieję ,że uroczo) na każdym ze stopni jak taki idiota, z radością.

Bywa tak ,że schody się kończą . Tak stało się i tym razem . Na szczęście dla mnie , skończyły się w dół . Baronowa powiedziała i zaproponowała jednocześnie – siądźmy wespół na ławce miłości . Zasiedliśmy . Milczeliśmy czas długi . Baronowa … nie raczej ja… , a może Ona … nie pamiętam już … padło słowo , imię – Urszula .