Dar Nocy.

Dzisiaj wieczorem , tak tuż przed nocą, razem z Moją Dziewczyną z Sopotu poszliśmy na spacer do portu. Trzymaliśmy się za ręce bo miejsce to niezwykłe … tutaj zacumowane stoją Dary … .

Jeśli zatem coś się chce sobie ofiarować to czy można to zrobić w lepszym miejscu ?

*

Trzy takie same, a jednak inne. Moja Dziewczyna z Sopotu to robi takie zdjęcia żaglowców, że hej! No to mi doradzała.

No i teraz są trzy. Każdy może sobie wybrać według swojego uznania.

A teraz kilka ujęć swobodnych …

No …

To ja idę pić wino ze swoją Dziewczyną … .

*

Przekażmy sobie uśmiech 🙂

Reklamy

Ciągle w drodze …

*

Pamiętam zimę. Ciemno, wszędzie śnieg, mróz. Miałem może z dziesięć lat … .Ulicą Botaniczną doszedłem do torów kolejowych, przeszedłem przez nasyp i już byłem w lesie nad Rusałką. Na gałęziach drzew tysiące wron, na ziemi w śniegu ich szkielety … Krakanie, a w prześwicie drzew sina od światła księżyca, pokryta śniegiem tafla jeziora.

Byłem sam. Nie zastałem nad jeziorem kolegów.

To było niesamowite.

Pamiętam, że szedłem przed siebie jak zaczarowany. Śnieg skrzypiał pod nogami. Wokół pustka.

I ten wielki księżyc cały ze srebra … .

*

I tak całe życie … samotność to moje drugie ja  … .

*

Nawet gdy żeglowałem na Mazurach przez prawie trzydzieści lat, to zawsze starałem się być na pokładzie sam.

Pada deszcz … siedzę sam w kokpicie, o kaptur sztormiaka stukają krople deszczu, powierzchnia jeziora pokryta nieskończonością wodnych kręgów … .

W dłoni papieros schowany przed deszczem w garści … patrzę przed siebie … jestem sam … na jeziorze tylko mój jacht … płynę po horyzont … nie myślę … jestem w dziwnym stanie emocjonalnym … cisza ….

Łyk ciepłej wódki prosto z butelki …

*

Samotny rejs po jeziorach na Omedze. Okłamałem wszystkich i jestem sam. Śpię na pokładzie w śpiworze, z grota na bomie robię namiot. Jem byle co, byle co piję, chłonę świat …. marzę … i pamiętam, że cholernie tęskniłem …to przejmujące uczucie … to było dziwne bo nie miałem za kim tęsknić ..

W Mikołajkach, Giżycku, na bindugach mają mnie za dzikusa . Na boso, w szortach, jakaś koszulka … kilkudniowy zarost … i sam .

W oczach niektórych facetów zazdrość …

a …

Dziewczyny patrzą na mnie tak dziwnie … łakomie ? …

*

I jeszcze samotne wyprawy w góry, całodniowe włóczęgi po lasach ….

Sam, sam, sam …

*

A potem, nie wiem jak, zacząłem jeździć i jeździć …. ta praca mnie uwiodła jak Kobieta. Samochód i hotelowy pokój stał się moim domem. Ponad milion przejechanych kilometrów. Setki pokoi. Numery niektórych pamiętam … 309, 315, 208, 101, 211 … .

Spotkania z ludźmi, szybkie rozmowy i  powrót do hotelu.

Samotne spacery ulicami obcych miastach.

Zaglądanie ludziom do okien. Próbowałem zgadnąć co robią … jedzą? piją? czytają? kochają się ?

Taka gra.

Na piętrze światło w oknie. Widzę tylko lampę zawieszoną pod sufitem .. resztę muszę sobie dopowiedzieć.

Czasami przystanę i zapatrzę się na dłużej ….co by było gdybym zadzwonił do drzwi?

W innym oknie widać na ścianach winylowe płyty … mówię : popatrz słuchają muzyki …

Samotne jedzenie w knajpkach, spacery brzegiem morza.

Dzisiaj brzeg Zalewu Wiślanego , jutro Rynek w Cieszynie, po jutrze Opole, potem Rzeszów, Sopot, Cieplice …

Komisarz Zalewny, Cieszyński Uwodziciel, Ty, Nalepa, Klenczon … Włoch …

Łapię się na tym, że muszę sobie oswoić każde miejsce, nadać mu mój kształt, ulepić tak, bym czuł się spokojnym …

Nie wiem kiedy nauczyłem się patrzeć na świat jak na stop klatki.

W głowie niemal słyszę spust migawki … .

Jak w Twoim aparacie …

Rejestruję obrazy …

…chwile tylko i rzadko zapamiętuję ludzkie twarze … a wokół szumi świat.

*

Pokoje w hotelach wcale nie są takie same. Mają tylko podobne sufity, gdy patrzy się na nie leżąc na łóżku. Czasami przemknie po nich cień lub promień światła, który zakradł się gdzieś z zaoknia .

Każdy pokój to inny widok …

„Widok bez znaczenia”

*

Kiedyś tonąłem w takich pokojach, zapadałem się w otchłań. Ginąłem. Paliłem, piłem , paliłem i piłem … czasem ktoś zapukał do drzwi …

*

 

Teraz szybko zasuwam zasłony, odcinam się od świata zewnętrznego.

Pozornie zdawać się może , że już bardziej samotnym nie można być.

Pozornie …

Ba zaraz otworzę wino i wypiję je ze swoją Dziewczyną. I będziemy się śmiać, tulić i szeptać… a ja będę czekał , aż ona zacznie mówić tym swoim seksownym głosem.

*

Ba ja …

Jak marynarz ….

w każdym mieście mam Swoją Dziewczynę

***

Przekażmy sobie uśmiech 🙂

 

 

O tym jak mam wypisane …

Robienie zdjęć, takich które zachwyciłyby innych, jest wyjątkowo trudne. Przynajmniej dla mnie.

Miła Vi robi zdjęcia zachwycające swoją urodą i delikatnością tak, że zapierają dech w piersiach. Ewa jak nikt inny potrafi oddać zdjęciami piękno spaceru po mieście, wizyty w muzeum, na wystawie … To dzięki niej można zobaczyć prawdziwy Kraków.

Mam tysiące zrobionych przez siebie zdjęć, a zadowolony jestem z jednego, tego którego kiedyś nie zrobiłem w Stambule. Ten jeden jedyny raz nie zabrałem aparatu …

Kiedyś próbowałem zrobić sobie autoportret. Wiele razy próbowałem. I nigdy nie bylem zadowolony z efektu. Koszmar … .

Próbowali inni, a ja zawsze efekty ich pracy wyrzucałem … Na zdjęciach nie było MNIE.

I nagle, pewnego dnia, tak między wieczorem, a nocą, między jawą, a snem, między szarymi kluskami; a czarną herbatą z wiśniowymi powidłami, których smak sprawił, że wszystko wypadło mi z dłoni, a ja sam przeniosłem się na chwilę w inny wymiar, tak tuż przed kieliszkiem z grzanym winem, Ona powiedziała: nie ruszaj się, zostań, czekaj …

Wyciągnęła aparat i zrobiła mi zdjęcie. Uśmiechnęła się po chwili tajemniczo i tylko pokręciła przecząco głową, gdy ja pomyślałem o tym by poprosić ją bym mógł zobaczyć zdjęcie …

Po kilku dniach dostałem list i zdjęcie.

Gdy na nie spojrzałem, zdumiałem się tak jak nigdy wcześniej! Na twarzy miałem wypisane wszystko … .

Jak to Ona zrobiła?

Jakiej magii użyła ?

Przecież na mojej twarzy widniało słowo …….. .

Dziękuję .

Kwiaty i ja czyli o tym jak nie umiem.

Nigdy nie umiałem okazywać uczuć. Także za pomocą kwiatów. A są ponoć tacy, którzy wiedzą co każdy kwiat znaczy, co można nim powiedzieć czy nie dopowiedzieć …

Takie subtelności.

Czy im zazdroszczę ? Chyba nie …

Ja na kwiaty patrzę inaczej. Nie wręczam ich zbyt często … więc mój ich wybór jest zawsze spontaniczny. Patrzę, przyglądam się, zastanawiam, decyduję i wątpię i nagle !

Tą, tą i tą poproszę …

I są.

I po tym, trzeba mieć jeszcze komu je ofiarować … .

Nikt tak pięknie nie robi zdjęć kwiatów jak Miła Vi …

Dziękuję jej za wypożyczenie zdjęcia .

O tym jak kupiłem sobie zszywacz

Wiem, wiem! Nic wielkiego. Każdy może sobie kupić zszywacz. Nawet ktoś taki jak ja, kto dopiero za trzecim podejściem kupuje sobie dezodorant.

Potrzeba kupna zszywacza pojawiła się przy okazji spuchnięcia rozmiaru umowy na piśmie, z dwudziestu do dwudziestu ośmiu stron. Mały zszywacz – niebieski (skądinąd kolor bywa, że atrakcyjny) okazał się być za małym. To znaczy zszywki w nim zamontowane nie zszywały stosu kartek liczącego sobie ponad dwadzieścia wspomnianych stron.

No to wsiadłem w samochód i pojechałem do zaprzyjaźnionego sklepu z artykułami biurowymi. Na miejscu poprosiłem uprzejmego młodziana stojącego po przeciwnej stronie blatu, by sprzedał mi zszywacz na trzydzieści stron. Młodzieniec ów, odwrócił się ledwie na pięcie (za plecami miał bowiem regał z zszywaczami) i dość długo gmerał w stosach zszywaczy. Po dłuższej chwili odwrócił się do mnie – też na pięcie – i zaprezentował mi pudełko z zszywaczem mówiąc : ten zszyje 34 kartki.

Poproszę – powiedziałem. Wówczas ów młodzieniec otworzył kartonik, zajrzał weń i zamarł był. Trochę mnie owym zamarciem przeraził.

Zapytałem go moim wzrokiem: co się dzieje?

On odpowiedział werbalnie: przepraszam!

Zrobiłem zdziwioną minę i zapytałem : za co ?

A on na to : za kolor.

Ja : za jaki kolor ???

On : no za ten !!!

Jak : co ???

On no ten !!!

Po czym wyjął z pudelka ten właśnie zszywacz.

Przyznam, że mnie zamurowało. Niestety zszywacz ów był jedynym ,który tak grubo szył mimo swego koloru . Nie miałem innego wyjścia ja tego, by go kupić … . W pracy leżał stos umów do zszycia, czas uciekał.

Zapłaciłem stwierdzając : co za okropny kolor ! Okropny !!! Okropny !!!!

Młodzieniec zapakował karton z zszywaczem, przyjął płatność kartą i podał mi zakup. Jego wzrok spoczął na mnie, a ja wyczytałem z niego : jemy podoba się ten zszywacz !!!

W pracy pozszywałem co miałem zszywać i nagle, tuż przed wyjściem na BRARDZO WAŻNE spotkanie naszła mnie myśl – co będzie jak Panie sprzątające biuro znajdą TAKI zszywacz na moim biurku !!!

Szybko przesunąłem go na biurko kolegi.

Problemem z zszywaczem – jego kolorem – podzieliłem się z słynną dizajnerką i fotografką Vinillą Spinacci , która akurat przebywała w Poznaniu.

Najpierw spojrzała na zszywacz ze zdziwieniem, po chwili z jeszcze większym na mnie, a jej wzrok zdawał się mówić : hmmmmmm.

Po jakimś czasie, potrzebnym widać na ochłonięcie rzekła : pomogę .

Na jej ustach błąkał dziwny uśmiech.

Wiele czasu tego wieczora poświęcała na tę pomoc. Musiała się wspomóc typowo poznańskim posiłkiem regeneracyjnym …

Oto efekt jej pracy .

Na drugi dzień rano zszywacz w nowej szacie graficznej spoczął na biurku kolegi.

Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłem do niego w towarzystwie Vinilli Spinacci i zapytałem : Jak podoba się Tobie nowy zszywacz ?

W odpowiedzi usłyszeliśmy : piękny ! Zajebisty !!!

 

 

 

Nie lubię jesieni …

Jesień to zdrada, kłamstwo i zły czas.

Najpierw barwi świat i mami nas ciepłem, spokojem, kolorem liści, płonącymi drzewami…

Wciąga, zaprasza, usypia naszą czujność …zachęca :  chodź, chodź – woła całą sobą.

A gdy pełni ufności jesteśmy jej blisko, to wtedy podchodzi jeszcze bliżej szepcząc czułe słówka i nagle łapie nas za gardło i dusi …

A ja nie potrafię , nie umiem … nie potrafię z nią walczyć i uwolnić  !!!

Moje miasto XVI – Fyrtel Krzyżowniki.

Krzyżowniki to jedna z pięciu wsi położonych nad jeziorem Kierskim: Baranowo, Chyby, Kiekrz, Psarskie i właśnie Krzyżowniki. Dzisiaj pochłonięte przez Poznań i okoliczne gminy, z wsiami niewiele mają one wspólnego.

Krzyżowniki kojarzę przede wszystkim z dzieciństwem. To tutaj, na miejscową plażę przyjeżdżałem z mamą jej przyjaciółką i jej synem. Pamiętam autobusy … czerwone „ogórki”. Z moich Ogrodów musiałem dojść na „Przybysza” czyli ul. Przybyszewskiego, skąd w niedziele odjeżdżały autobusy do Strzeszynka, na Psarskie, do Kiekrza i Krzyżownik. Jazda trwała około 20 minut.

Tak wyglądał przystanek docelowy i powrotny. Była tu, w miejscu dzisiejszej wiaty przystanku, dwustronna metalowa barierka, która formowała kolejkę do drzwi autobusu … bez niej panowałby straszny chaos. Ludzi było tu zawsze sporo.

Potem drogą w dół…

i już było się na plaży …

Moje miejsce było położone mniej więcej tak gdzie dzisiaj stoi modrzew .

Po drugiej stronie jeziora klub żeglarski Posnania . Na skarpie nad nim Baranowo.

Plaża … nie ma już pomostu … nie wytrzymał. Pamiętam chłopaka otoczonego wianuszkiem dziewczyn, gitara i słowa piosenki : nie bój się wilki nie zjedzą cię …

Krzyżowniki to moje lata szczenięce … i potem raz jeszcze przez kilka lat … plaża, gdzie można było podjechać samochodem nocą … i kąpać się w świetle gwiazd i księżyca, a kręgi rozchodziły się po wodzie niczym magia …

Oba te miejsca , oddalone od siebie około dwa kilometry łączy wąska nitka asfaltowej dróżki … zapraszam na na spacer … .

To już chyba wszystko …

i jeszcze …

Dziękuję …

*

Przekażmy sobie uśmiech 🙂