Moje książki miesiąca października 2015.

*

Tomek Michniewicz – „Świat równoległy”.

Tym razem Tomek Michniewicz zabrał mnie w podróż do jądra ciemności. Jakoś inaczej czytało mi się tę książkę. Jest ona jakże inna od trzech poprzednich, w których autor pokazywał co prawda ciemne strony świata, były jednak owe opisy zła  niczym chmury na jasnym jednak niebie. Nie wiem dlaczego tak jest, ale teraz to samo przecież niebo jest u Tomka całe czarne. Może Autor dostrzegł to czego my nie widzimy? Może z faceta z plecakiem przerzuconym przez ramię przemierzającym świat stał się tym, który zrozumiał jaka ludzkość jest żałosna? Może nie tylko dostrzegł to czego my dostrzec nie chcemy, ale jeszcze zdecydował się to opisać. Nie wiem. Przecież ja tylko czytam. A czytałem nie tylko Tomka literki, ale i w swojej ludzkiej duszy. Dzięki Tomek !!!

… ”  Wśród setek religii świata jest też sufizm. Sufi to wyznawcy mistycznego islamu.Wierzą, że każdemu należy się dobro i szacunek bez względu na pochodzenie, przekonanie i wiarę. Że islam to religia pokoju i miłości, a nie wojny. Kochają ludzi, chcą im służyć, pomagać. Nie występują przeciwko nikomu, wierzą w to, co stoi u podstaw każdej religii świata. Zasadę: bądź dobrym człowiekiem . ” …

…” Sufi brzydzi się przemocą, nie zadaje krzywdy żadnej istocie, jeśli nie musi. Pieniądze nie mają dla sufiego wartości, więc się nie liczą. Wartość mają miłość, ludzie, rodzina, szczęście. Sufizm to nie system wierzeń z określonym bogiem, sufizm to sposób myślenia. Dyscyplina, poświęcenie, wyrzeczenie. Każdy może być sufim bez względu na religię, jaką wyznaje.”

… Baba Sain. Dla sufi niemal święty, postać boska. Tylko, że z czasem okazuje się, że bierze datki od wiernych, miliony, ziemia w rodzinie, wszystko to czego być nie powinno, a jest łącznie z fałszywymi lekami. Baba Sain posiada wielbłąda, który jest wart ponad dwa i pół tysiąca dolarów poleca go zabić. Ubój rytualny. ZARŻNIĘCIE na oczach wszystkich i małego wielbłądka, który będzie świadkiem kaźni swojej matki. Nikt nie zadba o to by zabrać Małego …. .

…” Zwierze opadło w końcu na kolana, rycząc jeszcze ostatkiem sił, po czym osunęło się bezwładnie na bok. Rzeźnicy bez zbędnych ceregieli zabrali się do ćwiartowania. Mały wielbłąd dopiero wtedy został odprowadzony do zagrody i przywiązany do drzewka nieopodal. Stał tam, rycząc tęsknie, do samego wieczora, przez siedem kolejnych godzin.”

Jeszcze teraz, kilka przecież tygodni od dnia w którym czytałem ten fragment jestem nim głęboko poruszony i także teraz, podobnie jak wówczas, mam łzy w oczach i zastanawiam się jak to możliwe ? Przecież to WSZYSTKO jest jednym wielkim oszustwem, które ma na celu wmówienie sobie, że mamy specjalne prawa na tej ziemi, gdyż jesteśmy ludźmi i mamy swoich świętych.

A gówno prawda !!! Pieprzyć to !!! Jesteśmy beznadziejni !!!

**

Mark Hollingsworth & Stewart Lansley – „Londyn Nowych Ruskich”.

Kupiłem tę książkę, gdyż w końcu chciałem się dowiedzieć, jak to z tymi „Ruskimi” jest. No i się dowiedziałem. Było, jest i będzie zwyczajnie. Pierwsi okradli państwo przy pomocy jego samego, drudzy zabierają pierwszym, gdyż reprezentują nową władzę, tę z Putinem na górze. Strzelają, trują, oszukują, szastają pieniędzmi, zmieniają żony jak samochody, jachty i  wszyscy uważają się za prawdziwych biznesmenów.  Wciskając Anglikom miliony funtów po kieszeniach, a miliardy do ich banków, starają się wdrapać na arystokratyczne i biznesowe wyżyny ich społecznej drabiny. Kilkanaście osób zawłaszczyło majątek całego państwa, kilka tysięcy żyje jak pijawki przy ich obsłudze, reszta to dla nich „motłoch” do pracy, który jest dumny, że ma takich bogaczy.

Absolut głupoty. Etap działalności rosyjskiej gospodarki. Celowo użyłem słowa „działalności”. Miałem napisać: etap?

Strasznie to wszystko żenujące. Wszyscy mają powiązania z KGB i jego późniejszą mutacją, wszyscy …

I do tego ten żałosny Putin.

Nie chce mi się więcej pisać na ten temat.

***

Kurt Vonnegut – „Armagedon w retrospektywie”.

I co tu wiele pisać. Kurt to Kurt. Ta książka to zbiór dziesięciu niepublikowanych wcześniej opowiadań. Z ich treści wnioskuję, że wojenna traum była dla Kurta czymś naprawdę wielkim, czymś czemu „Rzeźnia numer pięć” do końca nie sprostała. A może było inaczej? Może było tak, że te opowiadania były przygotowaniem do „Rzeźni… „.

???

Jeden z cytatów z tej książki zamieściłem na tym blogu w celach prowokacyjnych, co przyniosło zamierzony skutek i byłbym skłamał gdybym nie napisał teraz, że taka postawa Kurta jest mi bardzo bliską.

To może jeszcze jakiś cytat ?

… ” Wiecie co zwykła mawiać moja siostra Allie ? Mawiała: Rodzice rujnują ci pierwszą połowę życia, a dzieci drugą”.

… ” A jak powinniśmy postąpić w czasach apokalipsy? Powinniśmy być nadzwyczaj dobrzy dla siebie nawzajem, to na pewno. Ale też powinniśmy przestać być aż tak poważni. Żarty bardzo pomagają. I sprawdźcie sobie psa, jeśli jeszcze nie macie”.

****

Danny Wattin – „Skarb pana Isakowitza”.

Myślałem, że po przeczytaniu „Niebiosa są puste” Avroma Bendavida-Vala, który opisał zagładę pewnej społeczności i jej świata, niewiele nowego może mnie w wiedzy na temat Holocaustu spotkać. A jednak … . Miałem tę książkę w dłoniach w księgarni. Fajna okładka, obiecujący tytuł i zachęcający opis na zewnętrznej stronie tylnej okładki. Nie kupiłem jednak, gdyż kilka innych pozycji czekało w kolejce, a budżet – wiadomo. Upłynął jakiś czas, „Matras” w internecie dał dobrą cenę, więc zapadła decyzja – kupuję. Pozostało czekać na wiadomość email, że książka jest na miejscu i mogę się udać do pobliskiego CH by odebrać ją w znajdującej się tam księgarni „Matras”. A potem było tak jak myślałem, że będzie. Godziny spędzane między dwiema sztywnymi okładkami, świat za oknem jakby nie istniał, nie dochodziły stamtąd żadne dźwięki, a przed oczami przewijały się obrazy. Inna to książka. Największa różnice?  Większość bohaterów ocalała z Holocaustu. Większość ciężką pracą osiągnęła pożądany status społeczny, jednak … . Może parę cytatów ? Przygotowując się kiedyś do zamieszczenia tutaj wpisu na temat poznańskich Żydów (http://niewinny-czarodziej-na-wsi.blog.onet.pl/2014/10/25/moje-miasto-xii-macewy) zastanowiło mnie informacja, że po uzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918 olbrzymia ich większość wyjechała do Niemiec.

Tymczasem …

…” – Zawsze czuliśmy się Niemcami. Ja byłem Niemcem. Mój ojciec był Niemcem. Bił się za Niemcy w pierwszej wojnie światowej, od początku do końca. I nagle przestał być Niemcem. To było nie do pomyślenia. Kiewe często tak mówił, gdy pytano go o koszmar, który przeżył. ” To było nie do pomyślenia”. Jakby był jakimś Kurtem Vonnegutem czy Josephem Hellerem. ”

Cała rodzina Autora emigrując do Szwecji nim nastąpiła zagłada, tęskniła za kosmopolitycznym Berlinem, koncertami, kawiarniami, życiem towarzyskim, światowym zgiełkiem tego miasta, które naziści nagle zamienili w jądro ciemności. Uciekając do Szwecji walczyli o przeżycie, ale czy było im łatwo ?

…” Największym problemem Żydów w tamtym czasie było nie to, że nie mogli wyjechać z Niemiec, bo mogli. Naziści nie opracowali jeszcze ostatecznego rozwiązania i cieszyli się, jeśli pozbywali się „robactwa”. Oczywiście pod warunkiem, że żydzi zostawili swój dobytek i mogli okazać pozwolenie na wjazd do innego kraju.”

Tymczasem …

…” Nawet gmina żydowska nie chciała nas w Szwecji ze strachu, że zbyt wielu żydowskich uchodźców ściągnie negatywną opinię na tych, którzy już tam mieszkali.Tak bardzo byliśmy niechciani, że nawet my sami siebie nie chcieliśmy 

Początek listopada 1938, za chwilkę , za parę dni zacznie się Noc Kryształowa i szkło zacznie chrzęścić pod butami, a ludzkość będzie udawała, że nic się nie stało, że to tylko wybryk, a politycy będą uważali, że panują nad sytuacją i zachowają pokój.

…” Zaledwie cztery miesiące wcześniej wskutek apelu prezydenta Roosevelta reprezentanci trzydziestu dwóch państw spotkali się, by przedyskutować krytyczną sytuację niemieckich Żydów. Każdy rząd, wśród nich także szwedzki, z przykrością stwierdził, że nic nie da się zrobić”.

Coś dodać? Czy nie widać analogii? Czy obecne hasła wyborcze czegoś nam nie przypominają? Czy politykom znowu jest wygodniej czegoś nie widzieć byle tylko wygrać wybory? Wszyscy są ślepi ?

Przecież widać , że nadchodzi mrok.

Zamieszczone powyżej cytaty są jedynie moja próbą doszukania się swojej racji. Niczym więcej. Książka jest przecież o czym innym. To piękna opowieść o rodzinnej miłości, próbie nawiązania międzypokoleniowego zrozumienia, ofiarowania sobie czułości i niezwykle delikatnego zdejmowania, warstwa po warstwie, rodzinnej i narodowej traumy. Próbie uwolnienia się przez świadome obciążenie się zrozumieniem. Chyba. Książka na półce konieczna.

*****

Tomasz Jaśkiewicz & Witold Górka – ” Byłem gitarzystą Niemena”.

To bardzo fajna książka. Kilka anegdot, moc wspomnień, ścieżka po której mogłem wrócić do swoich młodych lat. Napisana, a właściwie chyba podyktowana bardzo rytmicznie. Jak przystało na świetnego gitarzystę. Sporo dystansu do siebie, świata, autoironia i to przemożne zrozumienie wszystkich i wszystkiego. Niewielu znam ludzi, którzy odnieśli wielkie sukcesy, a potrafią pozostać skromnymi, pełnymi wiary, a nawet pewności, że można było lepiej. Co bardzo ciekawe  w książce nie ma ani jednego złego słowa na czyiś temat. Ani jednej skargi, nutki żalu … .

W dzisiejszych czasach taka postawa to niebywała rzadkość. Czasami pozwalam sobie na obrazowe określenie tego co czuję, czytając cudze słowa.W przypadku słów Tomka Jaśkiewicza, które czytając słyszę coś sprawia , że nagle znajduję się po środku pustyni, noc, oaza, palmy, wokół cisza, grono zasłuchanych osób, ogniki papierosów, aura zrozumienia i niebo pełne gwiazd. I jego głos … .

Na zakończenie. Jedno jest pewne. Wydanie takiej treści i ikonografii, na takim papierze to skandal. Wydawnictwo OLE chyba zapomniało, że wydaje niesamowite wspomnienia, a nie kolejną książkę o Nowych Ruskich.

******

Tiziano Terzani – „W Azji”.

Jeszcze raz i jeszcze nie po raz ostatni Tiziano. Przeczytam wszystkie jego książki za wyjątkiem tej ostatniej. Tej w której siedząc na leżaku, umierając opowiada o swoim życiu synowi jednocześnie żegnając się z obydwoma. Taki mocny to ja nie jestem.

Tym razem możemy przeczytać o Jego Azji z lat 60-90 tych ubiegłego wieku. Można zadać sobie pytanie: po co ? Ano po to by dowiedzieć się jak było naprawdę. Przecież w tamtych latach żyliśmy w obozie kłamstwa, niewiedzy i zbrodniczej ideologii. Czytając teraz oczy nam się z lekka, a chwilami mocno otwierają ze zdumienia. Oprócz tego, że Terzani przyznaje się do początkowej sympatii dla azjatyckiego lewactwa, które później pochłonęło miliony ofiar i  tak głęboko zraniło wielu ludzi w tym i Autora, to jeszcze możemy wielu ciekawych rzeczy na różne tematy.

Oto przykład. Czy wiedzieliście, że :

„Koreańczycy zachowali swoje tradycje, swoją tożsamość światłego narodu. Przez długi czas wyprzedzali cywilizacyjnie Japończyków, którzy podziwiali ich lepszą znajomość kultury chińskiej. Japonia wiele zawdzięcza Korei. Pewien mnich koreański przeniósł na archipelag buddyzm. Koreańscy architekci pomogli Japończykom zbudować ich pierwsze świątynie buddyjskie. Koreańscy lekarze nauczyli Japończyków chińskiej medycyny, a koreańscy rzemieślnicy pokazali im bardziej wyrafinowany sposób wyrabiania ceramiki. Koreańscy wychowawcy edukowali japońskich książąt. W 850 roku naszej ery w Japonii powstał spis szlachetnych rodów: jedna trzecia była pochodzenia koreańskiego”.

Ponad tysiąc lat później Japończycy pogardzając podludźmi – Koreańczykami mordowali ich z takim zapałem i radością jak Niemcy nas.

Kogo z nas obchodzi Sachalin? Kto z nas z stuprocentową pewnością wskaże tę wyspę bez zawahania na mapie świata. Niewielu. Wyspa z endemiczną roślinnością , gatunkami ryb żyjących w rzekach, zatokach i na pełnym morzu, została przez ZSRR zamieniona w ekologiczne piekło i to w kilkadziesiąt zaledwie  lat po wrogim jej przejęciu z rąk Japonii. Można powiedzieć: wart swój swego, tylko czemu odpowiedzialność za barbarzyństwo rodem z Azji ma ponosić przyroda?

Szkoda gadać.

Kto wie, że istnieje Mustang i nie chodzi tu o konia czy samochód. To małe państwo.

” W dalekiej dolinie za oblodzonymi szczytami Himalajów żyje król z innych czasów. Jego zamek jest zbudowany z kamieni i błota., jego skarbami są owce i konie. Jedyny strażnik to mastif o sierści czarnej jak smoła. Monarcha ma zaledwie cztery tysiące pięciuset poddanych, lecz jego królestwo pobudza wyobraźnię podróżnika. który szuka krainy ze snu”.

Jest rok 1995. Coraz więcej podróżników za specjalnym pozwoleniem i w specjalnym towarzystwie trafia do tego magicznego państwa. Pojawiają się chińscy złodzieje, którzy ukradną każdą świętość, a ludność królestwa miast nosić swoje tradycyjne nakrycia głowy zakłada czapki bejsbolówki. Na nogach … chińskie adidasy.

Jest rok 2015. Jak tam jest dzisiaj? Czy Mustang nadal istnieje ?

 

” Bóg jest wszędzie i ma tysiąc imion,

ale nie istnieje źdźbło trawy,

które by go nie rozpoznało.

Razem zjawiliśmy się na tej ziemi,

czemużby nie dzielić radości i cierpień”.

” Tak napisał szejk Nuruddin, aby przekonać swój naród, że miłość lepiej niż miecz nawraca niewiernych i że nie należy nigdy budować muru między hindusami, a muzułmanami”.

Pamiętacie sufizm opisany powyżej przez Tomka Michniewicza? To to samo. Jak było wcześniej ?

” W 1460 roku wzniesiono sanktuarium z drzewa orzechowego, całe w intarsjach … było symbolem tolerancji religijnej, koegzystencji hindusów i muzułmanów. Zostało wzniesione wokół grobu szejka Nuruddina, piewcy sufizmu-mistycznego nurtu islamu-nawołującego do pokoju ….

Kaszmir, kilkudziesięcioletnia jawna i ukryta wojna między Indiami i Pakistanem. Hindusami i muzułmanami. Ktoś podłożył ogień.

„Oszołomione psy kręcą się między gruzami i obgryzają zwęglone kości. Niektóre, oślepione ogniem, umierają z głodu, skulone wśród resztek tego, co było najświętszym miejscem w Kaszmirze … „.

Był rok 1995. Jest rok 2015. Jak jest tam teraz. Wiecie. Tomek Michniewicz.

I ostatni cytat.

” Bóg stworzył nas, a my stworzyliśmy nędzę. Problem rozwiąże się dopiero wtedy, gdy zrezygnujemy z naszej zachłanności”.

*******

Jack Rudloe, Anna Rudloe – „Krewetka”.

No co ?

Jakoś musiałem to wszystko odreagować by nie zwariować. Poza tym kutry, ruszający się na falach pokład, sieci, sztormy, historia, wszystko to co tygryski lubią najbardziej. No i teraz sporo wiem o krewetkach. I to wszystko za 9,90   🙂

To by było na na tyle.

Miłego wieczoru życzę . I lektury !

Reklamy

28 października 2015 – Trzecia ręka Pani S.

Z Panią S. gdy pisała, był pewien problem. To znaczy ja z nią miałem pewien problem. Otóż Pani ta nie przepadała za sytuacją, gdy ktoś przyznawał jej rację, a szczególnie wówczas, gdy czynił to bez uprzedniej polemiki, która była dla niej jak tlen czy jakoś tak. Oczyma wyobraźni można było zobaczyć Panią S. trzymającą się oburącz za głowę i z uroczą rezygnacją opadającą na kozetkę, która jak wiadomo wiele widziała. Osoby mające więcej wyobraźni mogły w takich chwilach usłyszeć Pana N., który wymawiał słowa : a czego Ty się od  Tych ludzi spodziewałaś? Krytyki? Polemiki? Przecież piszesz tak jak gotujesz, wygląda jak wygląda,nie zawsze się kupy trzyma, ale jak smakuje!!!

Tak sobie to mniej więcej wyobrażam.

Dzisiaj tego problemu mieć  nie będę. Nie tylko bowiem, że Pani S. już nie pisuje na łamach swojego bloga, wiec i racji bez polemiki jej nie dam, ale także dlatego, że zwyczajnie – NIE !!!

Otóż Pani S., odwiedziła mnie była wczoraj (tutaj, komentarz można przeczytać pod datą wpisu z dnia 25 października) i napisała, że marzy o trzeciej ręce, której brak jest błędem ewolucji. No może nie do końca tak to ujęła, ale nie mogę teraz sprawdzić jak to napisała, gdyż piszę to co teraz piszę. W każdym razie jakoś tak to ujęła.

I przyznać to ja Jej racji nie mogę ! Bo choć i owszem, trzecia ręka wyrastająca gdzieś z tyłu, z karku na wysokości głowy, byłaby pomocną w czytaniu przy jedzeniu, piciu, paleniu jednoczesnym (oczywiście łokieć powinien się odpowiednio zginać) i w wielu innych sytuacjach, o których nie wspomnę z przyzwoitości to jednak nie, a nawet NIE !!!

A co z górnikami, którzy teraz musieliby za te same pieniądze bez osiemnastki wydobywać o jedną trzecią węgla więcej? A co z chirurgiem będącym na porządnej bani bani (pił przecież z kolegą na sześć dłoni), któremu w tej sytuacji przyszło operować  na dwóch stołach jednocześnie? A co z policjantem na skrzyżowaniu ? Tam na skrzyżowaniu! Co robi z trzecią dłonią Policjant, który zastanawia się czy wypisać nam mandat? Co z głosowaniem w sejmie? Przecież to marzenie wielu z posłów: być za i przeciw jednocześnie. Co z wyborami !!! Kto upilnuje składanie podpisów??? No kto ? Przecież strażnikom PiS-u w oczach się zamgli i się zoczopląsi wzrok od tego migania trzech dłoni z trzema długopisami nad jedną kartką tych, którzy jak wiadomo przyszli tylko po to by oszukać !!!

To w kraju, a co za granicą ?

Eskimosi w swoich łodziach z trzema wiosłami ? Amerykańcy raperzy z dwoma mikrofonami w dłoniach przy ustach,a trzecią przy kroku i to dobrze jeśli przy swoim! A co z reprezentacją Brazylii w „siatę”? Nikt już , nawet my im nie poradzimy !II A mistrzostwa świata w pływaniu. Kraulem . No co ? A rzuty młotem, oszczepem ?

Szkoda gadać Pani S. tutaj Pani z swoimi marzeniami przesadziła. I proszę nie polemizować! Bo przytoczę przykład małych dzieci w Indiach wyzyskiwanych przez FIFĘ do szycia piłek na kolejny mundial.

Niech lepiej zostaną już te dwie. Ręce dwie.

*

Miłego wieczoru życzę Państwu i Pani S.

25 październiaka 2015 – Jesienne opowieści różnej treści.

Jak widać jesień w pełni. Jeszcze ta urocza, złota, kolorowa, ciepła i z lekka tylko nostalgiczna. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że fajna taka jesień jest.

Zatęskniłem dzisiaj jak dziecko. Przyznaję się do tego sam. Zatęskniłem za … pływaniem w jeziorze ! Przypomniałem sobie jak to było. Nie tak przecież dawno temu, niecałe dwa przecież miesiące wstecz, gdy woda była ciepła, słońce grzało jak oszalałe, a ja się pluskałem, pływałem i cieszyłem się życiem w ten letni czas. Nawet ów facet słuchający muzyki z białego smartfona wielkości tabletu, za pomocą białych słuchawek z białym kabelkiem i w białych okularach, wydawał mi się w owym przygnanym tęsknotą wspomnieniu, nie taki dziwny i zaskakujący.

Piękne było lato tego roku proszę Państwa.

I już niedługo pojawi się listopadowy koszmar. Ciemno praktycznie cały czas, szarówka, deszcz, kałuże, parasole, wiatr za oknem, pod kurtką, za kołnierzem, we włosach, w kominie i gdzie tam jeszcze. Na szczęście mamy książki, koce i coś do picia. Herbata i nie tylko. Bywa, że to „nie tylko” pomaga nam przetrwać ten straszny czas. Listopad to także czytanie ponad zwykłą miarę. Literalna ucieczka w świat cieplejszy niż ten za oknem,

Słabo tego roku z grzybami. Bardzo ich u mnie mało. Dozbierałem trochę czarnych łepków, ale tyle tego co kot napłakał. Bez sensu to bo przecież koty nie płaczą, ale mało to różnych bezsensów wokół ?

Obrodziły mi natomiast jabłka tego roku i to najbardziej te dwa gatunki na których najbardziej mi zależy. Obrodził też stary orzech włoski i chyba równie stare orzechy laskowe.

W ogrodzie wszystko porosło jak diabli. Mam teraz ogród zarośnięty wielkimi krzakami, drzewami owocowymi, iglakami i co tam jeszcze w nim rośnie. W sumie mnie to cieszy. I pomyśleć, że wszystkie te iglaki miały najwyżej pół metra wysokości gdy je sadziłem. Teraz, by je przycinać, wspinam się na ostatni niemal szczebel drabiny. Kiedyś z niej spadnę. To pewne. Chociaż może nie. Przecież mam swojego Anioła Stróża. Chyba.

No to chyba czas kończyć. Ile można pisać takie pierdy.

Miłego wieczoru życzy Wam, Wasz NC .

Ps.

Zapraszam do odwiedzenia mojego fotoblogu. Zamieściłem tam piękne zdjęcie. Tematyka bliska bardzo oraczom.

No to nara tej.

21 października 2015 – I nagle ktoś to powiedział …

… ” Każde wspomnienie, które mogłoby mi dawać satysfakcję, obciążone jest świadomością winy i popełnionych błędów ” .

Od lat czuję podobnie. Gryzie mnie to i noszę to jak garb. Nie potrafiłem jednak tego wyartykułować, nazwać, określić.  Od siebie mógłbym coś dodać i wówczas słowa te wyglądałyby tak : … każde wspomnienie, które mogłoby mi dać satysfakcję i niezmąconą radość z tego, że żyję i jestem szczęśliwy , obciążone jest  świadomością winy i popełnionych błędów.

Cóż.

Aha … cytat pochodzi z wywiadu jakiego Jerzy Skolimowski udzielił tygodnikowi Newsweek. Po tym jak przeczytałem cytowany fragment wypowiedzi, zamknąłem go. Przecież wszystko zostało powiedziane.

14 października 2015 – Być jak On .

… stawił się w redakcji i dostał polecenie napisania krótkiego tekstu o koniu wyścigowym, który przeskoczył ogrodzenie i próbował uciec. Przez cały ranek … wpatrywał się w czystą kartkę, następnie napisał na maszynie: Koń przesadził pierdolone ogrodzenie , po czym wyszedł, żeby znów żyć na własny rachunek …

*

i o to chodzi …

12 października 2015 – Boniek, Nawałka, Lewandowski i inni oraz takie tam.

Nareszcie nie widziałem bełkotliwych kibiców, którzy ochrypłym głosem wyli : Polacy nic się nie stało ! Polacy nic się  nie stało ! Jesteśmy z Wami !

Jacy Polacy, co się niby miało stać i dlaczego mamy być sami z sobą ? Ta nasza zapyziała zaściankowość. Z niczego robimy problem, z problemu czynimy dramat, a ten zamieniamy w tragedię. Po co? Przecież to tylko mecze. Szkoda, że do tej pory przeważnie przegrywane.

Pamiętam Euro w Polsce. Widok twarzy bezradnego i przerażonego „Franza” Smudy podczas meczu z Rosją, której później kamerzyści z litości dla niego i dla nas nam oszczędzali. W życiu nie widziałem kogoś tak spanikowanego! Facet wyglądał koszmarnie. Jedyne co mógł przekazać swoim piłkarzom to: ratunku, nie wiem co robić, ratunku !!!

I prezes PZPN Grzegorz Lato. Koszmar.

I teraz odmiana. Prezes Zibi Boniek postawił na Adama Nawałkę, który objął kadrę prosto z ligowej posady, bez tytułów i zagranicznych epizodów trenerskich. Trener ten mając do dyspozycji tych samych praktycznie graczy co jego poprzednicy: Smuda i Firnalik stworzył coś z niczego. Kadra Reprezentacji Polski wygrała eliminacje w świetnym stylu gwarantując swoim kibicom niezapomniane emocje, a Robert Lewandowski jej niezaprzeczalny wódz, niczym gladiator wstający po każdym ciosie, prowadził ją jak natchniony.

Boniek, Nawałka, Lewandowski, Glik, Krychowiak, Piszczek, Błaszczykowski, Milik, Grosicki, Fabiański (o jakże innej kulturze piłkarskiej od A.B.)  i spółka, nagle zmienili oblicze polskiej piłki na arenie międzynarodowej.  Ich profesjonalizm, zaparcie, determinacja, odwaga, waleczność, upór i konsekwencja spowodowały, że przestaliśmy być zaryczanym zaściankiem, który nieustannie walczył o punkty, wszystko i honor.

Weszliśmy na salony i to nie jako parweniusze, ale –  z tą ekipą – jako ich stali bywalcy. I niech to trwa!

Jest jeszcze coś czego zazdroszczę innym reprezentacjom. I nie jest to coś co zależy od działaczy , piłkarzy, trenerów. Zazdroszczę kibicowskiej kultury i śpiewu. Tak, śpiewu !

Mam nadzieję, że doczekam dnia w którym przestanę słyszeć ten ryk „polska biało-czerwoni” i powtarzanie tych słów do znudzenia. To tak jak z naszym hymnem. Pierwsza zwrotka i koniec … jak to dalej było ?

Marzy mi się ,  że kiedyś będziemy jak Irlandia z swoją cudowną pieśnią, którą kibice potrafią zaśpiewać od początku do końca i to przez dobre kilka minut. Bez ryku. Po prostu zaśpiewać .

Tylko proszę ! Żadnych konkursów ! Nie powtarzajmy żenady z poprzedniego Euro. Koko, koko, ja pierdziu !!!

Kibice ! Przestańcie ryczeć i siądźcie do pisania prawdziwej pieśni kibica . Polskiego kibica i jego zwycięskiej drużyny .

No !

*

Teraz pora na „takie tam”.

Zimno ! Wszystko we mnie przeciw tej niskiej temperaturze się buntuje ! Przecież jeszcze trzy tygodnie temu kąpałem się w jeziorze, szalałem na rowerze i biegałem w krótkich spodenkach i koszulce.

Ciepła chcę !

W niedzielę w Poznaniu odbył się maraton. Osobiście nie brałem udziału ( może za rok?) choć przebiegłem w towarzystwie uczestników kilkaset metrów. Oni biegli ulicą ja po chodniku. Oni pobiegli prosto, a ja w prawo do lasku na swoją trasę . Przez krótki czas mogłem podziwiać ich radość, determinację i silną wolę. Miło było widzieć bezinteresowny doping przechodniów którzy bili brawo, zachęcali okrzykami typu: dajesz ! – do dalszego biegu i ponosili dłonie z kciukiem wzniesionym do góry. Brawo! Dla wszystkich.

Teraz pada. Raczej siąpi niż pada, ale robi się okropniasto. Dobrze, że nie pada deszcz ze śniegiem i nie jest już minus dwa.

Jakoś trzeba to przetrzymać . Mam swoją metodę . Książka, herbata i kocyk .

No to cześć . Miłego wieczoru.

 

 

11 października 2015 – No i mamy jesień.

Nie da się dłużej oszukiwać. Zresztą … jaki sens ma oszukiwanie siebie samego? Taki sam jak oszukiwanie innych. Żadnego.

Dlatego dzisiaj, stanąwszy sam ze sobą twarzą w twarz – to dopiero wyczyn ! – powiedziałem , a jakże , także sam do siebie : jesień facet . Jesień !

Niech i sobie jest. W końcu to jej czas. Żal trochę lata, gdyż tegoroczne było przepiękne i tak cudnie gorące. No i nauczyłem się jeździć pociągami ! Pięknie było !

Może w nowym roku będzie jeszcze piękniej, a lato zacznie się już w maju ? Tego życzę Wam Wszystkim i sobie przy okazji.

Będę kończył, gdyż chcę jeszcze zamieścić REWELACYJNE zdjęcie na moim fantastycznym fotoblogu.

Miłego wieczoru !