Trzy dni w w lesie szukając grzybów .

Obiecałem i słowa dotrzymałem . Piątek zafundowałem sobie wolny – urlop a więc weekend zacząłem już w czwartek po godzinie osiemnastej . Pakowanie . Posłanie dla psiaków na tylnej kanapie . Jak oni wiedzą , jak oni doskonale wyczuwają wyjazd . Kładzie się jednak z drugim na mojej kurtce i już wiedzą , że ich nie zostawię , nie zapomnę zabrać ze sobą .

Szybko robi się ciemno . Zanim przebiłem się ulicami miasta do autostrady , szarość sadowiła się w powietrzu . Jesień – złodziejka światła . Chyba usłyszała moje narzekanie gdyż zachód słońca okazał się być nadzwyczaj spektakularnym zjawiskiem . Niebo zapłonęło zdawać się mogło , że ogniem piekielnym . W tę krwawą przestrzeń wlewał się granat nadchodzącej nocy . Niesamowite .

Ogień w kominku , pod blachą kuchennego pieca . Pojawia się ciepło . Opieram się plecami o reling . Czuję je . Strzelają polana . Jak to było ? …. iskiereczka w popielniku do mnie mruga ? … uśmiecham  się . Lubię gdy ktoś się do mnie uśmiecha . Uśmiecham się raz jeszcze gdy nachodzi mnie myśl , że jestem jedyną osobą , która w tym przypadku robi to bezinteresownie .

Wychodzę na werandę . Trącam kilka dzwonków . Za jej oknami noc na całego . Wychodzę na zewnątrz . Chłód momentalnie wciska się za kołnierz koszuli . Wzdrygam się . Kiedyś ktoś mi powiedział , że taki dreszcz oznacza , że obok przeszła kostucha . Kiedy to było ? Nie pamiętam roku . Pamiętam scenerię . Też noc , leżę , patrzę w górę ,a tam brezent namiotu . Namiotu zwanego ” dziesiątką „. Wraz z kolegą czekaliśmy na naszą wartę . Psią ,od godziny drugiej w nocy do czwartej nad ranem . Przypomniałem sobie ! Lubiłem te warty … były magiczne …. czasami późno czerwcowe mgły, te o świtaniu zamieniały świat w czarodziejską krainę w której czułem się całkiem dobrze .

Spojrzałem w górę . Wielki Wóz zaparkował właśnie nad szczytem stodoły wielkiej jak piramida . Dziwne . Nagle dostrzegam , że już nie jest taka wielka . Zmniejszyła się jak górka, kiedyś taka wielka z której zjechałem na sankach , a dziś jest wzniesieniem ?

Kiedyś, kiedyś , kiedyś . Kiedyś zapaliłbym w takiej okoliczności papierosa , oczywiście , że ” egipskiego „,  w scenerii wrześniowej nocy , poczułbym także  w gardle lodowaty chłód zmrożonej wódki . Kiedyś . Łapię się na tym , że myślę iż wszystko jakoś skarlało. Nie tylko stodoła ale także  Ludzie , obyczaje … . Świat cały . Ech …. .

Wracam .

Rankiem na grzyby ! Oczywiście w czasie rozsądnego ranka . Rozsądny ranek to taki , który zaczyna się pobudką o godzinie ósmej , śniadaniem o godzinie dziewiątej .

Do lasu jadę samochodem . Choć jest on o rzut beretem od mego domu to jednak samochodem . Jedzie ze mną pewna Dama , której wiek raczej nie pozwala na dalekie piesze wędrówki . Kiedyś Ona uczyła mnie zbierać grzyby dziś ja pomagam jej dotrzeć w miejsca gdzie one rosną .

Co robisz ? – zapytała . Chwilka – odpowiadam – i zaraz dodaję , zobaczcie jak mgła chowa się do ziemi .

 

O samych grzybach mogę powiedzieć tyle , że były . Mało ale na tyle , że dały radość , a to liczyło się najbardziej . Niestety moją radość zniszczyły śmieci , ludzie chodzący rano po lesie z puszką piwa w dłoni … . To już nie mój świat . To świat tych barbarzyńców . Teraz wiem jak czuli się Rzymianie gdy na ich ulicach pojawili się Hunowie . Cofnąłem się daleko w czasie … nie chcę nikogo ze współczesnych oceniać . Nie od tego jestem na tym świecie … zaraz , zaraz panie NC , to właściwie od czego pan jest ? Nie wiem – odpowiadam sam sobie .

Wieczorem siadam przed TV . Lubię oglądać ” Rodzinkę „. To taka lustrzana opowieść .

Czuję jak ktoś mości się za moimi plecami . Odczekuję , głaszczę , robię zdjęcie .

 

 

To by było na tyle . Co tu więcej pisać ?

Ławeczka , a raczej ławka .

Hahssen  Schuss. Tak się ” u nas mówiło „. Wymawiało się to ” heksen szus „. Oznaczać miało rwę kulszową . Pod niemieckim zaborem . Zanim heksen szus mnie strzelił wysiadły mi kolana . To koszt jaki ponoszę zawsze o tej porze roku gdy z konieczności     ( brak światła dziennego ) zmieniam bieżnię . Tę leśną , miękką, zastępuje asfalt lub kostka brukowa . Cóż robić .Gdy dzięki maściom opanowałem problem kolan wstając z łóżka poczułem , że bez pomocy ścian nie dam rady iść . Bolało ! Lekarstwa . Czekanie aż minie choć trochę . Do tego depresyjny nastrój . W czwartek padał deszcz, w piątek padał dalej . Zimno . Postanowiłem zostać w mieście . Nie chciałem ryzykować .

Zatelefonowałem do L. L to panisko całą gębą i choć z porządnych wielce chłopów pochodzi to ma w sobie coś takiego … pańskiego ? Głos donośny , brzucho też takie pańskie , ruchy powolne , spokojne , oczy duże  , bywa rubaszny , trudno wyprowadzić go z równowagi , uwielbia długie kilkugodzinne spacery podczas których .pragnie rozmawiać nieustannie i zatrzymuje się często by spojrzeć , rozejrzeć się , zamyślić .Lubię go i lubię przebywać w jego towarzystwie . Panisko całą gębą . A fanaberie ma jakie ! Pomidor to koniecznie bez skórki , z łazienki rano to przez godzinę nie wychodzi gdyż ” przecież musi się uczesać ! ” , herbata taka żeby nie za gorąca ale i nie za zimna , parówka to koniecznie bez flaka i lubi jak się wokół niego ” chodzi ” . Do tego uczynny , pomocny i na spacery zabiera spacerową laskę jak i ja . Jeszcze nie tak dawno powiedziałbym , że rewelacja , że wspaniały człowiek , że … nie powiem , teraz już tak nie powiem . Nie dlatego , że on , ów L. taki nie jest . Jest ! Tylko , że ja już nie ufam swojej ocenie innych ludzi .

Co ja tu wypisuję ! Co ja robię ! Przepraszam ! Miało być o ławce , ławeczce . Zatem do rzeczy . Ów L. – z rodziny zresztą – ma żonę . To chyba nic dziwnego . Żona jego miała Ojca i to też nic dziwnego . Ojciec jej był dyrektorem wiejskiej szkoły i to także nic zaskakującego . Natomiast fakt , że szkoła ta jest starą szkołą i to poniemiecką z wsi polskiej ale obok była niemiecka kolonia to już jest coś ! Mało tego . Teraz czas powiedzieć dlaczego zadzwoniłem do Paniska . Zadzwoniłem do niego spytać o ławeczkę. Otóż trzeba Wam wiedzieć czytelnicy tego bloga , że L. co tydzień, w weekend, bywa w budynku owej starej szkoły gdyż tam mieszka jego teściowa , której on bardzo pomaga .

Zatem zadzwoniłem do niego i najpierw wysłuchałem jak to idzie właśnie, jest w Żórwacu , później pójdzie na torfowisko , minie Dobrowolskiego ruiny i , że Nowak już sieje . No coś takiego ! – odpowiedziałem . Zaraz po tym spytałem czy staw w Żórawcu już całkiem zarósł i czy odsłonił się był może szyb kopalni ,w której zniknął morderca bez głowy . Śmiech .

Załatw mi ławeczkę proszę . Taką szkolną , przedwojenną , z otworem na kałamarz , podłużnymi wgłębieniami na ołówki , zielonym blatem , brązowymi bokami i czarnymi poprzeczkami na dole które łączą siedzenie z nogami podtrzymującymi blat – nie pamiętam ale chyba powiedziałem o wszystko na bezdechu więc kończąc tę wypowiedź chyba lekko zasapałem . Cisza . Po drogiej stronie cisza . Po chwili usłyszałem sapanie . Pewnie szybko szedł przez torfowisko . Ławeczkę powiadasz ? – zapytał . Potwierdziłem – tak ! Ławeczkę . Aha , sprawdzę , zobaczę , dam znać – zapowiedział i dodał – o jaki jeleń ! i … .

W sobotni wieczór zadzwonił . Jest ławeczka , dwie nawet . Przyjeżdżaj . Niedzielny poranek . Jako na miękko , kanapka , kawa – mam dobre ciśnienie .

Jadę . Jak ja dawno tutaj nie byłem . Cofam się pamięcią wstecz . Ostatni raz … wieki całe. Ja , student wówczas czwartego roku , lubiany , wyczekiwany w tym miejscu , rodzina bliskiej mi wówczas osoby , większe grono , stół na trawie zielonej , z obrusem białym , talerze , ciasto jakieś , czerń kawy w beli porcelany filiżanek , uśmiechy , i … pan Profesor ? Tutaj ? Pan tutaj ??? – zapytał Profesor . Jaki tej świat mały dodał .

Czas , miejsca , ludzie .

Rosół prawdziwy jak kiedyś , makaron własnej roboty , parujące ziemniaki i buraczki z chrzanem i sos gęsty taki z cholesterolem i liście sałaty zabielone gęstą śmietaną z oczkami oliwki i cytrynowych kropel . I kompot ! Ludzie kompot taki co jak się go wypiło to podano łyżeczki by zjeść jabłka co jak ambrozja …. .

Panisko zaproponowało – chodź na strych zobaczysz ławki . Poszedłem , Schody się uginały , trzeszczały , stare już . Za oknem miejsce gdzie podobno siadał Mickiewicz . Magia , pajęczyny , zapach lat , jakaś cisza taka. Obracałem się wokół siebie , patrzyłem. Mój wzrok robił zdjęcia . Zostaną pewnie we mnie na zawsze . Te małe okienka na strychu.  Poddaszu . Chwytamy ławkę , ławeczkę , ostrożnie , po uginających się pod stopami obciążonymi ławeczką stopniach schodach schodzimy w dół .

Słońce . Zieleń trawy jak wówczas. Biorę do ręki małą zmiotkę, szczotkę taką małą podaną mi przez dłoń staruszki .

Ławka jest piękna . Stara . Starsza ode mnie . Jest przedwojenna . Na blacie jakieś litery . Jak zawsze w takich momentach zaczynam widzieć , czuć i wyobrażać sobie jak to kiedyś , w tej wsi , w tej szkole , przy tej ławce , ławeczce ktoś zasiadał . Co myślał ? Jak się uczył ? Kim był ? Jak odrabiał lekce przy lampie naftowej , którą ręką trzymał pióro , czy pod dłonią miał bibułę ?

Heksen szuc bywa twórczy .

Książę będzie miał swoją ławeczkę, ławkę . Siądzie na wielkim kawałku historii … mam nadzieję , że poczuje energię … że zacznie czuć jak ja …. tylko czy to będzie dobre ? Czy tak będzie dobrze ???

 

 

 

 

 

 

 

 

Winobranie 2013

No cóż . Wszystko się zmienia , a więc i Winobranie musi się zmieniać. To pewnik . Tylko przecież ktoś za ” te zmiany ” odpowiada , ktoś nad tym ” panuje ” i ktoś powinien mieć wizję całości . Kwękam . To pewnie dało już się wyczuć . Mam jednak do tego kwękania prawo o czym jestem przekonany , gdyż : wiekowy jestem , a wiekowi jak wiadomo kwękają  , a także pamiętam ” lepsze Winobrania „. Mógłbym napisać , że za moich czasów i tak dalej . Wówczas jednak kilka osób czytających ten teks,t westchnęło by i zamknęło mój blog jednym kliknięciem . Aby tego uniknąć ,napisałem to co napisałem i w tym czasie – pisząc to co napisałem – wymyśliłem co mam napisać w miejsce tego ” Za moich czasów „. Brzmi to tak – pamiętam lepsze Winobrania , te z przed lat i to kilku nawet . Zresztą i tak jest lepiej niż było . Bodajże lat temu ze cztery, samych badaczy        ” dna oka ” było kilkunastu jeśli nie kilkudziesięciu – teraz jeden ! Ich miejsce zajęli sprzedawcy jakichś takich co jak się założy a cytrynę to ona kapie nie we wszystkie strony jak zawsze ale w jedną i to w tę w którą chcemy . No niebywałe ! Do tego stopnia niebywałe , że mają pełne prawo zająć lepsze miejsce od tych, którzy handlują starociami. Pojawili się także sprzedawcy ” skórzanych ” kurtek , którzy sprzedają ” takie ” kurtki , że oczywiście mają pełne prawo zająć lepsze miejsce od tych, którzy handlują starociami. Winobranie ! Tymczasem właściciele lubuskich winnic prezentują swoje wina w małych budkach w których swobodnie mieści się jedna osoba i to nie w najlepszym miejscu, gdyż te zajmują sprzedawcy kurtek i badacze ” dna oka ” . Zmalała też ilość stoisk oferujących pajdę , wielką pajdę chleba ze smalcem . Szkoda . Kilka lat wstecz można było zjeść naprawdę dobry chleb z takim smalcem , że natychmiast zatykał żyły najgorszym z złych cholesteroli , a do tego był obłożny takim ogórkiem , że jego kwasota powodowała natychmiastowy ślinotok . Było .

Pojawiły się dwa , jedno monstrualnych rozmiarów , stanowiska , na których za jedynie dziesięć złotych można było rzuć czymś tam w ustawione w piramidę puszki . Nagroda pocieszenia gwarantowana , podobnie jak decybelowy łoskot tak dennej ” muzy ” , że panie obsługujące owe stanowiska by słyszeć podpitych młodzieńców z plastikowymi kubkami piwa  w dłoniach musiały się nieco wychylać za ladę co ” szczególnie ” działało na młodzieńców .

Na taborecie siedziała starsza Dama . Obok siebie na małym kocyku ustawiała dwie stare filiżanki na podstawkach , położyła kilka starych sztućców , jakieś koraliki , drobiazgi . Ze znawstwem mówiła o porcelanie oglądającym filiżanki . Na dłoniach miała piękne koronkowe rękawiczki . Nie zrobiłem zdjęcia , nie mogłem .

Zrobiłem natomiast inne , oto one .

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jak będzie wyglądało Winobranie 2014 ? Nie wiem . Podobnie jak osoby odpowiedzialne za jego organizację .

Apel .

Winobranie to święto wina , a nie skórzanych kurtek . Winobranie to święto ludzi ludzi z pasją . Tak przynajmniej mi się wydaje .

Zresztą nieważne . I tak kocham Zieloną Górę . Ma wiele wspólnego z Magią . Podobnie jak mój Ukochany Cieszyn . Ta Magia ściele się po mieście nieco inaczej, podobnie jak mgła tuż , a właściwie na samej granicy nocy i dnia czyli o świecie po ulicznym bruku sprawiając , że latarnie wyglądają jak samotne świetlne wyspy .

Zresztą nie tylko te miasta kocham . Także Was kocham Czytelnicy . Kurcze , a miło być o Winobraniu !

Kończę bo się rozczulę !

Wasz NC

Zmiany w Uroczysku czyli mostki nowe … cóż zrobić … zmiany idą , zmiany .

W uroczysku zmiany . Stare mostki znikają , pojawiły się nowe . Przyznam , że mam mieszane uczucia . Nowe mostki , parking we wsi przy Uroczysku , nowe oznakowanie ścieżki dydaktycznej … . Stare musi odejść . Trudno . Tak to już jest . Czy będzie lepiej ? Myślę , że tak . Nie każdy przecież, tak jak ja lubi chodzić ” po dzikim ” , gubić buty w bagienku czy słyszeć jak stare deski trzeszczą mu pod stopami . Nie każdy chce wytyczać nowe ścieżki . Trochę się martwię gdyż MOJE UROCZYSKO przestaje być MOJE . Oczywiście , że się cieszę . Cieszę się , że INNI będą mogli poznać to, co do tej pory było zastrzeżone tylko dla mnie . Uważam , jestem zdania , że nawet cHAM (przepraszam , emocje ) rzucający puszkę lub butelkę po piwie w Uroczysku , MOIM UROCZYSKU !!!  ma prawo mieć szansę zostać nim oczarowanym i zmienić się na lepsze . Kłamię . Nie wierzę w takie przemiany … ale … mam też nadzieję , że się mylę .

Bywa . Przez kilkanaście lat byłem panem Uroczyska . Nikt za wyjątkiem pracowników lasu nie bywał w nim częściej niż ja . Widziałem jak zarastały ścieżki , dębowe aleje , jak dywan opadłych rok po roku liści stawał się coraz grubszy i grubszy . Odkrywałem miejsca tajemne i nadawałem im swoje nazwy . Było MAGICZNIE.

Trochę się pocieszam . Pocieszam się tym , że ścieżką dydaktyczną będą chodzić Ci , którzy tego zapragną , a pozostali zostaną przy barze .

Nie wiem jak to będzie . Zobaczę ,a gdy dostrzegę pokażę .

Cóż … zapraszam … zobaczcie jak nowe wypiera stare .

” Mostek pod dębami ”

… a więc to tak wyglądają nowe mostki – pomyślałem sobie gdy zsiadłem z roweru …

… i z drugiego brzegu …

… a było tak pięknie .

 

Drugi mostek mnie zaskoczył. Pojawił się nieoczekiwanie, gdyż nie był na szlaku ścieżki dydaktycznej . Zawsze sądziłem , że istniał  tylko po to by leśnicy mieli przeprawę przez rzekę i podmokły teren . Korzystałem z niego z pewnym lękiem , obawą ,  czułem bowiem, że idąc po nim wstępuję na nie swój teren . Teraz może każdy , cóż … .

Mostek Pana Milczka

aaaaallllleeeee długiiiiiiiiiiiiiiiiiii !!!!!!!!!!!!!!!!!

i prosty , a jeszcze nie tak dawno nie było szans by tędy przejść …..

… bo było tak …

Pan Milczek jak to On , milczy i patrzy  swoje wie . Do tego miejsca dojechałem na rowerze zjeżdżając z górki , bardzo stromej , tak stromej , że roweru zatrzymać nie sposób . Nawet gdy oba hamulce są zaciśnięte ile sił w dłoniach . Rower jedzie bowiem po dywanie liści . Jedzie ? Raczej się ześlizguje .

 

Niedaleko od tego miejsca był ” mostek przy bobrach ”

 

Mostek Przy Bobrach .

Jaka konstrukcja ! Jak te schody pokonam na rowerze ….

…. jeszcze nieskończony … z tej strony pewnie też będą schodu i jak ja ? ….

 

Dojechałem do MOJEGO MIEJSCA , MAGICZNEGO MIEJSCA . To tutaj zobaczyłem Młynareczkę , to tutaj odkryłem , że UROCZYSKO  to MAGIA , a ja jestem jego częścią . Miejsce do którego muszę zajrzeć ZAWSZE , szum wody , jenot , szmer liści trącanych wiatrem … godzinami mogłem siedzieć na mostku i patrzeć na wilka oraz na to jak zmienną jest woda . Czasami … .

Mostek przy ruinach młyna .

… a więc to tak będzie teraz ? ….

 

stare i nowe obok siebie … ostatnie chwile …

… a było tak MAGICZNIE  ! ….

… troszkę inna perspektywa … i tyle dobrego .

To już koniec . Dziękuję za wizytę i  cierpliwość w wysłuchiwaniu moich ” kwękań ” . Stary jestem już … jak te odchodzące Mostki .

Pozdrawiam .

 

Banaliki .

Raz jeszcze ruszyłem w trasę do okoła jeziora. Teraz , znając już jej przebieg ( i tak wytyczyłem kawałek nowej na nim drogi ) jechałem bez przeszkód. Pogoda piękna, ludzi mniej , plecak zaopatrzony właściwie i aparat na szyi, a wszystko dlatego , że Magdalena powiedziała , że może być więcej banalików i Ona nic przeciw nim nie ma . No to teraz ma – zdjęcia do oglądania . Zdjęć tych będzie dużo gdyż Miła Vi nauczyła mnie jak można to robić . Robię więc i chyba jak każdy zrobiłby na moim miejscu – i ja zachwycony wstawiam zdjęć ile się da nie mając umiaru . Pocieszam się , że mi przejdzie . Kiedy ?

Kto to wie ?

Poniżej zdjęcia – banaliki .

 

 

 

 

 

 

 

Lato

Lato . Moje lato trwa od pierwszego do ostatniego posiłku, jaki przyżądzam i spożywam na dworze czy też inaczej mówiąc o tym samym – na polu . Bywa więc , że moje lato trwa od kwietnia do października . Był pamiętam taki rok. W kwietniu było ciepło jak w maju , a w październiku żeglowałem po Mazurach i wówczas nie tylko śniadanie ale także obiad i kolację szykowałem i zjadałem na pokładzie jachtu po dachem z mazurskiego nieba .

Ten rok dał mi cudowne lato . Co prawda zima trzymała do kwietnia ale tak od połowy maja to już nic tylko lato ! Także dziś .Dwadzieścia kilka stopni ciepła , bezchmurne niebo. Czas pędzi coraz szybciej . Mijają moje lata i mijają pory roku . Przyznam się , że  nic  tak nie sprawia mi takiej przyjemności jak ciepło słońca , które grzeje moje ramiona . Tak już mam .

Wrześniowy cień kładzie się inaczej . Jest magiczny ,  melancholijny i zagadkowy . Żaden inny miesiąc nie jest tak niezwykły – no może maj . Lato , a liście już tak niezauważalnie spadają , ciepło w dzień , a nocą chłodno . Zmierzch krótki , taki grecki . Niby słońce zachodzi powoli i nagle ciach ! – ciemno ! Wrzesień . Zawsze kojarzy mi się z Ewą Demarczyk i słowami ” a może byśmy tak najmilszy  na jeden dzień do Tomaszowa „.

Rano wstałem o godzinie ósmej , zaszalałem . Śniadanie , pomiar ciśnienia , jest dobrze więc kawa ! Aha ! Waga ! 77,6 kg ! Super ! Efekt – wtorek 16 km bieg , czwartek 12 km bieg. Jestem więc w doskonałym nastroju ! Rower . Do plecaka : dodatkowy bidon z wodą, scyzoryk , teleobiektyw 200, zapasowa dętka , spirytus salicylowy , okulary , jedno piwo i nie zgadniecie !  Odrobinę nadziei .

Trasę opiszę na zdjęciowym blogu . Było miło . Prawie czterdzieści kilometrów . Nie to jednak ważne . Ważne to , że z każdym weekendem jestem coraz bardziej sam na szlaku czyli coraz bardziej u siebie .

Za tydzień ” WINOBRANIE ” w mojej kochanej Zielonej Górze , zapraszam wszystkich !

Wiem , że składam literki bardzo nieskładnie ale po bajankach muszę się od nowa dostosować do normalnego blogowego pisania .

No to nie zamęczam .

Pa .

 

Cieszyńska Bajanka cz. 64, czyli kończę i dziękuję Wszystkim .

Na chwilę – tak mi się przynajmniej zdawało przymknąłem oczy . Gdy je otworzyłem wszyscy zastygli w bezruchu . Na stojąco .

Gdy je otworzyłem zobaczyłem  postać Baronowej . Stała przede mną . Uśmiechała się . Na jej nagim ramieniu siedział Orzeł Bielik , który swymi szponami niczym biżuterią ozdabiał jej ramię . Ona i On patrzyli w moje oczy . Baronowa uśmiechnęła się myślą nie ukazując tego na swych ustach i powiedziała –  nadchodzi Mgła , czas na Nas , chodź , czas , Magiczny Cieszyn zostanie na zawsze Magicznym Cieszynem …ale teraz zostaw … proszę . Pamiętasz dotyk mojej dłoni ? Podaj mi swoją , a poczujesz ją raz jeszcze . Mój przyjacielu … wiem czego pragniesz … postaram się … zaufasz ?

 

Przez moje myśłi , moją podświadomość przewinął się film . W jego ostatniej scenie otwieram drzwi i wychodzę . Jasność .

Pa.

Dziękuję  i zapraszam na to co także mnie insporowało :

http://www.youtube.com/watch?v=-qfUArhblUc

http://www.youtube.com/watch?v=aMRMJHu5G4s

http://www.youtube.com/watch?v=badzQNIwv8w

Powyższe koniecznie w całości , język bez znaczenia 🙂

Przybywa Pepin ( ten od opowieści o Jezusiczku ) czy on nie jest cudowny ???

http://www.youtube.com/watch?v=3l0-37CoZNA

też pieknie

http://www.youtube.com/watch?v=bh-IXNXNkcc

 

ps.

Dziękuję Ewo .

Osobne podziękowania dla Anonima dzięki którego akwarelom czytanie moich bajanek miało jakiś sens .

Dziękuję także tym , ktorzy byli tutaj , zglądali i przeczytali choć jedną literkę .